Przykrywanie wydarzeń niewygodnych dla rządzących kłopotliwymi dla opozycji to nie wynalazek Prawa i Sprawiedliwości. I poprzednia, i obecna władza tak często z tego mechanizmu z dużą skutecznością korzystały, że stał się łatwy do rozszyfrowania. O dużym potencjale wrzucania do przestrzeni publicznej tematów wygodnych mówił niedawno Marcin Mastalerek, jeden z akuszerów zwycięstw wyborczych PiS w 2015 r., stwierdzając, że „władza ma wszystkie instrumenty, wszystkie narzędzia, by kreować przekaz medialny, narzucać swoją narrację, własną interpretację wydarzeń”.



Ostrze jednego z tych narzędzi obróciło się właśnie przeciwko byłemu wiceministrowi finansów i szefowi Służby Celnej Jackowi K. Nie oceniam zarzutów, jakie Prokuratura Okręgowa w Białymstoku stawia jednemu z ważniejszych urzędników Ministerstwa Finansów za rządów PO-PSL w sprawie tzw. afery hazardowej. Chociaż „niedopełnienie obowiązków służbowych w celu osiągnięcia korzyści majątkowej dla innych osób, w łącznej kwocie ponad 21 mld zł” pokazuje, że prokurator nie napracował się w poszukiwaniu paragrafu. Z tego tytułu można postawić zarzuty setkom urzędników publicznych. Kluczowy jest moment i to, kto próbuje przejąć ofensywę w narracji.