Czy polski system podatkowy zawiera mechanizmy, które mogą przyspieszyć ożywienie gospodarcze?

*AGNIESZKA TAŁASIEWICZ

Wbrew obiegowym opiniom na temat polskich podatków i utyskiwań w tym zakresie, jest wiele mechanizmów, które zachęcają do inwestowania i które powinny przekładać się na przyspieszenie ożywienia gospodarczego. Niestety z niewiadomych powodów wiele z tych rozwiązań jest w zasadzie niewykorzystywanych – ich popularność jest bardzo ograniczona.

Czy możemy podać jakieś konkretne przykłady?

Rozwiązaniem, które jest w tej chwili zdecydowanie najatrakcyjniejsze i które cieszy się zasłużoną popularnością, jest zwolnienie z podatku dochodowego w specjalnych strefach ekonomicznych. Dzięki strefom, które mają działać do 2020 roku, ciągle mamy coś atrakcyjnego do zaoferowania nowym inwestorom. Specjalne strefy ekonomiczne funkcjonują z sukcesem od wielu lat, nie wymagają od inwestora spełnienia niemożliwych warunków, nie kreują presji wśród inwestorów, bo przysługują każdemu, kto spełni kryteria, a nie tylko tym, którzy w konkursie zdobyli 98 punktów na 100 możliwych. Zdecydowanie strefy to podatkowy przebój inwestycyjny.

A co z innymi mechanizmami, tymi, które teoretycznie są atrakcyjne, ale nie są lubiane przez podatników?

Warto zwrócić uwagę na dwa mechanizmy, które są, a jakby ich nie było. Pierwszy to tzw. ulga technologiczna. Podatnik nabywający nowe technologie, które będą u niego w księgach odzwierciedlone w formie wartości niematerialnych i prawnych (czyli np. licencji, know-how itp.), ma prawo do zaliczenia bezpośrednio w koszty podatkowe dodatkowo 50 proc. nabywanych wartości. Ile razy rozmawiam o tym rozwiązaniu z klientem, pada to samo pytanie – to znaczy, że 50 proc. wartości amortyzuję, a 50 proc. mogę zaliczyć od razu w koszty? Nie – wtedy to rozwiązanie nie byłoby aż tak atrakcyjne. Przysługuje tu dodatkowy bonus w wysokości 50 proc. poniesionych kosztów – tzn. że 100 proc. amortyzuję w standardowy sposób, a dodatkowe 50 proc. zaliczam w koszty po nabyciu technologii. Rozwiązanie jest proste i wymaga od podatnika tylko posiadania opinii o innowacyjności technologii, którą nabył. Myśl techniczna ma być nie starsza niż pięć lat, co w porównaniu z kryterium innowacyjności w funduszach europejskich (technologia ma mieć mniej niż rok) jest wymogiem stosunkowo łagodnym.

Może inwestorzy nie uważają, że korzyść płynącą z tego rozwiązania jest wystarczająca? Przecież to faktycznie tylko 9,5 proc. wartości inwestycji. A to drugie rozwiązanie – czy może przynieść więcej niż 10 proc. oszczędności?

W czasach prosperity 10 proc. to faktycznie niewiele, ale dziś, kiedy liczy się każda złotówka, to już wymierne kwoty dla każdego biznesu. Drugie rozwiązanie, które też mogłoby mieć ogromne znaczenie praktyczne, a ma marginalne, to przewidziane w art. 67 b Ordynacji podatkowej ulgi w spłacie zobowiązań podatkowych. Możliwe jest umorzenie zaległości podatkowej, rozłożenie podatku na raty albo odroczenie płatności podatku (to samo możliwe jest w stosunku do opłaty prolongacyjnej), jeśli spełni się kryterium do udzielenia pomocy publicznej, tzn. ma się wydatki inwestycyjne, które mogą stanowić koszty kwalifikowane. Jak wielu inwestorów korzysta z tej formy wsparcia? Zaskakująco niewielu, mimo że często bolączką inwestora w czasach kryzysu jest dopięcie finansowania, a odroczenie podatku czy umorzenie zaległości podatkowej może właśnie w takiej sytuacji idealnie pomóc.

Jakie są zatem przyczyny tak małej popularności rozwiązań, które mogłyby pomóc podatnikom przetrwać trudne czasy?

Wydaje mi się, że to mieszanka kilku elementów – Polacy z definicji krytykują system podatkowy, więc nie szukają tam rozwiązań mogących im pomóc. Poza tym istnieje duża nieufność do zachowania władz skarbowych (uzasadniona wieloletnią praktyką w stosowaniu prawa nawet wtedy, jeśli jakieś rozwiązanie wynika bezpośrednio z przepisów, a nie jest wyinterpretowane z luki prawnej). Albo płacimy podatki bardzo konserwatywnie – dla bezpieczeństwa je nadpłacając – albo zapędzamy się w agresywnym planowaniu podatkowym do granic zgodności z prawem. Między tymi dwoma ekstremami jest jeszcze racjonalne myślenie o podatkach jako istotnym czynniku planowania działalności gospodarczej i tego nam często brakuje.

* Agnieszka Tałasiewicz

partner w Ernst & Young