Nie będą czekać na podatek od cukru i soli. Opracują rozwiązanie alternatywne. Danina od niezdrowego jedzenia to kierunek, który warto analizować z punktu widzenia polityki zdrowotnej i gospodarczej – informuje Ministerstwo Finansów, deklarując jednocześnie, że obecnie nie prowadzi prac w zakresie jej wprowadzenia.
Resort finansów czeka na ewentualne propozycje w sprawie szczegółowych założeń od Ministerstwa Zdrowia. Z naszych informacji wynika też, że prowadzi analizy dotyczące jej obowiązywania w innych krajach. Resort Konstantego Radziwiłła wolałby z kolei, by kształt i wysokość nowej daniny opracowało MF.
Reklama
Branża spożywcza wolałaby jednak, by podatek nie wchodził w życie. Zwraca uwagę, że wiele krajów się z niego wycofuje. Dlatego producenci chcą zaproponować rządowi coś na kształt umowy, na podstawie której sami zmniejszą zawartość szkodliwych składników. Podobne rozwiązanie zadziałało w Belgii. Tam przedsiębiorcy podpisali umowę, w której jasno określili, do jakich poziomów obniżą zawartość składników. W Polsce plan jest taki, by m.in. kaloryczność napojów zmalała o 5 proc., w nabiale było o 3 proc. mniej cukrów, a w produktach czekoladowych o 2,5 proc. mniej tłuszczów nasyconych.
Producenci już teraz na własną rękę próbują przeprowadzać zmiany w składzie oferowanej żywności. Na początku roku na przykład najwięksi producenci napojów, jak Coca-Cola, Red Bull i Pepsi, zobowiązali się zmniejszyć ilość cukru w swoich produktach o 10 proc. do 2020 r. Ostatnio na podobny krok zdecydowało się Tesco, zapowiadając, że niedługo żaden z napojów oferowanych pod marką własną sieci nie będzie zawierał więcej niż 5 g cukru na 100 ml.
Andrzej Gantner, dyrektor generalny Polskiej Federacji Żywności, uważa, że działania idą w dobrym kierunku i bez odgórnych regulacji.
– Planujemy utworzenie platformy z udziałem producentów i dystrybutorów, na której zostanie wypracowany model działania. Nie chcemy wzorować się na rozwiązaniach przyjętych w innych krajach. W Polsce konsumenci mają zupełnie inne nawyki żywieniowe, produkty dostępne na naszym rynku różnią się od zachodnich pod względem zawartości poszczególnych składników – komentuje Gantner. I zapewnia, że chce zachęcić do włączenia się w prace Instytut Żywności i Żywienia oraz resort zdrowia.