Nowy pomysł na zwalczanie szarej strefy ma pomóc w realizacji głównego celu, który przyświeca Ministerstwu Finansów – uszczelnianiu dochodów z podatków.
– Straż miejska nabyłaby dodatkowe uprawnienia dzięki nowelizacji kodeksu wykroczeń, polegającej na dopisaniu jej do listy służb uprawnionych do nadzorowania sprzedaży na bazarach i targowiskach – wyjaśnia DGP Piotr Dziedzic, dyrektor departamentu zwalczania przestępczości ekonomicznej w resorcie finansów.
Ile budżet ma z akcyzy / Dziennik Gazeta Prawna
Reklama
Obecnie straż miejska nie ma wstępu na bazary. Może jedynie kontrolować obrót towarami na przyulicznych straganach powstałych na terenach należących do gmin. – Sprzedaż na targowiskach możemy sprawdzać, ale tylko jako organ współpracujący ze Strażą Graniczną czy Służbą Celną, towarzysząc w prowadzonych przez nie czynnościach. W ciągu ośmiu lat mojej pracy w straży znam zaledwie kilka takich przypadków – wyjaśnia Monika Niżniak, rzecznik prasowy straży miejskiej w Warszawie.
W handlu ulicznym, kontrolowanym przez straż, sprzedaż nielegalnego alkoholu należy do rzadkości. Ale obrót nielegalnym tytoniem już nie. Według Niżniak strażnicy na tyle, na ile mogą, zwalczają ten proceder. – W 2013 r. zintensyfikowaliśmy działania w zakresie wyłapywania przestępców handlujących nielegalnymi wyrobami tytoniowymi. W 2013 r. zatrzymaliśmy ich 116, w 2014 r. 99, w przez ostatnie dwa lata po 30 osób. Widać więc, że nasze działania przyniosły skutek – podkreśla.

Reklama
Przedstawiciele branży spirytusowej popierają nowe pomysły MF. Leszek Wiwała, prezes Związku Pracodawców Polski Przemysł Spirytusowy, mówi, że udział szarej strefy w branży alkoholowej przekracza 20 proc. To oznacza, że co roku z jej powodu sektor finansów publicznych traci ok. 2,5 mld zł z różnych podatków, nie tylko z akcyzy. Producenci swoje straty szacują na 350 mln zł rocznie.
Bazary są miejscem, w którym handel alkoholem bez polskich znaków akcyzy kwitnie. Branża alkoholowa szacuje ich udział w obrocie na ok. 30 proc. – W kraju działa niemal 10 tys. targowisk i sezonowych bazarów. Jest to zatem znaczący kanał dystrybucji – zauważa Leszek Wiwała.
Piotr Dziedzic podkreśla, że zaangażowanie straży miejskiej w ściganie nielegalnego handlu alkoholem to na razie wstępny pomysł. Choć nie ukrywa, że chciałby, aby nowa służba weszła na bazary jak najszybciej. Szczegółów – np. co z tego miałyby samorządy, które nadzorują swoje straże miejskie – jeszcze nie ustalono. Gdyby jednak MF udało się choć częściowo ukrócić nielegalny obrót, mogłoby to przełożyć się na wzrost wpływów z podatku akcyzowego od wyrobów spirytusowych. Obecnie to trzecie co do wielkości rocznych dochodów źródło dochodów z akcyzy. W ubiegłym roku podatek od wysokoprocentowych alkoholi dał budżetowi ponad 7,6 mld zł, o 3,7 proc. więcej, niż prognozowano. To efekt nieco większych dostaw wódek i likierów na rynek krajowy (według danych GUS zwiększyły się one o 6,3 proc.), ale też działań uszczelniających. Fiskus starał się m.in. utrudnić proceder odkażania skażonego spirytusu z Węgier. Skażenie tzw. metodą węgierską następowało z zastosowaniem preparatów, które w prosty sposób daje się wytrącić z etanolu. Importowano go bez akcyzy (bo skażony etanol jest z niej zwolniony), następnie odkażano w kraju i tak przetworzony alkohol trafiał m.in. na bazary. – W 2015 r. do Polski wjechało 14 mln l takiego spirytusu z Węgier. W 2016 r. o 4 mln l mniej – mówi Piotr Dziedzic.
Tegoroczne dochody z akcyzy spirytusowej też wypadają nieźle, choć daleko do wzrostu w takiej skali, jaką MF notuje w przypadku VAT. W ciągu pierwszych czterech miesięcy fiskus pozyskał już 2,4 mld zł. To o ok. 8 proc. więcej niż w tym samym okresie 2016 r. Przed rokiem dynamika była dużo mniejsza, wpływy z podatku od wysokoprocentowego alkoholu wzrosły o 3,6 proc. Na razie jednak za wcześnie, by rozstrzygnąć, czy więcej pieniędzy z akcyzy to skutek większej aktywności służb skarbowych, czy raczej wzrostu konsumpcji.