Ale tak ponoć mówią frajerzy. Cwaniaki rozumują inaczej: - Podatnik w czasie trwania postępowania, chwali się, że jego dzieci prowadzą też działalność gospodarczą. Stwierdza jednak, że „Jedna z córek nie nadaje się do prowadzenia biznesu, gdyż co roku płaci podatki” – opowiada jeden z inspektorów. A drugi dorzuca: - „Nie stać mnie na płacenia podatków, księgowe muszą tak księgować żeby wszystko grało – poinformował prezes kontrolowanej firmy”.

Generalnie wszyscy się skarżą, że poziom przyzwolenia na oszukiwanie przy płaceniu podatków jest w polskim społeczeństwie dość wysoki. Nie jest to traktowane – jak inne przestępstwa – jako coś złego, brzydkiego, czego się należy wstydzić, ale właśnie jako wyraz zaradności, przedsiębiorczości.

- To efekt tego, że w ogóle Polacy nie szanują swojego państwa i urzędników, choć kochają ojczyznę – podsumowuje jeden z naczelników US na południu kraju. To efekt zaszłości historycznych – najpierw zabory, potem komuna. Także obecnych czasach wiele osób nie identyfikuje się z państwem, bo akurat rządzi nie lubiana przez nie opcja polityczna. Więc jeśli państwo to wróg, można a nawet trzeba go oszukać.

- Inna sprawa, że nasze przepisy podatkowe są skomplikowane i niejasne, nie dają poczucia stabilności, za to skłaniają do kombinowania – ocenia inny z urzędników. Pewnie jest tak i tak. Dość, że statystyczny Nowakowalski płacić podatków nie chce, nie lubi i jak może tej nieprzyjemności unika. Podobnie jak kontaktów z urzędami skarbowymi, kiedy te czegoś od niego chcą – uzupełnienia dokumentacji, udostępnienia firmy do kontroli, stawienia się na przesłuchanie.

Co robi podatnik, do którego drzwi puka fiskus?
- nie odbiera korespondencji
- ukrywa się, udaje że go nie ma w domu
- nie odbiera telefonów
- przenosi się do innego miejsca zamieszkania, w innym województwie, nie odnotowując tego w KRUS
- choruje
- wyjeżdża za granicę

Co z tego, że to głupia strategia i jedynym jej skutkiem jest pogłębianie się kłopotów? Niektórym wydaje się najlepsza.

W każdym razem, aż go dopadną (co prędzej czy później się stanie). Wówczas do wyboru jest kilka wyjść. Najmądrzejsze: usiąść, spróbować się dogadać, jak trzeba ponieść konsekwencje. Ale to by było za proste.

Co więc robią ludzie? Jak się zachowują?
- Krzyczą i płaczą
- Obrzucają urzędników paskudnymi epitetami (niektórzy rwą się do bicia)
- Grożą (od „ja was wszystkich zwolnię” do „pozabijam wszystkich na literę k”)
- Mdleją bądź symulują atak serca
- Udają, że idą popełnić samobójstwo
- Zaczynają pisać donosy na wszystkich, z danej instytucji skarbowej – niech też mają za swoje

Wciągają w swoje sprawy innych. Jeden z urzędników opowiada: Małżonek podatnika upoważniony do przedłożenia dokumentacji księgowej firmy w której „udało się” wszcząć postępowanie kontrolne przychodzi do siedziby kontroli skarbowej i tłumaczy, że podatnik nie mógł przyjść osobiście, bo musiał wyjechać w delegację. Ale pracownicy widzą na własne oczy, że ten sam „nieobecny” podatnik chowa się w samochodzie stojącym na parkingu przed budynkiem placówki.

Polacy chętnie donoszą na innych

Jeśli już o donosach mowa. Jest ich mnóstwo. Co wcale nie znaczy, że wojownicy fiskusa je lubią. – Przeciwnie. Zwłaszcza, że większość z nich to zwyczajne zawracanie głowy. Ludzie chcą się zemścić na byłym małżonku lub konkurencji i angażują w to urzędy kontroli skarbowej – zżyma się jeden z naczelników. Mówiąc prościej: aby podłożyć świnię wrogowi wypisują kupę bzdur. A tym samym przydają urzędnikom dodatkowej pracy, bo każde doniesienie, nawet anonimowe, trzeba zweryfikować. Jeden z pracowników skarbówki tak to opisuje: Piszą wszyscy na wszystkich. Sąsiedzi na sąsiadów, pracownicy na pracodawców, członkowie rodziny na swoich krewnych, przedsiębiorcy na konkurencję. Donoszących denerwuje dobrobyt innych i życie, w ich mniemaniu, ponad stan i to na koszt podatników. Dlatego zatroskani obywatele donoszą o luksusowych autach i nabytych nieruchomościach. Z roku na rok takich informacji przybywa.

Głównymi tematami donosów jest też prowadzenie nielegalnej działalności gospodarczej (tj. usługi budowlane, najem lokali, agroturystyka). Inne to zatrudniania na czarno, czy nierzetelne rozliczanie się z kontrahentami, transakcje na portalu allegro.

Nie wiecie, jak napisać donos? Oto kilka przykładów „ Pan X permanentnie łamie przepisy prawa skarbowego. Takie działania mają na celu oszukanie Skarbu Państwa i życie na koszt uczciwych podatników. Jego życiowe motto brzmi: "Tylko głupcy płacą podatki. Pan X jest bardzo mściwą osobą, dlatego nie podaję nazwiska.” „Proszę sprawdzić skąd pochodzą środki pieniężne Pana Y. Nie pracuje, oficjalnie żyje z zasiłków, a ostatnio dokonał remontu domu, co lekko licząc kosztowało kilkanaście tysięcy.”

I podobny: „Jestem rozgoryczona ponieważ już raz pisałam pismo o pasożytach naszego kraju którzy ciągną ile wlezie z naszej biednej Polski a urzędnicy w ogóle nic nie reagują. Moi sąsiedzi postawili niedawno dom, na moją znajomość z prawem budowlanym wart ok. 2 mln zł. On nigdzie nie pracuje. Tylko ona ma etat. Mają dwa wypasione samochody, w domu ogrzewanie olejowe a wiadomo po ile jest opał, luksusowo wyposażony dom. Samych drzewek wokół domu to mają może za 100 tys. zł. Z jednej wypłaty na pewno tego nie zrobili…” podpisano: „życzliwy”.

Różne są pobudki, którymi kierują się nadawcy. Niektórzy piszą z poczucia obywatelskiej powinności i sprawiedliwości społecznej:„Proszę mego pisma nie traktować jako donosu lub skargi, gdyż te pojęcia są dla mnie obce. Jestem zwolennikiem praworządności i równego traktowania prawa przez wszystkich i wobec wszystkich. Nie mogę pogodzić się z tym, jak w zasięgu mego wzroku na bazarze przy ul….. prowadzony jest handel na straganach, można śmiało powiedzieć jako nielegalny. Sprzedaje się tam towar bez faktur. Jestem przekonany, ze Urząd Kontroli Skarbowej zaprowadzi porządek na tym bazarze.”

W innym autor pisze: „Może zainteresuje Państwa fakt, że pewien człowiek….. (tu jest opis sytuacji). Pomogę wam aby rozliczyć z oszustami okradających RP.”

Inny przykład: „Uprzejmie zawiadamiam, iż Pan Y naraża na straty urząd skarbowy poprzez nie odprowadzanie stosownych podatków oraz zatrudnianie pracowników na czarno. Powodem mojego donosu jest to, że w/w osoba oszukała mnie. Mam nadzieję, że dzięki mojemu donosowi , w/w osoba nie będzie już oszukiwała i wykorzystywała ludzi. Jestem pewien, że dzięki mojemu donosowi urząd skarbowy uzyska odpowiedni zysk.” Podpisane: „Z wyrazami szacunku. Anonim.”

Najczęstsze grzechy podatkowe drobnych przedsiębiorców

Kolejna sprawa to ta, jakie są najczęstsze grzechy podatkowe drobnych przedsiębiorców i zjadaczy chleba. Przy czym uwaga: nie będziemy tu mówić o „poważnych” przestępstwach – jak np. karuzele VAT-owskie, które kosztują nasz budżet setki, setki milionów złotych, ale drobnych – na pierwszy rzut oka – wykroczeniach, jednak składających się na rzekę wielkości przynajmniej Missisipi, którą odpływają pieniądze ze skarbu państwa.

- Nie nabijanie na kasy fiskalne transakcji. Powszechny proceder. Choćby to było pudełko zapałek – warto spróbować. Akcja „Weź paragon” prowadzona systematycznie przez skarbówkę i „naloty” na punkty handlowe i usługowe nieco dyscyplinują podatników, ale nie na długo – zwłaszcza, że mandaty nie są zbyt wysokie. Czasem jednak dochodzi do dziwnych i niebezpiecznych sytuacji.

Oto opowieść z Wybrzeża: Inspektorzy mieli informację, że w pewnym lokalu, gdzie urządzane były dyskoteki, zwłaszcza w późnych godzinach nocnych kasa fiskalna nie dostaje nic do przerobienia – wszystko idzie „na lewo”. Postanowili zrobić tam kontrolę, ale na wszelki wypadek poprosili policjantów o obstawę (wiadomo – gdzie alkohol – tam i agresja większa). I faktycznie – okazało się, że nie cała sprzedaż była ewidencjonowana. Właściciel lokalu przyjął wpadkę z pokorą i już się szykował, aby płacić mandat, kiedy do akcji wmieszała się grupa „pakerów. Kilkunastu osiłków rzuciło się na inspektorów. Było naprawdę groźnie. Trzeba było wezwać posiłki z miasta. Dlaczego ci dżentelmeni wszczęli bójkę? Czyżby chcieli bronić właściciela lokalu? Otóż nie. Okazało się, że kiedy skarbówka kierowała swoje oczy na kasy fiskalne, w pomieszczeniu siedział gang narkotykowy i prowadził rozliczenia. Na widok policjantów i inspektorów wpadli w panikę. Bójka była próbą odwrócenia uwagi od tego, co robili (a mieli też towar przy sobie) i miała im dać czas na zatarcie śladów. No cóż, efekt był odwrotny od zamierzonego.

- Wprowadzanie do dokumentacji (wrzucanie w koszty) pustych czyli fałszywych faktur. W niektórych urzędach tego typu przestępstwa stanowią ponad połowę stwierdzonych. Faktury się dostaje od zaprzyjaźnionych firm albo kupuje na czarnym rynku

- Wliczanie w koszty prywatnych wydatków, nijak nie przystających nawet do profilu firmy (jedzenie, środki czystości, wyjazdy zagraniczne (Alpy zimą, Kanary latem – pod pretekstem „sympozjów”), imprezy w knajpach (celem „spotkań biznesowych”). Przedsiębiorcy wykazują się wręcz ułańską fantazją w klasyfikacji kosztów. Częstym tłumaczeniem się jest „że księgowa nie powiedziała że nie mogę sobie odliczyć”; „ja się nie znam na tym co wolno a co nie odliczyć”, „trudna sytuacja zdrowotna, finansowa”, „zapomniałem”.

- Sprzedawanie towarów za pomocą serwisów internetowych w błogim poczuciu, że nikt się nie dowie. Dowie się. Skarbówka ma specjalną komórkę zajmującą się właśnie tymi sprawami.

A potem są zabawne tłumaczenia. Jak w przypadku pewnego mężczyzny (nie prowadził działalności gospodarczej, nie odprowadzał od transakcji podatku), który na Allegro w ciągu 2,5 roku sprzedał 2260 par butów – damskich, męskich, różnych modeli i rozmiarów. Przyłapany wyjaśnił, że to obuwie nie było towarem w rozumieniu ustawy VAT, gdyż kupował je za granicą głównie na giełdach towarów używanych. Przywoził je do kraju i darował rodzinie i znajomym. Ale ci nie zawsze chcieli w nich chodzić, więc musiał coś z nimi zrobić…
- Płacenie pracownikom „pod stołem”, żeby nie odprowadzać podatku dochodowego od całości wynagrodzenia.

W przypadku firmy pana Y ze Śląska Cieszyńskiego, którego przyłapano na takim procederze (podatek od najniższej krajowej, reszta do kieszeni pracownic – co te potwierdziły), interesujące były argumenty, jakimi próbował się bronić.

To same pracownice pobierały sobie wynagrodzenie z kasy tj. z szuflady biurka (nikt nie prowadził kasy, nie rozliczał jej). Pieniądze pochodziły od klientów lub były pobierane z konta w kasie banku. Przelewy dokonywały same pracownice elektronicznie. On sam nic o tym nie wiedział. Nie kontrolował finansów. Nie sprawdzał dokonywanych wypłat. Jeśli coś takiego się działo, to bez jego zgody. A jeśli chodzi o listy płac – o nich też nie miał pojęcia. Kobiety same je sporządzały, poza jego plecami.
Ciekawe dlaczego kontrolerzy nie uwierzyli w te wyjaśnienia?

Czytaj więcej historii w artykule: Polacy kontra fiskus. Kto tak naprawdę kogo oszukuje?

Podziękowania dla rzeczników prasowych, którzy pomogli w przygotowaniu tego materiału: Izabela Głowacka, UKS Białystok, Michał Kasprzak, Izba Skarbowa w Katowicach, Mirosław Kucharczyk, Izba Skarbowa w Warszawie Teresa Piechowicz-Barzyk, UKS Rzeszów, Barbara Pytel, UKS Poznań, Karol Sarad, UKS w Gdańsku.