W wyjaśnieniach do najnowszej nowelizacji ustawy o PIT minister finansów przychylił się do rozwiązań kwestionowanych w minionym roku przez dyrektora KIS. Chodzi o procentowo określany udział kosztów „autorskich” w wynagrodzeniu za pracę.
Wskutek nowelizacji z 27 paź- dziernika 2017 r. (Dz.U. poz. 2175) do art. 22 ustawy o PIT został dodany ustęp 9b, w którym wymienione zostały – jako objęte 50-proc. kosztami – przychody z tytułu „działalności badawczo-rozwojowej oraz naukowo-dydaktycznej”. Zgodnie z wyjaśnieniami ministra finansów, zamieszczonymi na stronie Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego, uprawnionymi do stosowania kosztów zgodnie z nowymi przepisami są nauczyciele akademiccy, o których mowa w art. 108 ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym (t.j. Dz.U. z 2017 r. poz. 2183 ze zm.). Chodzi zatem o pracowników naukowo-dydaktycznych, pracowników dydaktycznych, pracowników naukowych, a także dyplomowanych bibliotekarzy oraz dyplomowanych pracowników dokumentacji i informacji naukowej – oczywiście tylko jeśli tworzą oni w ramach stosunku pracy utwory.
Bardzo cenne konkluzje przynoszą wyjaśnienia ministra finansów odnośnie do prawidłowego stosowania przepisów o 50-proc. kosztach po zmianach w ustawie o PIT.
Reklama
Wykluczona proporcja
W ostatnich latach organy podatkowe zaczęły kwestionować podział w umowie o pracę wynagrodzenia zasadniczego na honorarium wypłacane w związku z przeniesieniem na pracodawcę autorskich praw majątkowych do utworów stworzonych w ramach stosunku pracy oraz część związaną z wykonywaniem pozostałych obowiązków służbowych. W zdecydowanej większości interpretacji wydanych w 2017 r. dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej uznał takie rozgraniczenie, oparte na procentowym podziale czasu pracy, za niewystarczające. Zaczęto wysuwać tezę, że 50-proc. koszty uzyskania przychodu można odnosić tylko do utworów indywidualnie wycenionych.

Reklama
A jednak dozwolona
I oto w wyjaśnieniach opublikowanych na stronie MNiSW minister finansów przychylił się do rozwiązań kwestionowanych przez ostatni rok przez dyrektora KIS. Wyjaśnił, że „zawsze muszą istnieć wyraźne podstawy do zastosowania kosztów uzyskania przychodu w wysokości 50 proc. poprzez wskazanie, że jest to albo całość wynagrodzenia, albo jego określona część”. W tym celu pracodawca powinien stworzyć „przejrzysty mechanizm pozwalający precyzyjnie określić wysokość należnego honorarium, tj. wynagrodzenia za wykonywanie prac o charakterze twórczym, lub wynagrodzenia za rozporządzenie przez twórcę majątkowymi prawami autorskimi”.
Dodano też, że taki „mechanizm” będzie chronił zarówno pracodawcę (który skoryguje wysokość wynagrodzenia, gdy w danym okresie rozliczeniowym nie będzie realnego rezultatu umowy w postaci utworu), jak i pracownika (pomoże ustalić, czy w odniesieniu do części wynagrodzenia stanowiącej honorarium autorskie pracodawca prawidłowo stosował 50-proc. koszty).
Takie stanowisko stoi w wyraźnej kontrze do argumentacji prezentowanej w 2017 r. przez dyrektora KIS. Być może kluczowe okazały się realia funkcjonowania uczelni wyższych, gdzie ciężko byłoby sobie wyobrazić wycenianie „na bieżąco” rezultatów pracy wykładowców czy bibliotekarzy. Takiemu charakterowi pracy rzeczywiście bliżej jest do specyfiki działalności artystycznej niż do codziennych realiów przedsiębiorcy. Tym bardziej, że koszty ryczałtowe powinny raczej ułatwiać rozliczenia niż je nadmiernie komplikować.
Niedopowiedzenia i domysły
Zgodnie z wyjaśnieniami MF, na płatniku (czyli pracodawcy) ciąży obowiązek „kwalifikowania”, czy wynagrodzenie (lub jego część) należy się za pracę będącą przedmiotem prawa autorskiego. Takie sformułowanie można uznać za mylące, ponieważ – zgodnie z art. 43 ust. 1 ustawy z 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (t.j. Dz.U. z 2017 r. poz. 880 ze zm.) – jeżeli z umowy nie wynika, że przeniesienie autorskich praw majątkowych lub udzielenie licencji nastąpiło nieodpłatnie, twórcy przysługuje prawo do wynagrodzenia. Co więcej, jeżeli w umowie nie określono wysokości wynagrodzenia autorskiego, jego wysokość określa się z uwzględnieniem zakresu udzielonego prawa oraz korzyści wynikających z korzystania z utworu.
Można tylko przypuszczać, że w wyjaśnieniach posłużono się skrótem myślowym i nie chodzi o to, że do pracodawcy ma należeć decyzja w kwestii tego, czy za utwór należy się wynagrodzenie, tylko – po pierwsze – czy w ogóle wdrażać koszty autorskie w odniesieniu do swoich pracowników, a – po drugie – czy rezultaty pracy danego pracownika są utworami, do których można stosować 50-proc. koszty zgodnie z przepisami w nowym brzmieniu. Tym bardziej, że w kolejnej części wyjaśnień można znaleźć jasne stwierdzenie – „z tytułu przyjęcia utworu i związanych z nim praw majątkowych, pracodawca wypłaca należne wynagrodzenie – honorarium”.
Wyjaśnienia – zgodnie ze swoją nazwą i przeznaczeniem – powinny służyć wyjaśnieniu intencji prawodawcy oraz w jasny sposób pokazywać, dlaczego zastosowano dane rozróżnienia w taki, nie zaś inny sposób. Natomiast zarówno treść nowych przepisów, jak i zamieszczone wyjaśnienia ministra finansów posługują się terminami z zakresu prawa autorskiego nieco chaotycznie i w oderwaniu od ustawy prawnoautorskiej, przez co pozostawiają spory margines niedopowiedzeniom i domysłom.