Wniosek o upadłość powinien zostać złożony bez względu na to, czy spółka nie jest w stanie uregulować wszystkich zobowiązań, czy tylko niektórych z nich – wynika z wyroku WSA w Warszawie
Reklama
Ma to znaczenie dla odpowiedzialności członka zarządu spółki kapitałowej za jej zaległości podatkowe.
Z art. 11 prawa upadłościowego (t.j. Dz.U. z 2016 r. poz. 2171 ze zm.) wynika, że dłużnik jest niewypłacalny, jeżeli utracił zdolność do wykonywania swoich wymagalnych zobowiązań pieniężnych. Nie jest więc niewypłacalnym ten, kto tylko chwilowo nie jest w stanie regulować swoich długów. Liczy się to, czy obiektywnie jest on zdolny do ich spłaty.
Dlatego w art. 11 dodano, że domniemywa się, iż dłużnik utracił zdolność do wykonywania swoich wymagalnych zobowiązań, jeżeli spóźnia się z ich zapłatą przez ponad trzy miesiące. Przyjmuje się, że trzymiesięczna zwłoka może być oznaką złej sytuacji dłużnika i wskazywać na konieczność ogłoszenia upadłości. Jest to jednak tylko domniemanie, dłużnik może je obalić, wykazując, że jest wypłacalny, a tylko przejściowo ma problem z zapłatą.

Reklama
W przypadku spółek (z wyjątkiem cywilnej) w grę wchodzi jeszcze druga przesłanka: dłużnik jest niewypłacalny także wtedy, gdy jego zobowiązania przekraczają wartość jego majątku i stan ten utrzymuje się przez ponad 24 miesiące
Zasady te nie zmieniły się od lat. Od 2016 r. doprecyzowano jedynie, że chodzi o przeszło trzymiesięczne nieregulowanie zobowiązań i ponad 24-miesięczny okres, kiedy zobowiązania przekraczają wartość majątku.
Sprawa rozpatrywana przez warszawski sąd dotyczyła wiceprezesa, od którego fiskus chciał ściągnąć zaległy VAT, który pierwotnie miała zapłacić spółka. Z 10 tys. zł niezapłaconych przez firmę w 2010 r. zrobiło się po latach 27 tys. zł, które miały zostać wyegzekwowane z majątku wiceprezesa. Mężczyzna kwestionował decyzję o swojej odpowiedzialności. Twierdził, że nie zostały spełnione przesłanki, które pozwoliłyby obciążyć go długiem firmy. W czasie bowiem, gdy powstała zaległość, nie było powodu do złożenia wniosku o upadłość – twierdził.
Przekonywał, że spółka zasadniczo regulowała swoje zobowiązania. Zdarzało się, że płaciła je z niewielkim opóźnieniem, ale długi były nieduże, a sytuacja firmy była ogólnie dobra. Twierdził także, że niewielkie zaległości nie wpływały na płynność finansową. Podkreślał, że zaległość w VAT (za którą miał odpowiedzieć z majątku osobistego) była raptem jednomiesięczna, bo za poprzedni miesiąc podatek został uregulowany.
Naczelnik urzędu skarbowego, a następnie dyrektor Izby Skarbowej w Warszawie uznali jednak, że wniosek o upadłość powinien był zostać złożony. Firma miała bowiem zaległości nie tylko w VAT, ale i w podatku dochodowym oraz wobec ZUS. Na dodatek jej sytuacja systematycznie się pogarszała. Fakt, że zaległości były nieduże, nie ma znaczenia dla ciążącego na członku zarządu obowiązku złożenia wniosku o upadłość – stwierdził fiskus. Liczy się to, że zobowiązania nie są regulowane w terminie.
Organy zwróciły też uwagę na to, że nie udało się przeprowadzić egzekucji z majątku spółki, ponieważ nie można jej było znaleźć. W miejscu podanym jako siedziba nie prowadzono działalności, nie było też żadnego majątku nieruchomego, ani nawet ruchomego.
Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie zgodził się z organami podatkowymi. Sędzia Barbara Kołodziejczyk-Osetek wyjaśniła, że obowiązek złożenia wniosku o upadłość powstaje nie tylko wtedy, gdy spółka nie płaci wszystkich swoich zobowiązań, ale także wtedy, gdy nie reguluje tylko niektórych z nich. WSA przypomniał, że w tym samym kierunku idą orzeczenia Naczelnego Sądu Administracyjnego (np. wyrok o sygn. akt I FSK 2030/08).
ORZECZNICTWO

Wyrok WSA w Warszawie z 19 kwietnia 2017 r., sygn. akt III SA/Wa 790/16.