30 dolarów płacą kobiety w państwie ISIS za brak skarpetek bądź rękawiczek, 10 dolarów muszą zapłacić tamtejszemu fiskusowi za „pokazanie oczu”, 800 dolarów wpłaci każdy, kto chce uzyskać zgodę na opuszczenie Rakki, a za sprzedaż zbiorów na lokalnym targu terrorystom należy się 10 proc. uzyskanego dochodu.

Takie stawki podatków i innych danin obowiązujących w „kalifacie” podano w raporcie o finansach tzw. Państwa Islamskiego opublikowanym niedawno przez amerykański organizację badawczą Rand Corporation.

W dokumencie położono nacisk m.in. właśnie na kwestie podatkowe. Potwierdziły się wcześniejsze doniesienia medialne, że fiskus w ISIS działał dość sprawnie, ale napotkał też problemy zasadnicze. Z jednej bowiem strony terroryści stworzyli sprawną machinę państwową, która umożliwiła rozwój lokalnemu biznesowi, ale z drugiej strony brutalność ISIS ten sam rozkwit znacząco ograniczała. Mimo to zarówno z podatków jak i wymuszeń pieniędzy od przedsiębiorców i zwykłych osób fizycznych w samym 2016 r. ISIS uzyskało około 360 mln. dolarów (a są to dane za rok, kiedy organizacja straciła już znaczne terytoria na skutek ofensywy armii irackiej, rządu syryjskiego i przeciwnych mu organizacji rebelianckich). Obecnie na skutek kontynuacji ofensywy na każdym z tych frontów (chodzi głównie o upadek Mosulu i zbliżający się upadek Rakki) wpływy podatkowe załamały się.