13 największych polskich miast liczy na dodatkowe 700 mln zł z podatku. Skutki nowej kwoty wolnej specjalnie ich nie zabolą
WPŁYWY Z PIT / Dziennik Gazeta Prawna
FINANSE
Reklama
Kwiecień to, jak co roku, gorący okres w samorządach. Dla mieszkańców to ostatnie tygodnie na rozliczenia z fiskusem, a dla władz lokalnych – wyzwanie: namówić jak najwięcej osób, by podatki płaciły w miejscu zamieszkania. Skuteczne kampanie informacyjne przekładają się na realny zastrzyk gotówki.

Reklama
Z sondy przeprowadzonej przez DGP w 13 miastach wynika, że ich samorządy szacują tegoroczne wpływy z PIT na ponad 11,4 mld zł. W ubiegłym roku udało im się zebrać trochę ponad 10,7 mld zł. Nadwyżka ma być efektem zachęt do rozliczania się w mieście.
Warszawa w tym roku przeznaczy na przekonanie przyjezdnych 700 tys. zł. Czy dotychczas takie działania przynosiły efekty? Miasto prowadzi je od 2010 r. Do ubiegłego kosztowały ponad 1,2 mln zł (z czego w 2015 r. ponad 308,6 tys. zł, a w 2016 r. – 737,4 tys. zł). Stołeczny ratusz przekonuje, że wydatek się opłacił. Na dowód pokazuje nam wyliczenia, z których wynika, że w okresie 2010–2015 liczba podatników wzrosła o niemal 77,7 tys. To oznacza, że w okresie 2010–2015 pozyskanie jednego nowego podatnika kosztowało Warszawę raptem kilka złotych.
Ale nie we wszystkich miastach prowadzących kampanie wierzy się w ich efekty. Rzeszów zaczął namawiać mieszkańców do rozliczania PIT w miejscu zamieszkania dopiero w 2015 r. Włącznie z ubiegłoroczną akcją wydał na to 131 tys. zł. W tym roku miasto na zorganizowanie specjalnej loterii przeznaczy 45,6 tys. zł (w tym 21,7 tys. na nagrody) oraz ok. 15 tys. zł na promocję. Jaki jest skutek dotychczasowych akcji? Oficjalnie nie wiadomo – miasto nie podaje informacji, ilu niezameldowanych, a rozliczających się w mieście osób dzięki takim akcjom przybyło.
W ramach loterii, które mają skusić mieszkańców do płacenia podatków na miejscu, samorządy rozdają najczęściej nagrody rzeczowe (np. hybrydowa Toyota Yaris w Gdańsku, skutery lub rowery we Wrocławiu), karnety i vouchery (np. Wieliszew oferuje bon na meble o wartości 2 tys. zł brutto). W Poznaniu można otrzymać zniżki w przypadku przejazdów komunikacją miejską czy rabaty na wypożyczenie rowerów miejskich. Jeszcze kilka lat temu miasta oferowały nawet pierwszeństwo w zapisywaniu dzieci do przedszkoli i żłobków, jednak pojawiły się kontrowersje co do konstytucyjności takiego rozwiązania (różnicowanie podatników).
Lokalne władze spodziewają się większych wpływów z PIT, mimo że w życie weszły przepisy podwyższające kwotę wolną od podatku. Przypomnijmy: jeśli ktoś zarabia rocznie do 6,6 tys. zł, nie zapłaci podatku dochodowego. A jeśli roczne dochody mieszczą się w przedziale od 6,6 tys. do 11 tys. zł, będzie mógł odliczyć kwotę zmniejszającą podatek pomiędzy 1188 zł a 556,02 zł. Z kwoty zmniejszającej podatek nie będą natomiast korzystać podatnicy uzyskujący roczne dochody przekraczające 127 tys. zł.
Specjaliści tłumaczą, że zmiany będą dla samorządów odczuwalne z opóźnieniem. – Dopiero podczas rozliczenia PIT za 2017 r., a więc w pierwszych miesiącach 2018 r. – mówi Marta Stachowiak, doradca prezydenta Bydgoszczy.
Zresztą ubytki dla miast i tak będą stosunkowo niewielkie, bo realnie na zmianie kwoty wolnej skorzysta tylko 3,5 mln osób. Z kolei w ograniczonym zakresie straci 450 tys. osób, a 250 tys. najbogatszych całkowicie zostanie pozbawionych ulgi. Reszta, czyli 20 mln ani nie zyska, ani nie straci.
W Lublinie wyliczono, że po tych zmianach dochody miasta zmniejszą się o 5 mln zł, czyli ponad 1 proc. kwoty planowanej z tytułu udziałów we wpływach z PIT. – Każde uszczuplenie dochodów budżetu wpływa niekorzystnie na jego sytuację finansową i przekłada się na ograniczenie realizacji zadań publicznych – zaznacza Lucyna Sternik z wydziału budżetu i księgowości lubelskiego magistratu. ⒸⓅ