Pierwsze cztery miesiące roku to okres wzmożonej batalii organizacji pożytku publicznego o 1 proc. naszych podatków. Jest o co zabiegać. W ubiegłym roku do organizacji trafiło ponad 350 mln zł. W tym roku kwota ta będzie zapewne jeszcze większa. Duże fundacje nie szczędzą czasu i pieniędzy na przekonywanie nas, by to właśnie je obdarować. Robią to zresztą skutecznie.

Większość pieniędzy – jak wynika ze sprawozdania opublikowanego przez Ministerstwo Finansów – trafia do największych fundacji, głównie tych prowadzonych przez znane osoby i dzięki temu stale widocznych w mediach, albo działających przy samych telewizjach, radiach, gazetach. Obdarowujemy tych, których znamy, albo tych, których podpowiada nam program do wypełniania PIT. Obdarowujemy, chociaż równocześnie psioczymy, że część tych pieniędzy jest niepotrzebnie marnowana. A to na reklamy, a to na spoty telewizyjne. Czy też wreszcie na utrzymanie rozbudowanych struktur administracyjnych dużych fundacji. A można przecież inaczej.

W otoczeniu każdego z nas działają małe organizacje niosące pomoc innym. Bez struktur administracyjnych, księgowych, specjalistów od PR-u, bez znajomości w telewizjach. Organizacje, które mają niewielkie szanse na wygraną w wyścigu do mediów i do naszych pieniędzy. Aby je zauważyć, wystarczy wystawić nos za drzwi. Przyjrzeć się osiedlowym forom internetowym, rozwieszonym w pobliskim sklepiku apelom o pomoc. Nie wymaga to wielkiego wysiłku, a pozwala mieć pewność, że wpisanie organizacji, której przekażemy nasz 1 proc., nie będzie tylko automatycznym odhaczeniem kolejnej rubryki w zeznaniu.

Nie chcę przez to powiedzieć, że wspieranie dużych, znanych fundacji jest niepotrzebne. I duże, i małe organizacje realizują cele, które wspierać warto. Myślę jednak, że byłoby dobrze, gdybyśmy dali szansę także tym małym. A po drugie, by nasz wybór miał charakter świadomej, przemyślanej decyzji. Jeśli chcemy wesprzeć znaną fundację, bądźmy świadomi tego, dlaczego ją wspieramy. To już ta pora, by w dokonywanych na tym polu wyborach dojrzeć.

Na szczęście ten proces już się powoli zaczyna. Gdy obserwuję swoich znajomych, gdy z nimi rozmawiam, coraz częściej słyszę, że dokładnie wiedzą oni, którą organizację chcą wesprzeć i dlaczego. Wiedzą, czym się ona zajmuje, jak wydawała ich pieniądze. Coraz częściej też ich faworytami stają się nie te organizacje, które marnują ofiarowane pieniądze na przesyłanie listów z podziękowaniem, ale takie, które z każdego pozyskanego złotego potrafią wycisnąć ostatni grosz na szczytny cel. I które z każdego wydanego grosza potrafią się bez wstydu rozliczyć, publikując dokładne, powszechnie dostępne sprawozdania z działalności.