Przy okazji planowanej podwyżki akcyzy na alkohol rozgorzała dyskusja o tym, czy przy okazji nie warto wprowadzić nowego sposobu jej naliczania, a także ujednolicić zasady reklamy dla napojów alkoholowych. Branża jest mocno podzielona. DGP postanowił skonfrontować opinie w tej sprawie.
Witold Włodarczyk, prezes Związku Pracodawców Polski Przemysł Spirytusowy fot. Wojtek Górski / DGP
Wieloletni Plan Finansowy Państwa zakłada wzrost akcyzy na alkohol, a tym samym wzrost wpływów do budżetu z tego powodu. Jakie mogą być faktyczne konsekwencje podwyżki podatku?
Marcin Flak, radca prawny, partner w Fairfield fot. materiały prasowe / DGP
Reklama
WITOLD WŁODARCZYK: W przypadku branży spirytusowej – w przeciwieństwie do innych kategorii branży alkoholowej – jedną z głównych konsekwencji podwyżki akcyzy jest wzrost szarej strefy. Mówiąc kolokwialnie – w dniu ogłoszenia podwyżki akcyzy na wyroby spirytusowe przestępczość gospodarcza otwiera szampana. Ostatnia, bardzo duża – bo aż o 15 proc. – podwyżka akcyzy na wyroby spirytusowe wprowadzona w 2014 r. spowodowała spadek wpływów akcyzowych z tytułu tego rodzaju alkoholu w roku następującym po podwyżce. Przestrzegałbym zatem przed takim „liniowym” patrzeniem na to zagadnienie typu: 3 proc. wzrostu akcyzy – 3 proc. wzrostu wpływów.

Reklama
Bartłomiej Morzycki, dyrektor generalny Związku Pracodawców Przemysłu Piwowarskiego – Browary Polskie fot. materiały prasowe / DGP
Marcin Flak: Podwyżka akcyzy na napoje alkoholowe może się wiązać z ryzykiem wzrostu popytu na alkohol pochodzący z nielegalnych źródeł. Wyższa stawka akcyzy będzie się przecież przekładać na wzrost cen detalicznych. W konsekwencji, mimo zwiększenia stawek na napoje alkoholowe, wpływy z podatku akcyzowego mogą być nawet niższe, a spadek obrotu skutkować będzie też niższymi przychodami z podatku VAT oraz dochodowego. Zwiększanie obciążeń akcyzowych powinno być więc wprowadzane w sposób rozważny, po analizie wpływu podwyżki akcyzy na funkcjonowanie rynku, w tym ewentualne zwiększenie sprzedaży napojów zawierających alkohol nielegalnego pochodzenia.
Krzysztof Rutkowski, partner, radca prawny w KDCP Kancelaria Doradztwa Celnego i Podatkowego Rutkowski i Wspólnicy fot. materiały prasowe / DGP
Bartłomiej Morzycki: Piwo jest bardzo wrażliwe na cenę, co oznacza, że nawet niewielka podwyżka akcyzy może mieć negatywny wpływ na wielkość sprzedaży, a co za tym idzie –wpływy do budżetu mogą być w rzeczywistości mniejsze niż zakładane. Na pewno gwałtowna, duża podwyżka miałaby poważne skutki nie tylko dla sektora piwowarskiego, lecz także dla wszystkich sektorów powiązanych. Oznaczałaby utratę miejsc pracy oraz innych wpływów podatkowych, m.in. z tytułu VAT i podatków dochodowych. Polityka akcyzowa powinna także uwzględniać poziom opodatkowania w krajach ościennych UE. Polska jest trzecim płatnikiem akcyzy w UE, większym niż np. Włochy czy Niemcy, a więc dużo większe gospodarki. Obecnie stawka akcyzy na piwo w Polsce jest ok. 2,5 razy wyższa niż w Niemczech, o ok. 50 proc. wyższa niż w Czechach i o 28 proc. wyższa niż na Słowacji. Znaczące podnoszenie akcyzy uczyniłoby polskie piwo mniej konkurencyjnym w stosunku do wymienionych krajów. W efekcie część zakupów mogłaby przenieść się za granicę.
Skutki istotnej podwyżki akcyzy na piwo można przewidzieć, analizując podwyżkę tego podatku w 2009 r. o 13,6 proc. W efekcie wolumen sprzedaży spadł o ponad 4,1 proc., w ciągu dwóch lat ubyło ponad 24 proc. miejsc pracy, a do budżetu wpłynęło jedynie 47 proc. zakładanych środków. Przemysł piwowarski potrzebował wówczas trzech lat na podniesienie się ze spowolnienia.
Branża piwowarska jest przygotowana na zapowiedzianą przez rząd podwyżkę akcyzy o 3 proc. od 2020 r., równą dla wszystkich rodzajów alkoholu. Została ona wpisana do Wieloletniego Planu Finansowego Państwa uchwalonego przez Radę Ministrów w kwietniu 2019 r. oraz do projektu budżetu państwa na 2020 r. przyjętego przez Radę Ministrów we wrześniu 2019 r. W publicznych wypowiedziach prezesa Rady Ministrów padły zapewnienia o braku planów podwyżki na piwo, podobne stanowisko oficjalnie prezentuje też Ministerstwo Finansów. Wszelkie inne niż zaplanowane i zapowiedziane zmiany wysokości akcyzy byłyby zaskoczeniem, a nieprzewidywalność warunków prowadzenia działalności i brak czasu na dostosowanie się do takich zmian dodatkowo negatywnie wpłynęłyby na skutki ewentualnej podwyżki.
Podwyżka akcyzy w stopniu większym niż zaplanowana dotychczas doprowadziłaby do radykalnego zmniejszenia wpływu gospodarczego branży, zmniejszenia wielkości produkcji i utraty miejsc pracy. Wzrost stawki byłby czynnikiem blokującym rozwój i obniżyłby konkurencyjność polskiego piwa.
Magdalena Zielińska, prezes zarządu Polskiej Rady Winiarstwa fot. Atelier Izabelin/Materiały prasowe / DGP
Krzysztof Rutkowski: Należy uwzględnić występujący w akcyzie efekt tzw. forestallingu, który w pewnym uproszczeniu odnosi się do zmniejszenia efektywności stosowanych podwyżek akcyzy poprzez gromadzenie zapasów produktów opodatkowywanych według wcześniejszych zasad. W pewnym uproszczeniu można powiedzieć, że spodziewając się podwyżki akcyzy, producenci dążą do zwiększenia produkcji według dotychczasowych zasad, przez co większa ilość napojów alkoholowych trafia na rynek w końcowej fazie obowiązywania niższej stawki akcyzy i następuje spadek podaży na pewien okres. Efekt ten powoduje, iż najczęściej plany dotyczące wzrostu wpływów z akcyzy bazujące na wcześniejszych wynikach sprzedaży się nie sprawdzają. Dodatkowe wpływy z podwyższenia akcyzy okazują się niższe.
dr Artur Bartoszewicz, adiunkt w Kolegium Analiz Ekonomicznych Szkoły Głównej Handlowej fot. materiały prasowe / DGP
Magdalena Zielińska: Podwyżka stawki akcyzy zwiększy dystans między cenami wina w Polsce a krajami Unii Europejskiej. W większości z nich akcyza na wino jest zerowa lub niższa niż w naszym kraju. W ten sposób państwa te wspierają jego konsumpcję. U nas spożycie wina jest bardzo niskie przy bardzo wysokiej konsumpcji piwa i napojów spirytusowych. Ponadto wzrost akcyzy wiąże się pośrednio ze wsparciem szarej strefy, a sprzyja temu swobodny przepływ towarów w UE. Można się spodziewać, że problem ten będzie dotyczył w szczególności kanału HoReCa (hotelarstwa, gastronomii i cateringu – red.).
Spodziewamy się, że po podwyżce akcyzy o 3 proc. ceny na półkach sklepowych wzrosną o zdecydowanie większą wartość ze względu na wpływ podwyżki na VAT i marże naliczane do ceny wyjściowej przez kolejnych uczestników rynku.
Zgodnie z Wieloletnim Planem Finansowym Państwa podwyżki nie obejmą cydru i perry. Cieszy nas wyodrębnienie ich, jednak nie ukrywamy, że liczymy na zdecydowanie większe wsparcie dla tych wyrobów. Bez wprowadzenia zerowej stawki w przejściowym okresie rozwoju tej kategorii nie widzimy szans na zapobiegnięcie dalszym spadkom produkcji.
Wieloletni Plan Finansowy Państwa zakłada równą podwyżkę dla wszystkich sektorów alkoholowych. Jeżeli podwyżka jest nieunikniona, to w naszym przekonaniu jest to najbardziej rozsądne rozwiązanie.
Artur Bartoszewicz: Można byłoby zakładać, że w wyniku zwiększenia akcyzy przy utrzymaniu lub zwiększeniu spożycia dojdzie do wzrostu wpływów budżetowych. Jednak sprawa nie jest tak prosta, jak się na początku wydaje. Mamy doświadczenia wskazujące, że podwyższenie akcyzy może powodować spadek wpływów budżetowych, zaś co może wydawać się zaskakujące – obniżenie akcyzy spowodowało wzrost wpływów. Z tego wynika ryzyko podejmowania takich działań.
Jeśli podwyżka, to jaka? Czy powinna być jednakowa dla wszystkich rodzajów alkoholi? Czy nadszedł czas na zmianę struktury liczenia podatku?
BARTŁOMIEJ MORZYCKI: Jeśli podwyżka miałaby nastąpić, to przede wszystkim musi ona realizować przepisy ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałania alkoholizmowi, według których akty prawne wpływające na cenę napojów alkoholowych powinny służyć „zmianie struktury ich spożycia na rzecz napojów o niskiej zawartości procentowej alkoholu”. W tym kontekście nie sposób nie wspomnieć, że od 2000 r. stawka akcyzy na piwo wzrosła o 39 proc., a w tym samym okresie na napoje spirytusowe spadła o 5 proc.
Sposób naliczania podatku akcyzowego od alkoholu w Polsce jest spójny i logiczny. Jest on charakterystyczny dla krajów o silnej tradycji piwowarskiej i jest powszechnie stosowany w Europie. W żadnym kraju UE opodatkowanie alkoholu mocnego i piwa nie jest jednakowe, niezależnie od wyboru podstawy opodatkowania. W wielu krajach dysproporcja jest dużo większa niż w Polsce, która pod tym względem wpisuje się dokładnie w średnią unijną, a także w proporcję wynikającą z wpisanych do dyrektyw UE stawek minimalnych. Nie występują żadne przesłanki przemawiające za zmianą struktury naliczania akcyzy.
Krzysztof Rutkowski: W przypadku piwa w Polsce akcyza od lat wyliczana była – zgodnie z z przepisami unijnymi – na podstawie zasad dotyczących tzw. stopnia Plato. Zmiana zasad liczenia akcyzy spowodowałaby również poważne zamieszanie i trudności dla podmiotów prowadzących browary, m.in. musiałyby one zmienić zasady prowadzenia ewidencji akcyzowych, systemów księgowych itp. Wydaje się, że wprowadzenie takiego zamieszania po prostu niczemu by nie służyło, a zwiększyłoby już i tak ogromne obciążenia administracyjne.
Magdalena Zielińska: Przepisy regulujące sposób naliczania podatku akcyzowego w Polsce wynikają bezpośrednio z dyrektywy. Różnice w podejściu do poszczególnych wyrobów są zatem głęboko ugruntowane (dyrektywa ma zastosowanie od 1992 r.) i mają swoje uzasadnienie. Dyrektywa wskazuje jeden sposób naliczania akcyzy od wina, napojów fermentowanych i produktów pośrednich – np. sherry czy porto – ustala się ją według liczby hektolitrów gotowego produktu. Przy czym aż 15 krajów członkowskich zdecydowało się na wprowadzenie na wino stawki zerowej. Wszelkie podwyżki akcyzy na wino w Polsce stawiają zatem branżę w bardzo trudnej sytuacji ze względu na warunki fiskalne panujące w krajach winiarskich. Warto przy tym zwrócić uwagę na wysoki limit przywozu wina z krajów Unii Europejskiej; wynosi on aż 90 l na osobę. Biorąc pod uwagę, że przeciętny Polak wypija ok. 3,5 l wina rocznie – limit ten jest przeogromny. Powstaje przestrzeń do rozwoju szarej strefy, w której wysokość podatku akcyzowego odgrywa istotną rolę.
Marcin Flak: Obecnie poszczególne rodzaje napojów alkoholowych opodatkowane są w sposób bardzo zróżnicowany. Ta kategoria produktowa objęta jest akcyzą ze względu na zawartość alkoholu etylowego. Podstawa opodatkowania wszystkich tych produktów powinna być więc jednakowa – zawartość alkoholu. Tymczasem, zgodnie z polskimi przepisami, ta sama porcja czystego alkoholu etylowego zawarta w piwie może być nawet 3–4-krotnie mniej obciążona akcyzą niż identyczna porcja czystego alkoholu zawarta w napoju spirytusowym. Trudno znaleźć uzasadnienie dla utrzymywania tak rażących dysproporcji. W mojej ocenie najbardziej sprawiedliwym mechanizmem byłoby obliczanie należności podatkowej ze względu na zawartość czystego alkoholu etylowego.
Witold Włodarczyk: Wydaje się, że rok 2020 to dobry moment na zasadniczą zmianę w polityce akcyzowej państwa wobec branży alkoholowej. Należy doprowadzić do optymalizacji systemu przy jednoczesnym jego znacznym uproszczeniu. Każdy wyrób alkoholowy, jak sama nazwa wskazuje, zawiera alkohol – i to ten sam alkohol etylowy o wzorze chemicznym C2H5OH. Nie ma dziś żadnego uzasadnienia do tego, aby preferować którykolwiek rodzaj alkoholu. Akcyza powinna być liczona od zawartości alkoholu w danej pojemności, niezależnie od rodzaju napoju. Takie proste, czytelne i łatwo egzekwowalne rozwiązanie jest stosowane w branży spirytusowej i my jako branża spirytusowa od dawna postulujemy rządzącym i zachęcamy branżę piwną do stosowania tego sprawdzonego rozwiązania. Nie może być tak – jak ma to miejsce dzisiaj – że od butelki cydru o zawartości 4,5 proc. lub napoju spirytusowego o takiej samej mocy płaci się znacznie wyższą akcyzę niż od piwa o zawartości alkoholu np. 8 proc. To jest sytuacja absurdalna i należy z nią skończyć. Mogę też uspokoić branżę piwną: my jako branża spirytusowa nie oczekujemy specjalnego traktowania w Polsce, a jedynie postulujemy równe traktowanie dla wszystkich uczestników rynku. Innymi słowy: od półlitrowej butelki wódki o zawartości alkoholu 40 proc. powinna być płacona ośmiokrotnie wyższa akcyza niż na półlitrową butelkę piwa o zwartości alkoholu 5 proc. To będzie uczciwe. Dziś ta różnica jest ponad dwudziestokrotna – i to uczciwe nie jest. W większości państw UE akcyza jest liczona od zawartości alkoholu. Natomiast od stopnia Plato w przypadku piwa akcyza liczona jest w krajach o silnej tradycji piwa i bardzo mocnym lobbingu tej branży – takich jak: Niemcy, Austria, Czechy. Trudno też przyjąć argument branży piwnej broniącej obecnego, bardzo korzystnego dla niej status quo w Polsce o wyższych kosztach produkcji i logistyki – gdyby nawet tak było, to akcyza nie jest narzędziem regulacji kosztów wytworzenia i dostarczenia produktu na rynek. Drugi argument tej branży, mówiący o tym, że ludzie piją piwo nie ze względu na zawartość alkoholu, tylko ze względu na smak – należy włożyć między bajki. Gdyby tak było, konsumenci spożywaliby głównie piwo bezalkoholowe, a jego udział w spożyciu jest wciąż marginalny. Dziś akcyza płacona przez branżę piwną jest mocno niedoszacowana. Mimo że branża piwna odpowiada w Polsce za 58 proc. spożycia w przeliczeniu na czysty alkohol, to płaci tylko 31 proc. akcyzy odprowadzanej przez całą branżę alkoholową. W tym samym czasie branża spirytusowa odpowiadająca za 34 proc. spożycia wpłaca aż 66 proc. wartości akcyzy branży alkoholowej. Gdyby doprowadzić stopniowo – w ciągu czterech lat – do zrównania zasad obliczania akcyzy tylko pomiędzy wyrobami spirytusowymi i piwem, to według szacunków budżet państwa w tym okresie zyskałby ok. 12 mld zł z tytułu wzrostu wpływów z akcyzy oraz VAT.
Artur Bartoszewicz: Zmianę akcyzy na alkohol warto rozważać i dobrze zaprojektować, biorąc pod uwagę nie tylko potrzeby fiskalne, ale przede wszystkim traktując to narzędzie jako element polityki państwa wobec problemu nadmiernego spożywania alkoholu i walki z powiązanymi z tym zjawiskiem patologiami, a przede wszystkim ogromnymi kosztami społeczno-ekonomicznymi. Jest ogromna potrzeba zmiany struktury naliczania podatku akcyzowego. Głównym celem powinno być przesunięcie konsumpcji z napojów alkoholowych o wysokim udziale alkoholu do tych, w których ten udział jest znacząco niższy. Chodzi o to, abyśmy sterowali konsumpcją, wykorzystując ekonomię behawioralną i naturalne cechy spożycia napojów alkoholowych w Polsce. Chodzi tu o awersję cenową oraz ograniczenia budżetowe spożywających napoje alkoholowe. To, że Polacy będą spożywać napoje alkoholowe, to – niestety – wiemy i widzimy po statystykach, ale możemy dążyć do spożywania mniejszej ilości alkoholu w tych napojach. Ekonomiczny koszt spożycia alkoholu w Polsce przekracza 30 mld zł, nawet kilkuprocentowe przesunięcie w konsumpcji alkoholu na rzecz napojów mniej procentowych przekłada się na milionowe oszczędności. Należy podkreślić, że wpływy z akcyzy są znacząco niższe niż łączne koszty ponoszone przez społeczeństwo i gospodarkę wynikające z nadmiernego spożycia alkoholu w Polsce. Mówiąc wprost, wszyscy płacimy za patologie… nawet ci, którzy nie piją alkoholu.
Czy obostrzenia dotyczące reklamy napojów alkoholowych nie powinny być jednakowe dla wszystkich kategorii? Czy aby nie tędy droga w celu zrównania wszystkich kategorii?
WITOLD WŁODARCZYK: Reklama alkoholu generalnie jest tematem dyskusyjnym. Można, czy wręcz należy, się zastanowić nad tym, czy w ogóle, a jeżeli tak, to na jakich zasadach reklama alkoholu może zostać dopuszczona. Z całą pewnością obowiązujący obecnie model w Polsce, w którym tylko jedna kategoria alkoholu – w tym przypadku piwo – jest dopuszczona do reklamy, a inne nie, jest nieakceptowalny i nosi znamiona dyskryminacji. Do tego reklamy piwa są wszechobecne i – delikatnie mówiąc – nie trzymają się standardów narzuconych reklamie alkoholu. My, starając się wypromować lekki, 4-proc. napój spirytusowy, nie mamy żadnych szans w konfrontacji z piwem – podobny problem mają producenci cydru posiadający całkowity zakaz reklamy. Wydaje się, że rozsądnym rozwiązaniem, które powinno zostać dopracowane przy okrągłym stole z udziałem decydentów, przedstawicieli mediów – reklamobiorców i wszystkich kategorii branży alkoholowej, byłoby dopuszczenie wszystkich uczestników rynku alkoholowego do możliwości informowania o swoich produktach na bardzo określonych, restrykcyjnych zasadach. Wśród nich należy wymienić konieczność zawarcia w czasie reklamowym ostrzeżeń o zakazie spożywania alkoholu przez: kobiety w ciąży i połogu, osoby niepełnoletnie, kierowców, a także należałoby wprowadzić narzędzia do bezwzględnej egzekucji zakazów nałożonych na reklamodawców alkoholu – chociażby w zakresie bezwzględnego zakazu skojarzeń reklamy alkoholu z radością życia, przyjaźnią, sportem, seksem itd. Dziś tak nie jest – wystarczy obejrzeć pierwszą z brzegu reklamę piwa.
Magdalena Zielińska: Dzisiejsze obostrzenia w reklamie nie wydają się logiczne i uzasadnione. Szczególnym przypadkiem jest cydr – napój winiarski, który w praktyce ma zawartość alkoholu do 4,5 proc. Cydru nie można reklamować, a piwa, nawet te, które zawierają więcej alkoholu, już tak. Prowadzi to do wyraźnych anomalii – jedna z głównych cydrowych marek na świecie wprowadzana jest na polski rynek jako napój piwny, a we wszystkich innych krajach jest znana jako cydr. Na półkach sklepowych można też zobaczyć piwa, na których etykietach zadeklarowano charakter cydru. Wszystkie te produkty mają przywilej reklamy. Wyroby produkowane przez branżę winiarską – nie. W związku z tym sprzedaż cydropodobnych piw ma się wyśmienicie, natomiast cydr został zepchnięty do roli produktu niszowego w Polsce, a jego produkcja maleje z roku na rok.
Marcin Flak: Obecnie obowiązujące przepisy w szerokim zakresie dopuszczają reklamę piwa. Całkowicie zakazana jest natomiast publiczna reklama wszelkich innych napojów alkoholowych – zarówno tych o wyższej procentowej zawartości alkoholu, jak i zawierających porównywalną lub niższą procentową zawartość alkoholu niż piwo, np. cydr, wino, niskoprocentowe napoje spirytusowe. Tak ukształtowane przepisy prawa w istotny sposób utrudniają dostęp do rynku producentom i dystrybutorom napojów alkoholowych innych niż piwo.
Jeśli przyjmiemy założenie, że ograniczenia i zakazy w zakresie reklamy mają na celu zmniejszenie ryzyka nieodpowiedzialnej konsumpcji alkoholu, to trudno uzasadnić odmienne traktowanie piwa oraz innych rodzajów napojów alkoholowych. Dlatego uważam, że wszystkie napoje alkoholowe, bez względu na rodzaj i procentową zawartość alkoholu, powinny podlegać identycznym ograniczeniom w zakresie reklamy.
Bartłomiej Morzycki: Przepisy dotyczące reklamy alkoholu w Polsce już teraz należą do najostrzejszych w Europie. Poza Polską tylko cztery inne kraje wdrożyły bardziej rygorystyczne regulacje. W Polsce pod tym względem wypracowano kompromisowe rozwiązanie, zgodnie z którym reklama piwa jest dopuszczalna w ograniczonym zakresie godzinowym i pod wieloma szczegółowymi obostrzeniami dotyczącymi także przekazu reklamowego.
Podnoszenie kwestii reklamy w kontekście tzw. równości jest nieporozumieniem, gdyż z założenia zakłada równość pomiędzy różnymi typami alkoholu. Tymczasem piwo i mocne alkohole różnią się między sobą zasadniczo, zwłaszcza pod względem modelu konsumpcji, jak i społecznych skutków konsumpcji. Według dostępnych badań wódka jest alkoholem, którym najczęściej upijają się Polacy. Połowa osób spożywających wódkę znajduje się w grupie podwyższonego ryzyka picia szkodliwego. Również pod względem przeciętnej liczby jednostek alkoholu wypijanych podczas jednej okazji najwięcej alkoholu spożywa się pod postacią wódki. Biorąc to wszystko pod uwagę, a także mając na względzie nowe zjawisko, jakim jest szybko rosnąca konsumpcja małpek, nie wydaje się możliwa do obronienia teza o konieczności zrównania alkoholi mocnych z alkoholami niskoprocentowymi.
Artur Bartoszewicz: Faktem jest, że znaczące różnice dotyczące reklamy napojów alkoholowych doprowadzają do upowszechniania się wybranych z nich. Spożycie piwa wyraźnie wzrosło i już dziś ponad połowa alkoholu spożywana jest w tym trunku. Widzimy patologiczny wymiar przyzwolenia na reklamę tego produktu w powiazaniu z wydarzeniami sportowymi czy rekreacją. Należy przeanalizować społeczne i gospodarcze skutki generowania takich postaw. Nie chodzi o to, aby zabraniać spożycia, ale czy powszechność reklamy tego typu produktów jest nam tak potrzebna? Potrzebujemy odpowiedzialnej polityki związanej ze spożyciem alkoholu, nieopartej na zaspokajaniu potrzeb fiskalnych, jak też uległej silnym grupom nacisku reprezentującym poszczególne lobby. Alkohol bez względu na to, w jakim napoju alkoholowym jest spożywany, stanowi zagrożenie dla zdrowia, życia, społeczeństwa i gospodarki. Każda droga do zrównania zasad komunikacji z klientem jest pożądana. A likwidacja możliwości nachalnej promocji spożycia jest dziś, gdy stoimy na światowym podium nadmiernego spożywania alkoholu, wręcz natychmiast wymagana do podjęcia! Stańmy się nie liderem spożywania alkoholu, lecz czempionem w ograniczaniu kosztów społecznych i gospodarczych spożycia napojów alkoholowych.
Stanowisko Ministerstwa Finansów
W uchwalonym przez Radę Ministrów 24 kwietnia 2019 r. Wieloletnim Planie Finansowym Państwa na lata 2019–2022 określono wieloletnią perspektywę planowania budżetowego. Jako jedno z kluczowych działań dotyczących podatków na lata 2019–2020 wskazano indeksację o 3 proc. stawki podatku akcyzowego na wyroby akcyzowe będące używkami, tj.: alkohol etylowy, piwo, wino, wyroby winiarskie, wyroby pośrednie, wyroby tytoniowe, susz tytoniowy, wyroby nowatorskie. Dokument ten nie odnosi się do zmiany struktury opodatkowania napojów alkoholowych.
Projekt ustawy budżetowej na 2020 r. uwzględnia dodatkowe wpływy z akcyzy wynikające ze wskazanej powyżej indeksacji stawek akcyzy.
Realizacja nakreślonych przez Radę Ministrów zamierzeń wymaga jednak zmiany ustawy o podatku akcyzowym, której projekt wraz z uzasadnieniem i oceną skutków regulacji będzie poddany standardowym konsultacjom publicznym i uzgodnieniom.
Natomiast kwestie związane z ograniczeniami reklamy używek, nawet w przypadku wyrobów akcyzowych, wykraczają poza właściwość merytoryczną resortu finansów.