ROZMOWA

EWA MATYSZEWSKA:

Dziś rząd zdecyduje, czy podnieść stawkę VAT o 1 proc., czy nie. Czy to słuszne posunięcie?

JAROSŁAW NENEMAN*:

Informacja o podwyżce stawki VAT wywołała dający się przewidzieć lament. Z jednej strony wielkie rozczarowanie, bo przecież obiecywali, że nie będzie podwyżki, z drugiej strony kasandryczne przepowiednie, że podwyżka uderzy we wzrost gospodarczy itp. A przecież każdy, kto potrafi liczyć i choć troszkę interesuje się finansami publicznymi, mógł przewidzieć, że podatki będą musiały wzrosnąć.

Czy to skutek obniżki PIT, która obowiązuje od 1 stycznia 2009 r.?

Radosnemu obniżaniu podatków kilka lat temu nie towarzyszyło ograniczanie wydatków, więc konsekwencje tego są oczywiste, a przyspieszone zostały przez kryzys.

Czy podwyżka jest konieczna? Może wystarczyłoby przyciąć wydatki.

Skala nierównowagi budżetowej w Polsce, ale i praktycznie w większości krajów rozwiniętych, jest taka, że nie wystarczy wzrost gospodarczy czy cięcia wydatków – trzeba podnosić podatki. I tak też dzieje się w wielu krajach – Polska nie będzie tu wyjątkiem, a jeśli już, to dlatego, że skala podwyżki jest minimalna.

Czy wyższy VAT nie spowoduje, że przestaniemy być atrakcyjni np. dla inwestorów?

Udział podatków i składek na ubezpieczenia społeczne jest w PKB w Polsce jednym z niższych w Europie. W 2008 roku udział ten wyniósł według Eurostatu 34,4 proc. przy średniej (ważonej) dla UE wynoszącej 39,3 proc. Nawet z wyższą stawką VAT generalnie podatki będą u nas niższe niż w większości krajów UE.

Komentatorzy uważają, że lepszym rozwiązaniem od podnoszenia podatków byłaby redukcja wydatków.

To prawda, a synonimem tej redukcji jest magiczne zaklęcie: „reforma finansów publicznych”. I póki jest to tylko zaklęcie, to wszyscy są za, jednak gdy mówi się o szczegółach, to zaczynają się protesty. Oszczędności bowiem lubimy szukać w cudzych kieszeniach, a nie we własnych. Na to nakłada się jeszcze kampania wyborcza do parlamentu w 2011 roku. Oczywiste jest więc, że na istotne ograniczenie wydatków, w tym szczególnie wydatków nierozwojowych (czytaj: transferów socjalnych), nie ma szans. Alternatywą jest obcinanie wydatków rozwojowych, np. na infrastrukturę – to boli wszystkich, ale nikt za to nie będzie umierał, w przeciwieństwie np. do wydłużenia wieku emerytalnego, likwidacji emerytur mundurowych czy likwidacji preferencyjnego opodatkowania rolników.

Z dwojga złego lepiej podnieść podatki, niż ograniczyć wydatki na infrastrukturę. To najlepsze dla kraju.

Skąd wziąć dodatkowe pieniądze?

Od podatników.

Czy podwyżka VAT to najlepsze rozwiązanie?

Nie, ale cóż znaczy najlepszy? Pożądanym kierunkiem zmian powinno być ujednolicenie stawki VAT na poziomie ok. 18 – 19 proc. z jednoczesną rekompensatą wyższych kosztów utrzymania dla osób o najniższych dochodach. Przy niepogarszaniu sytuacji materialnej osób o niskich dochodach dostarczyłoby to budżetowi kilkanaście miliardów złotych i ostatecznie uporządkowałoby system VAT. Bardzo się cieszę, że podobny pogląd wyraża otwarcie Michał Boni – szkoda, że politycy nie dojrzeli jeszcze do podjęcia tego wyzwania.

Czy jest jakaś alternatywa dla podwyżki VAT?

Tak. Likwidacja ulg w PIT (internetowej i na dzieci) oraz becikowego. Instrumenty te mają walor propagandowy i gdyby tylko część zaoszczędzonych pieniędzy przeznaczyć na ochronę zdrowia i edukację, przyniosłoby to lepsze efekty przy znacznie niższych kosztach. Zaletą likwidacji ulg byłoby też uproszczenie PIT.

Dodatkowych pieniędzy można by też poszukać w akcyzie, np. na LPG i olej opałowy. Silne zróżnicowanie stawek (między olejem opałowym a napędowym oraz między LPG a gazem i benzyną) oznacza istotny ubytek dochodów oraz utrzymywanie ogromnej szarej strefy czy wręcz mafii paliwowej.

*Jarosław Neneman

były wiceminister finansów, zastępca kierownika Centrum Dokumentacji i Studiów Podatkowych, kierownik Katedry Finansów i Bankowości Uczelni Łazarskiego, wykładowca Uniwersytetu Łódzkiego