Po wyrokach Naczelnego Sądu Administracyjnego wydawało się, że fiskus zacznie sprawdzać, czy rodzice faktycznie opiekują się dziećmi. Urzędnicy nie wychodzą jednak zza biurka.
Dowodów żądają od podatników. A w razie wątpliwości i tak dzielą ulgę po połowie.
Problemu nie ma, jeśli rozwiedzeni rodzice ustalą między sobą, w jakich proporcjach będą odliczali ulgę na dzieci. Pozwala na to art. 27f ust. 4 ustawy o PIT. Wynika z niego, że rodzice, którzy wykonują władzę rodzicielską, mogą odliczyć ulgę w częściach równych lub w dowolnie ustalonej przez nich proporcji.
Gorzej, gdy rodzice nie potrafią się dogadać i jeden odliczy ulgę w całości, a drugi w połowie, co w sumie daje 150 proc. odliczenia. Wtedy do akcji wkracza urząd skarbowy.
Reklama
Zalecenia sądów ...

Reklama
Przez lata praktyka była taka, że urzędnicy odbierali 50 proc. ulgi temu rodzicowi, który odliczył 100 proc. Sugerowali się bowiem wyłącznie tym, czy oboje rodzice mają prawa rodzicielskie.
Sytuację zmieniło orzecznictwo sądów. Wynika z niego, że liczy się nie samo posiadanie praw rodzicielskich, ale opieka nad dzieckiem, czyli faktyczne wykonywanie władzy rodzicielskiej.
Fiskus powinien więc badać, czy faktycznie oboje rodzice tę władzę wykonują – orzekł Naczelny Sąd Administracyjny w wyroku o sygn. akt II FSK 2528/12. Z najnowszych wyroków NSA (sygn. akt II FSK 19/15 – II FSK 21/15) wynika wręcz, że urzędnicy sami powinni to badać, „wykorzystując do tego wszystkie dostępne im narzędzia”. Dopiero gdy ustalą, że oboje rodzice faktycznie zajmują się dzieckiem, można podzielić ulgę na pół – wynika z orzeczeń.
NSA zastrzegł także, że dzielenie ulgi po połowie jest możliwe również wtedy, gdy organom nie uda się ustalić, czy rodzice współdziałają na rzecz dobra dziecka. Tylko gdy jeden rodzic jest wyłączony z wychowania dziecka, fiskus ma przyznawać ulgę w całości drugiemu rodzicowi.
...a praktyka
DGP sprawdził, jak takie badanie wygląda w praktyce. Z naszych ustaleń wynika, że urzędnicy nie wychodzą zza biurka, a dowodów na wykonywanie władzy rodzicielskiej żądają od podatników.
Małgorzata Brzoza, rzecznik prasowy Izby Administracji Skarbowej w Szczecinie, informuje, że podatnik, który chce odliczyć ulgę, sam musi wykazać, iż w danym roku podatkowym wykonywał, a nie tylko posiadał władzę rodzicielską. – Można tego dowodzić m.in. poprzez okazanie zaświadczeń ze szkoły, przedszkola lub innych instytucji, do których dziecko uczęszcza, także na podstawie informacji od lekarza – wylicza rzeczniczka.
Identyczne stanowisko prezentuje rzecznik prasowy Izby Administracji Skarbowej w Krakowie Konrad Zawada. – Liczy się to, czy rodzic utrzymuje z dzieckiem kontakty, spędza wspólnie wakacje, kupuje odzież, podręczniki, książki, chodzi na wywiadówki, wozi do szkoły, chodzi do lekarza – tłumaczy.
Od razu jednak dodaje, że to rodzic musi przekonać urząd skarbowy, przedstawiając wszystkie niezbędne dowody.
I tak po połowie
Eksperci uważają, że korzyści z takiej wykładni wyroków NSA są iluzoryczne. Ostatecznie bowiem i tak ulga zostanie podzielona na pół – zarówno wtedy gdy organ ustali, że oboje rodzice pełnią władzę rodzicielską, jak i wtedy gdy nie uda się tego zweryfikować. – Wystarczy przecież, żeby fiskus „udawał”, iż bada wykonywanie władzy, a następnie stwierdził, że mimo podjętych działań nie był w stanie tego zweryfikować – kwituje radca prawny Przemysław Stopinski.
Dodaje, że prowadzenie postępowań w inny sposób byłoby po prostu nieekonomiczne. Urzędnicy nie będą stali pod domem podatnika, szkołą ani przedszkolem. – Prowadzenie postępowania w ten sposób wymagałoby zaangażowania dużych zasobów ludzkich – mówi Stopinski.
Podpowiada, że jedyne co mogą w tej sytuacji robić podatnicy, to gromadzić dowody na to, że sami zajmują się dzieckiem i że były małżonek tego nie robi.