Jerzy Stępień prawnik, były prezes TK

W powodzi narzekań na stan naszego życia publicznego – na poziom klasy politycznej, a także na kondycję społeczeństwa obywatelskiego – zdarzają się jednak perełki budzące uzasadniony optymizm. W zeszłym tygodniu wybrałem się na posiedzenie Sejmu specjalnie po to, by przysłuchać się pewnej debacie. Jeśli bywałem w tej izbie w przeszłości, to zawsze z obowiązku. Tym razem wiodła mnie po prostu ciekawość wywołana zapowiedzią wniesienia obywatelskiego projektu ustawy w sprawie „janosikowego”.

W Sejmie oczekuje w kolejce na swoje pięć minut niejeden obywatelski projekt ustawy. Ten przypadek jest jednak szczególny: oto po raz pierwszy w naszej historii obywatele wzięli w swoje ręce już samo projektowanie ustawowego uregulowania dotyczącego ustroju administracji państwa – rzeczywistości, która nie ma bezpośredniego wpływu na sytuację życiową ludzi, choć, oczywiście pośrednio, dotyka nas wszystkich. Co więcej, komitetowi organizującemu to gigantyczne przedsięwzięcie (trzeba pod taką inicjatywą zebrać co najmniej 100 tys. podpisów) udało się zaktywizować wiele ośrodków w całym kraju. Ostatecznie poparło ją 167 tys. obywateli z różnych stron Polski, co jest najlepszym dowodem na to, że potrafimy nie tylko buntować się, protestować i narzekać, ale także działać organicznie w tak skomplikowanej przestrzeni jak finanse publiczne i związana z nimi legislacja. Trzeba także podkreślić, że jest to inicjatywa obywatelska, ponadpartyjna; nie da się chyba także wyróżnić wpływu na nią jakiegoś wiodącego ośrodka politycznego czy jakiejś partyjnej sprężyny.

Uczono mnie przed laty – a doświadczyłem tego także osobiście, zajmując się profesjonalnie ponad dwadzieścia lat reformami ustrojowymi państwa – że jeśli chcemy naprawdę zrozumieć działanie mechanizmu państwowego, nie ma innej do tego drogi, niż śledzenie przebiegów środków finansowych. Jeśli więc ta sfera przestaje być monopolizowana przez rząd, bo dotychczas parlament ograniczał się zwykle w tej materii do uchwalania przedłożeń rządowych, to znaczy, że mamy tu do czynienia z pewną nową jakością naszego życia publicznego.

To, co miało racjonalnie korygować nierówności, tworzy anomalie w innych miejscach, pogłębiając stan nierównowagi całego systemu

„Janosikowe” – tym dowcipnym terminem określa się wprowadzony w 2003 r. mechanizm wpłat korekcyjno-wyrównawczych, dokonywanych przez najbogatsze gminy, powiaty i województwa z przeznaczeniem na dofinansowanie samorządów uboższych. Takie były założenie i cel. Życie, jak to życie, pokazało, że mechanizm ten w wielu sytuacjach zawodzi, prowadząc wręcz do absurdów. Niekiedy jednostki najbogatsze muszą zaciągać kredyty, by dokonać korekcyjnej wpłaty; w innych wypadkach gminy biedne otrzymują niespodziewanie tak silny strumień dodatkowych wpływów, na przykład z przysługujących im odszkodowań z tytułu szkód górniczych, że winduje to je w rejony gmin najbogatszych. Na to tylko czeka nasz „Janosik”, nie licząc się zupełnie z tym, że tym gminom właśnie zwrócono to, z czego ich właśnie niedawno ograbiono. Jednym słowem to, co miało racjonalnie korygować nierówności, w pewnych sytuacjach tworzy anomalie w innych miejscach, pogłębiając stan nierównowagi całego systemu.

Nie jest moim zamiarem dokonywanie tu głębszych analiz działania „janosikowego”, choć aż się prosi zauważyć, że dziwny to „Janosik”, skoro aż trzydziestoma procentami tych wpłat pokornie dzieli się... z ministrem finansów, który może okazywać się dzięki temu wobec innych samorządów dobrym wujkiem. Swego czasu wypowiadał się co do istoty tego mechanizmu korekcyjno-wyrównawczego Trybunał Konstytucyjny, akceptując jego istnienie co do zasady, jednak jako wyjątku w systemie, ale także określając precyzyjnie, jakie kryteria musi on spełniać, by skutki mechanizmu korekcyjno-wyrównawczego nie popadły z konflikt z konstytucyjną zasadą adekwatności środków finansowych do zadań.

„Janosik” wprowadzony został przed naszą akcesją do Unii, która wydatnie zmieniła pozycję finansową wielu samorządów. To dodatkowo przemawia za kompleksową analizą całego mechanizmu wprowadzonego blisko 10 lat temu i jego przemyślaną korektą. I myślę, że tak się stanie.

Słuchając doskonałego uzasadnienia projektu obywatelskiego tej ustawy, zarówno co do treści, jak i formy (tym razem nawet posłowie słuchali go z uwagą), pomyślałem, że „ojcowie samorządu” mogą już spokojnie przejść na zasłużoną emeryturę.