Łatwo jest dziś twierdzić, że podatek dochodowy został uszczelniony i przynosi wyższe dochody, bo takie jest communis opinio. Natomiast stanowcze stwierdzenie, że „nie zidentyfikowano w Polsce istotnych zmian w poziomie wykazanego podatku należnego CIT, które mogłyby być efektem realnego uszczelnienia systemu podatkowego w zakresie CIT” wymaga odwagi.
Taką konkluzję zawiera „Raport CASP Struktura wpływów podatkowych z CIT w Polsce w latach 2016–2018 w kontekście uszczelnienia systemu podatkowego” autorstwa D.J. Gajewskiego, M. Laskowskiej oraz R. Kusego (dalej: naukowcy z SGH). Raport ten jest niestety niedostępny na stronach internetowych CASP SGH. Znalazłem go jednak pod jednym z linków na portalach informacyjnych i do tego dokumentu się odniosę.
Przez ostatnie trzy lata włożyliśmy w MF wiele wysiłku, by doprowadzić do uszczelnienia systemu podatkowego. Zdecydowałem się zabrać głos w tej sprawie, gdyż mam istotny wkład w uszczelnienie systemu podatkowego, najpierw jako dyrektor departamentu systemu podatkowego, a następnie wiceminister finansów.
Reklama
Z mojego rozeznania na rynku wynika, że agresywne optymalizacje podatkowe zakończyły się. Nie ma obecnie chęci w biznesie do podejmowania ryzyka związanego z agresywną optymalizacją. Ważnym efektem uszczelnienia systemu podatkowego jest też stworzenie warunków do uczciwej konkurencji na rynku, to jest konkurencji niewspieranej np. tańszym pieniądzem pochodzącym ze wspomnianych optymalizacji. Wracając jednak do raportu…

Reklama

Zastrzeżenia metodologiczne

W pierwszej kolejności chciałbym podnieść zastrzeżenia metodologiczne. W raporcie pojawia się teza, że wzrost dochodów z CIT spowodowany został przez największe firmy, które są beneficjentami wzrostu konsumpcji oraz dobrej koniunktury u odbiorców naszych półproduktów za granicą. Podstawowym błędem metodologicznym jest tu założenie, że wzrost przychodów spowodowany wzrostem konsumpcji i wzrostem eksportu automatycznie przekłada się na wyższy CIT do zapłaty. Innymi słowy, naukowcy z SGH zakładają milcząco, że jak tylko jakaś firma osiąga większe zyski, to zaraz biegnie zapłacić podatek. Gdyby tak było, to CIT rósłby stabilnie w długim okresie.
Stąd drugie zastrzeżenie do raportu, że odnosi się on do dość krótkich okresów. Naukowcy z SGH tłumaczą to tak: „W raporcie wykorzystano dane dotyczące CIT za lata 2013–2018, które w dniu publikacji raportu nie uległy przedawnieniu”. Nie wiadomo, co ta informacja ma oznaczać.
Oprócz niej nie ma innych wyjaśnień ani jakiegoś logicznego wywodu, który odnosiłby się do przyjętej próbki danych. Jeżeli badamy długoletnie trendy płacenia podatku i wzrostu gospodarczego oraz ich wzajemne zależności, to przedawnienie prawa do dochodzenia zobowiązań nie ma znaczenia. Chyba że celem autorów było właśnie niepokazywanie okresu sprzed 2013 r. i nieodnoszenie się do faktu, że przez 8 lat przed 2017 r. dochody z CIT znajdowały się w stagnacji. Upływ okresu przedawnienia jest jednak słabą wymówką. Tym bardziej że można sięgać do danych z dłuższego okresu i pokazać stagnację dochodów z CIT w okresie 2008–2016.
Trzecie zastrzeżenie dotyczy porównywania gruszek z jabłkami. W raporcie postawiono tezę, że przyrost dochodów z CIT jest niewystarczający, gdyż Polska znajduje się ciągle o około 1 pkt proc. poniżej średniej OECD, jeśli porównamy stosunek CIT do PKB. Naukowcy z SGH, porównując dzisiejsze wpływy CIT do PKB z wpływami sprzed kryzysu finansowego 2007–2010, piszą m.in.: „Średnia wpływów z CIT względem PKB dla państw członkowskich OECD w 2007 r. wynosiła 3,60 proc., podczas gdy w 2016 r. zaledwie 2,90 proc.”. Nie próbują wyjaśnić tego zjawiska.
Następnie porównują Polskę do Czech i Słowacji i zauważają, że „w porównaniu z państwami Europy Środkowej wskaźnik udziału CIT w PKB nominalnym w Polsce w latach 2007–2017 był niższy niż w Republice Czeskiej (średnio o 1,5 pkt proc.) i w Republice Słowackiej (średnio o 0,8 proc.)”. Dochodzą do wniosku, że „przyczyną niskiego poziomu wskaźnika udziału CIT wobec PKB nominalnego w Polsce względem Republiki Czeskiej oraz Republiki Słowackiej jest najprawdopodobniej szkodliwa konkurencja podatkowa pomiędzy Polską i państwami sąsiadującymi”. Brak jednak w raporcie wyjaśnienia, skąd taki pogląd.

Zastrzeżenia merytoryczne

Głównym wnioskiem raportu jest stwierdzenie, że wzrost wpływów z CIT zawdzięczamy wpłatom podatku dokonywanym przez największe firmy, które są beneficjentami wzrostu konsumpcji.
Nie istnieje jednak bezpośredni związek pomiędzy wzrostem konsumpcji a wzrostem dochodów z CIT. Konsumpcja jest podstawą dla VAT, ale nie dla CIT. Wzrost konsumpcji i ogólnie koniunktura mogą powodować wzrost sprzedaży, ale nie przekłada się to automatycznie na wzrost zysków firm, a ewentualne wzrosty zysków firm nie muszą przekładać się na większy CIT do zapłaty, ponieważ (oprócz bardziej prozaicznych przyczyn) firmy mogą (a raczej do niedawna mogły) stosować agresywną optymalizację podatkową. Dlatego wyeliminowanie tej możliwości, co nastąpiło na skutek reform z lat 2016–2019, powoduje ogólnie większą skłonność do płacenia podatku CIT.
Widać to, gdy spojrzy się na dane liczbowe w dłuższym okresie. Przyrost konsumpcji gospodarstw domowych w latach 2015–2018 wyniósł ok. 16,7 proc. (szacunki własne na podstawie danych MF i GUS). Przyrost wpływów z CIT w tym samym okresie wyniósł ok. 33,8 proc. W 2015 r. przychody z CIT wynosiły 33,1 mld zł, a w 2018 r. 44,3 mld zł.
Przyrost konsumpcji gospodarstw domowych w latach 2005–2007 wyniósł 10,6 proc. Przyrost wpływów z CIT za ten okres to aż 53,51 proc. Dochody z CIT w 2005 r. wyniosły 21 mld zł, a w 2007 r. – 32,3 mld zł. Pomiędzy 2008 a 2016 r. utrzymywały się w stagnacji, oscylując wokół kwoty 30 mld rocznie. W 2008 r. osiągnęły rekordowo wysoki poziom 34,5 mld zł, a w 2010 r. rekordowo niski – 28,1 mld zł. W 2016 r. poziom nominalny wyniósł 34,1 mld i był podobny do wyniku z 2008 r.
Co ciekawe, w latach 2008–2011 konsumpcja gospodarstw wzrosła o 9,6 proc., a dochody z CIT zmalały o 8,2 proc. W latach 2008–2014 konsumpcja wzrosła o 13,7 proc., a dochody z CIT spadły o 12,9 proc. Podaję te dane po to, aby uzmysłowić, że konsumpcja jest niewłaściwą podstawą do badania wzrostów i spadków dochodów z CIT.
W tabeli prezentuję, jak wyglądały dochody z CIT w poszczególnych latach. Chciałbym zwrócić uwagę, że w okresie 2008–2016 dochody z CIT znalazły się w faktycznej stagnacji i dopiero reformy z lat 2016–2019 zmieniły tę tendencję. Cały okres prezentowany poniżej był okresem wzrostu konsumpcji i wzrostu PKB.
Porównajmy te dane ze wzrostami konsumpcji i wzrostami (spadkami niestety też) dochodów z CIT za te lata oraz ze stosunkiem CIT do PKB (1. wiersz przyrost konsumpcji r/r, 2. wiersz przyrost CIT r/r, 3. wiersz stosunek CIT do PKB):
Z danych w tabelach widać, że nie istnieje wyraźny związek pomiędzy konsumpcją a CIT. Konsumpcja rośnie przez cały okres, a dochody z CIT spadają w latach: 2009, 2010 i 2013.
Konsumpcja na pewno wpływa na koniunkturę, ale nie przekłada się wprost na zyski przedsiębiorców działających w warunkach silnej konkurencji rynkowej. Należy pamiętać, że firmy mogą być w sytuacji, w której decydują się na sprzedaż nawet ze stratą (by utrzymać się na rynku albo przedstawić korzystniejszą ofertę względem silnej konkurencji), a gdy zysk się pojawił, to przed 2016 r. zawsze istniała możliwość sterowania nim za pomocą agresywnej optymalizacji podatkowej.
Dochody z CIT w poszczególnych latach (w mld zł)
2006 2007 2008 2009 2010 2011 2012 2013 2014 2015 2016 2017 2018
CIT 25,5 32,3 34,5 30,7 28,1 31,6 33,9 29.3 30,0 33,1 34,1 38,5 44,3
Wzrost konsumpcji i dochodów z CIT w poszczególnych latach (w proc.)
2006 2007 2008 2009 2010 2011 2012 2013 2014 2015 2016 2017 2018
Konsumpcja 4,7 5,6 6,7 3,5 2,6 3,3 0,8 0,3 2,6 3,0 3,9 4,5 4,3
CIT 20,9 26,9 6,7 -10,9 -8,4 12,5 7,0 -13,3 2,3 10,2 3,3 12,7 15,0
CIT do PKB 2,38 2,72 2,68 2,24 1,95 2,02 2,08 1,77 1,75 1,84 1,84 1,94 2,09
W 2018 r. stosunek CIT do PKB po raz pierwszy od pięciu lat przekroczył 2 proc. Jeszcze daleko do rekordowego 2,72-proc. stosunku CIT do PKB z 2007 r., ale wszystko wskazuje na to, że w 2019 r. spodziewany jest dalszy wzrost wpływów z CIT, przynajmniej o 17 proc. w porównaniu z rekordowym 2018 r. Warto bowiem wspomnieć, że rok 2018 jest absolutnym ewenementem, jeżeli chodzi o kwotę dochodów z CIT. Po raz pierwszy w historii przekroczyły one barierę 40 mld zł, osiągając niewyobrażalny do niedawna pułap 44,3 mld zł i to w sytuacji wprowadzenia wielu ulg, w tym obowiązującej od 2018 r. 15-proc. stawki CIT dla małych podatników.
Deprecjonowanie wpływu ulg i zwolnień na przychody z CIT to właśnie kolejna słabość raportu, która wymaga komentarza. Naukowcy z SGH nie poruszają w raporcie istotnej kwestii, jaką jest zmniejszenie wpływów z CIT z powodu świadomych decyzji ustawodawczych w zakresie polityki podatkowej i Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju.
Takimi istotnymi decyzjami wspierającymi potencjał polskich przedsiębiorców było wspomniane już obniżenie w 2018 r. stawki CIT dla małych firm do 15 proc., a w 2019 r. dalsze jej obniżenie do 9 proc. Ponadto rozszerzono ulgi związane z wydatkami na badania i rozwój oraz wprowadzono 5-proc. stawkę na dochody związane z własnością intelektualną (tzw. IP BOX). Ulgi te oraz rozszerzenie zwolnień tzw. strefowych na całe terytorium Polski powodują, że wpływy z CIT są niższe, niż można by się spodziewać, biorąc pod uwagę rozmiar polskiej gospodarki i tempo wzrostu PKB. Jest to bardzo istotna przyczyna niższego udziału CIT w PKB w stosunku do krajów OECD i naszych najbliższych sąsiadów.
Ministerstwo Finansów szacuje, że różnorodne ulgi, przede wszystkim „strefowe”, „kosztowały” państwo, jeszcze przed wprowadzeniem w latach 2018–2019 ulg proinnowacyjnych, około kilkanaście miliardów złotych rocznie. Rzetelność badawcza wymagałaby, jak się wydaje, przynajmniej wzmiankowania, że w skali całej gospodarki preferencje te powodują mniejszy udział CIT w PKB.
Ponadto, jeżeli ktoś wysuwa wniosek, że np. wielkie firmy z sektora finansowego płacą więcej CIT dzięki wzrostowi konsumpcji, warto byłoby przebadać, jaka jest struktura przychodów tych największych firm. Czy ich zyski mają swoje źródło w finansowaniu konsumpcji (np. kredytów hipotecznych i konsumenckich), czy też w finansowaniu gospodarki.
Co do zarzutu porównywania gruszek z jabłkami, to niższy udział CIT w PKB w Polsce w porównaniu z krajami OECD oraz różnice pomiędzy tym udziałem przed kryzysem finansowym i po nim mogą wynikać z różnych przyczyn, np. z wyższych nominalnych stawek CIT w wielu krajach OECD na początku tego okresu. Jednak wniosek naukowców z SGH, że „Przyczyną niskiego poziomu wskaźnika udziału CIT wobec PKB nominalnego w Polsce względem Republiki Czeskiej oraz Republiki Słowackiej jest najprawdopodobniej szkodliwa konkurencja podatkowa pomiędzy Polską i państwami sąsiadującymi” dowodzi moim zdaniem nieznajomości terminu „szkodliwa konkurencja podatkowa”. Ponadto z tak zaprezentowanego wniosku trudno wywieść, czy to Polska stosuje szkodliwą konkurencję wobec Czech i Słowacji, czy na odwrót. Z kontekstu domyślam się, że na odwrót, bo skoro Polska ma mniejszy udział CIT w PKB, to znaczy, że naukowcy z SGH uważają, że to Czechy i/lub Słowacja stosują szkodliwą konkurencję podatkową wobec Polski.
Szkodliwa konkurencja na gruncie CIT ze strony krajów mających tę samą lub wyższą nominalną stawkę podatkową jest raczej niemożliwa, chyba że wykażemy, że państwa te stosują specjalne reżimy podatkowe dostępne np. tylko dla inwestorów z zagranicy. W skrócie, państwo (a często terytorium niemające statusu państwa) stosuje szkodliwą konkurencję podatkową na gruncie CIT wobec innego państwa, jeżeli nie wymierza CIT lub jest to tylko nominalny, dużo niższy podatek. Ponadto, w celu uchylenia się od opodatkowania stosuje się sztuczne struktury, które nie występowałyby, gdyby nie korzyść podatkowa. Poprzez szkodliwą konkurencję podatkową zyski z kraju poszkodowanego są przerzucane bez podatku za pośrednictwem kraju stosującego szkodliwą konkurencję podatkową (i często przez kilka takich jurysdykcji) do osoby lub firmy, która stosuje agresywną optymalizację podatkową.
Objawem stosowania szkodliwej konkurencji podatkowej może być zatem wzrost PIT z tytułu zatrudnienia personelu obsługującego sztucznie powoływane jednostki. Innym indykatorem będzie nienaturalnie wysoka zyskowność firm na terytorium stosującym szkodliwą konkurencję podatkową, która nie przekłada się na wysokie opodatkowanie CIT, gdyż zyski te podlegają dalszemu transferowi.
Reasumując, zarzuty wobec gospodarek Czech lub Słowacji o stosowanie szkodliwej konkurencji podatkowej są absurdalne, a wywodzenie z tego jakichś związków z niższym niż pożądany udziałem CIT w polskim PKB bezpodstawne.
Wszystkie opinie wyrażone w artykule są prywatnymi opiniami autora
Cała polemika na gazetaprawna.pl