Tak jak Skarb Państwa nie może ponosić negatywnych konsekwencji błędnych działań podatnika, tak i podatnik nie powinien ponosić negatywnych konsekwencji działań organów państwa – orzekł Sąd Apelacyjny w Krakowie i oddalił powództwo naczelnika urzędu skarbowego.



To finał kilkunastoletniego sporu, który jak żaden inny toczył się po wyjątkowo zmiennych torach. Raz górą byli podatnicy, raz państwo.
W 2014 r. wydawało się, że wygrana jest już po stronie Skarbu Państwa. Sąd Najwyższy stwierdził bowiem wówczas, że państwo może domagać się należnych mu pieniędzy na podstawie przepisów o bezpodstawnym wzbogaceniu. Postanowienie SN było jednak tylko odpowiedzią na pytanie sądu apelacyjnego o dopuszczalność drogi sądowej (cywilnej), gdy w grę wchodzą podatki.
Reklama
Sam spór rozstrzygnął ostatecznie dopiero Sąd Apelacyjny w Krakowie. I orzekł, że w tym wypadku art. 405 i 410 kodeksu cywilnego nie mogły mieć zastosowania. Słowem, Skarb Państwa nie mógł sięgać po zarzut bezpodstawnego wzbogacenia, gdy nie udało mu się odzyskać podatku z powodu przedawnienia.

Reklama
Wyrok zapadł w ubiegłym roku, ale dopiero niedawno został opublikowany. Spór śledziliśmy również na łamach DGP („Skarb Państwa idzie okrężną drogą po przedawnione 35 milionów”, DGP nr 134/2014 r.).
W całej sprawie chodziło o ponad 35 mln zł, z tym że wyrok SA dotyczył roszczenia o 22,8 mln zł.
Niejasny wyrok
Sprawa sięga 2002 r., kiedy to Trybunał Konstytucyjny orzekł, że nie można było przed upływem trzyletniego okresu pozbawić przedsiębiorców prowadzących zakłady pracy chronionej (ZPChr) zwolnienia z podatku dochodowego (sygn. akt K 45/01). Wyrok ten stał się źródłem wątpliwości, czy chodzi tylko o ZPChr działające na podstawie trzyletniego zezwolenia, czy o wszystkie, a więc także te, które miały zezwolenia bezterminowe.
Wątpliwości te trybunał rozwiał po siedmiu latach, w kolejnym orzeczeniu dotyczącym zniesienia preferencji dla ZPChr, tym razem w VAT (sygn. akt P 6/07). W 2009 r. stwierdził, że jego wyrok z 2002 r. nie odnosił się do ZPChr, które decyzję o uzyskaniu takiego statusu uzyskały bezterminowo. Według trybunału nie ulegało to wątpliwości.
Zanim jednak zapadł drugi wyrok TK, w 2006 r. ówczesny dyrektor Izby Skarbowej w Krakowie wydał decyzje pozwalające właścicielom firmy odzyskać miliony zapłaconego wcześniej podatku dochodowego. Uchylił więc wcześniejsze odmowy zwrotu wydane przez naczelnika urzędu skarbowego.
Nieważne decyzje
W 2010 r., po czterech latach od decyzji dyrektora krakowskiej izby, minister finansów stwierdził, że były one nieważne. Firma, nie godząc się z takim obrotem sprawy, złożyła skargi do WSA w Warszawie. Sąd je jednak oddalił. Uznał, że decyzje dyrektora krakowskiej izby rażąco naruszały prawo i minister zrobił słusznie, stwierdzając ich nieważność. Tego samego zdania był NSA.
Skutek wyroków był taki, że w 2012 r. dyrektor Izby Skarbowej w Krakowie ponownie rozpatrzył sprawę. Tym razem zgodził się z decyzją naczelnika urzędu skarbowego z 2006 r., że nadpłata się nie należała.
W efekcie organy podatkowe postanowiły odzyskać zwróconą nadpłatę. Było już jednak za późno na zwykłą drogę administracyjną, bo zobowiązanie podatkowe już się przedawniło. Fiskus złożył więc pozew do sądu powszechnego o bezpodstawne wzbogacenie.
Możliwa droga cywilna
Najpierw jednak powstały wątpliwości, czy w ogóle sąd powszechny jest właściwy, żeby taką sprawą się zająć. W końcu chodziło o podatki, a tu przewidziany jest odrębny tryb – sądowoadministracyjny.
Wątpliwości te rozwiał SN w postanowieniu z 11 września 2014 r. (sygn. akt III CZ 46/14). Uznał, że Skarb Państwa może występować do sądu z pozwem o bezpodstawne wzbogacenia, gdy decyzje, na podstawie których doszło do zwrotu podatku, okazały się nieważne. SN podkreślił jednak, że odpowiada tylko na pytania sądu apelacyjnego, nie ocenia zasadności żądania Skarbu Państwa w tej sprawie.
O tym, czy żądanie to było zasadne, przesądziły dopiero wyroki, które zapadły po postanowieniu SN. Oba sądy: okręgowy i apelacyjny w Krakowie, oddaliły powództwo Skarbu Państwa.
Zwrot nie był zaległością
Teoretycznie urząd skarbowy mógł zaliczyć żądaną kwotę zwrotu na poczet nadpłaty w VAT, która powstała w firmie. Jednak w świetle ówczesnego prawa było to niemożliwe. Przeszkodą była luka w prawie. Przed 2006 r. ordynacja podatkowa nie przewidywała, żeby zwrot podatku w takiej sytuacji, jaka miała miejsce w tej sprawie, był zaległością podatkową. Lukę tę wytknął krakowski SA.
– Ustawodawca nie przewidywał możliwości dochodzenia zwrotu bezzasadnie wypłaconej nadpłaty podatkowej w sytuacji, gdy zwrot ten wynikał z decyzji organu podatkowego – zwrócił uwagę sąd.
Przepisy zmieniły się dopiero od 2016 r. Wskutek tej nowelizacji w ordynacji podatkowej znalazł się przepis wymuszający na podatnikach oddanie nadpłaty lub zwrotu podatku, gdy decyzja, na podstawie której je uzyskał, została następnie uchylona, zmieniona lub stwierdzono jej nieważność albo stwierdzono jej wygaśnięcie (w art. 52 par. 1 pkt 2).
SA zwrócił też uwagę na inny fragment ówczesnego art. 52 par. 1 pkt 2 ordynacji. Przed nowelizacją (która weszła w życie w 2016 r.) nienależny zwrot podatku mógł być zaległością podatkową, ale pod warunkiem, że zawinił podatnik.
– Tym samym brak winy podatnika wykluczał zaliczenie zwrotu podatku na zaległość podatkową – stwierdził SA.
Sąd uznał, że skoro w tej sprawie nie było winy podatnika (w końcu zapadł wyrok TK, a dyrektor krakowskiej izby sam wydał decyzje uchylające odmowy zwrotu podatku), to niedopuszczalne było sięganie przez państwo po pieniądze okrężną drogą – na podstawie pozwu o bezpodstawne wzbogacenia.
– Skoro sam ustawodawca nie traktuje niezasadnie zwróconej nadpłaty jako zaległości podatkowej, to niedopuszczalne jest wykorzystanie przepisów o bezpodstawnym wzbogaceniu dla dochodzenia należności, której źródłem jest obowiązek podatkowy – stwierdził SA.
Sąd uznał, że w takiej sytuacji skorzystanie przez państwo z instytucji bezpodstawnego wzbogacenia oznaczałoby obejście regulacji podatkowych, w tym dotyczących przedawnienia zobowiązań podatkowych.
ORZECZNICTWO
Wyrok Sądu Apelacyjnego w Krakowie sygn. akt I ACa 444/17.