Pierwszy projekt ustawy o podatku od handlu wielkopowierzchniowego poszedł do kosza. Głównym kryterium nie będzie powierzchnia sklepu (proponowano, by było to 250 mkw.), a jego obroty przy zachowaniu kwoty wolnej od podatku. Jak wysokiej – tego jeszcze nie ustalono.

– Rozstrzygnięte zostały dwie kwestie: kryterium powierzchniowe przechodzi do historii i będzie to podatek progresywny, a nie liniowy – mówi minister Henryk Kowalczyk, szef Stałego Komitetu Rady Ministrów.

Wiadomo też, że ma być to podatek od handlu detalicznego – ale nie rozstrzygnięto, czy tylko w sklepach, czy w ogóle mowa o handlu w całej gospodarce, czyli obrocie przy sprzedaży towarów. Innych szczegółów, jak np. skala progresji, też jeszcze nie ustalono. Z nieoficjalnych informacji wynika, że rząd wolałby wąską progresję, czyli z niewielką liczbą progów. Propozycje składane w czasie piątkowego spotkania były bardzo różne, z progresją nawet siedmioprogową z górnymi stawkami rzędu 5 proc. Już przy stawce 3,5 proc. część sklepów stawałaby się nierentowna.

Na pewno będzie kwota wolna od podatku. Organizacje zrzeszające polski handel chciały, by wyniosła ona nawet 12 mln zł rocznie – ale to raczej za dużo i w projekcie znajdzie się inna propozycja.

– Ile stawek? To jest do dyskusji. Były propozycje i trzech stawek, i siedmiu od poziomu 0,1 proc. do nawet aż 5 proc. Choć ta wydaje się przesadzona. Najwyższa stawka może wynosić zakładane wcześniej 2 proc., a może będzie jeszcze niższa. Ale musimy to na spokojnie przeanalizować – deklaruje minister Kowalczyk.

Ile mogłyby wynosić stawki? Eksperci wskazują, że przy wąskiej progresji powinna się ona zawierać w przedziale 0,5–0,8 proc. Podatek na takim poziomie sklepy powinny bez problemu zapłacić, ewentualnie przerzucić na konsumenta czy dostawcę. Z drugiej strony byłaby szansa na osiągnięcie 3 mld zł wpływów do budżetu – na tyle liczy rząd (to roczny dochód w sytuacji, w której podatek obowiązuje pełne 12 miesięcy). Minister Kowalczyk nie chce się jednak wypowiadać na temat szczegółów.

– Resort finansów zebrał propozycje i ma je przeliczać, potem przygotować kompromisową propozycję. Teraz trzeba nad tym popracować – zastrzega szef Stałego Komitetu Rady Ministrów.

Ministerstwo Finansów na początku przyszłego tygodnia powinno przedstawić gotowy projekt ustawy. Według ministra Kowalczyka małe są szanse, by podatek od handlu zaczął obowiązywać już 1 marca (takie zapowiedzi wcześniej składał szef resortu finansów Paweł Szałamacha).

– Projekt zostanie przygotowany jako rządowy. Po tym jak resort finansów przygotuje wersję kompromisową, nastąpią uzgodnienia resortowe, konsultacje społeczne, potem przyjmie go Stały Komitet i wreszcie Rada Ministrów. Chciałbym, żeby Sejm uchwalił ustawę do końca marca, czy to możliwe? Nie wiem – komentuje Kowalczyk.

Eksperci chwalą rząd za zmianę kierunku prac nad podatkiem od handlu. Marcin Zawadzki z Crido Taxand, firmy zajmującej się doradztwem podatkowym, przekonuje, że w poprzedniej wersji projektu podatek był źle skonstruowany.

– Podatek uzależniony od powierzchni był złym pomysłem, bo prowadził do segmentacji rynku, która była nieuzasadniona i nie oddawała charakterystyki tego rynku – uważa Zawadzki. Jego zdaniem podatek od obrotu teoretycznie nie powinien prowadzić do segmentacji rynku, najwięksi mieliby płacić najwięcej – ale przy jednym zastrzeżeniu. Ci, którzy mają największe obroty, mają najczęściej najniższe marże. Podatek obrotowy tego nie uwzględnia, więc ustanowienie wysokiej stawki dla najwyższych obrotów powodowałoby ryzyko, że największe podmioty szybko traciłyby rentowność.

– Pomysł z podatkiem od obrotów to dobry kierunek, ale trzeba uniknąć niepotrzebnej dyskryminacji. Im węższa progresja, tym ryzyko mniejsze, przy niezbyt wysokiej kwocie wolnej, ze stawką od 0,1 do 0,7 obrotu rocznego przy odpowiednio ustawionych progach – ocenia Marcin Zawadzki.