Doradcę podatkowego różni od księgowego to, że pierwszy może reprezentować podatnika (płatnika) przed sądem administracyjnym oraz doradzać, wydawać opinie i porady. Resztę czynności mają prawo wykonywać obaj – i doradca, i księgowy. Ta reszta to prowadzenie ksiąg rachunkowych, podatkowych i innych ewidencji, sporządzanie zeznań i deklaracji, pomoc w pisaniu wniosków o interpretacje indywidualne, a nawet skarg do wojewódzkich sądów administracyjnych (zawodowy pełnomocnik jest wymagany tylko przy sporządzaniu skargi kasacyjnej).
Od doradcy podatkowego wymaga się zdania egzaminu. Niełatwego, bo składającego się z testu, części ustnej i pisemnej. Od księgowych nie oczekuje się dziś żadnego potwierdzenia wiedzy i kwalifikacji, o czym pisaliśmy w minionym tygodniu, zapowiadając prace Ministerstwa Finansów nad nowym systemem certyfikacji tego zawodu („Nie każdy poprowadzi biuro rachunkowe”, DGP nr 113/2019).
Doradca podatkowy musi się ubezpieczyć od odpowiedzialności cywilnej. Biuro – tylko gdy prowadzi księgi rachunkowe, czyli gdy jego klientami są spółki akcyjne, z ograniczoną odpowiedzialnością i komandytowe oraz podmioty o przychodach rocznych przekraczających 2 mln euro. Jeżeli biuro obsługuje indywidualnych przedsiębiorców oraz spółki jawne, partnerskie i cywilne, to choćby miało ich trzystu, nie musi kupować polisy.
Gdy 5 lat temu wprowadzano przepisy o deregulacji, przekonywano, że dzięki temu zwiększy się liczba miejsc pracy, „a konkurencja powinna wymusić obniżenie cen za oferowane usługi, podniesienie ich jakości i zwiększenie dostępności”.
Trudno pojąć tę logikę. Jeżeli większa konkurencja i spadek cen miały rzeczywiście przyczynić się do podniesienia jakości usług, to dlaczego nie zrobiono tego z zawodem doradcy podatkowego? (że o innych profesjach, np. adwokata, lekarza nie wspomnę).
Przecież jeżeli doradca wykaże brak profesjonalizmu w sądzie, to skutki tego odczuje wyłącznie jego klient. Jeżeli biuro rachunkowe błędnie zaliczy do kosztów wydatek rzędu miliona złotych, to – o ile nie wykryją tego urzędnicy – konsekwencje poniesie budżet państwa.
Oczywiście ten sam błąd może przydarzyć się doradcy podatkowemu, ale w takim razie wraca pytanie, dlaczego jeden się doszkala i ubezpiecza, a inny nie.
Oczywiście wiele biur rachunkowych – mimo że nie muszą – woli wykupić polisę. Żaden szanujący się księgowy nie podpisze się pod bilansem, jeśli sam nie wprowadzał operacji do ksiąg i nie ujmował należności ani zobowiązań. Żadne biuro nie weźmie sobie na barki nowego klienta, wobec którego toczy się właśnie kontrola ze skarbówki.
Życie wymusza też na księgowych, by nieustannie się dokształcali, brali udział w szkoleniach, a przynajmniej śledzili zmiany w przepisach.
Przyczyną takich zachowań nie jest ani konkurencja, ani spadek cen (mimo że jest on faktem). Wymusza to zdrowy rozsądek.
Problem zaczyna się wtedy, gdy go zabraknie albo usługodawca okaże się zwykłym oszustem.