Krzysztof Jedlak kierownik działu podatki

Krzysztof Jedlak kierownik działu podatki

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Tego na dobrą sprawę nikt chyba nie wie. Wydawało się, że może to rozstrzygnąć WSA z Bydgoszczy, a potem NSA. Ale w obu wypadkach tak się nie stało. Wprawdzie oba sądy uchyliły niekorzystną dla podatnika interpretację (dając cień szansy na pełne odliczenie), ale na tym poprzestały. Co ciekawe, nakazały ministrowi finansów zbadać regulacje unijne, w tym decyzję wykonawczą Rady Unii Europejskiej z 27 września 2010 r. upoważniającą Polskę do wprowadzenia ograniczeń w odliczaniu VAT. Niestety, nie powiedziały jednak jasno, o co im chodzi. A pole do domysłów jest duże. Za duże.

Najwyraźniej wszystko rozbija się (i rozbije, gdy dojdzie wreszcie do merytorycznych rozstrzygnięć) o brzmienie art. 1 wspomnianej decyzji Rady UE. Zgodnie z nim „ograniczenie to (czyli to, na które zezwala Rada i które dotyczy odliczania VAT – przyp. autora) ma zastosowanie wyłącznie do pojazdów silnikowych, innych niż pojazdy osobowe o dopuszczalnej ładowności powyżej 500 kg i dopuszczalnej masie całkowitej nieprzekraczającej 3,5 tony”. Zwróćmy uwagę: w tekście mamy jeden przecinek. W angielskiej wersji decyzji Rady UE przecinków nie ma w ogóle. A są to, być może, przecinki na wagę jeśli nie złota, to przynajmniej dużych pieniędzy. Jak się wydaje, wśród przedsiębiorców i ekspertów tekst odczytywany jest (także w publicznie formułowanych opiniach) na dwa sposoby. Po pierwsze: że ograniczenie dotyczy pojazdów silnikowych (innych niż pojazdy osobowe). Przy czym chodzi o pojazdy silnikowe o dopuszczalnej ładowności powyżej 500 kg i dopuszczalnej masie całkowitej nieprzekraczającej 3,5 tony. W takim wypadku motocykl rzeczywiście nie byłby objęty tą definicją, a więc powinien uprawniać do pełnego odliczenia VAT.

Druga możliwość: ograniczenie, na które się zgadza Rada, dotyczy pojazdów silnikowych. Jakich? Innych niż pojazdy osobowe o dopuszczalnej ładowności powyżej 500 kg i dopuszczalnej masie całkowitej nie większej niż 3,5 tony. Ta interpretacja wydaje się, niestety, bardziej poprawna, biorąc pod uwagę polski tekst decyzji Rady UE. A to z tego względu, że nie ma w nim drugiego przecinka, który sugerowałby, że sformułowanie „innych niż pojazdy osobowe” jest wtrąceniem, a co za tym idzie, że kryteria ładowności i masy całkowitej dotyczą pojazdów silnikowych, a nie właśnie innych pojazdów osobowych (które były przed wydaniem decyzji Rady UE i wciąż są objęte ograniczeniami w odliczaniu VAT na podstawie polskich regulacji). Jak się ta interpretacja ma do przepisów unijnych w ogóle i do angielskiej wersji decyzji Rady (gdzie przecinków nie ma), to już inna sprawa.

Oczywiście, poza interpretacją językową jest też m.in. logiczna, systemowa czy celowościowa, ale zacząć wypada chyba od pierwszej. W tym kontekście wydaje się ciekawe, że WSA przypomniał, iż ładowność motocykla nie przekracza 500 kg. Skoro sąd przywiązuje do tego pewną wagę (inaczej by o tym nie wspominał, a zakładam – a jakże – że sprawą zajął się starannie i rozważył różne możliwości), to może to świadczyć o tym, że bliższa jest mu pierwsza z omówionych wyżej wykładnia przepisów. I  że – mówiąc żartobliwie – nie przeszkadza mu brak drugiego przecinka. Ale jasnych wskazówek nie zawarł, ograniczając się do stwierdzenia, że minister finansów powinien zbadać unijne przepisy, w tym decyzję Rady UE. NSA rozprawił się ze sprawą szybko, utrzymując orzeczenie WSA w mocy. Minister finansów musi wydać interpretację podatkową ponownie.

Rzecz nie jest błaha, bo zawsze gdy chodzi o odliczanie VAT od zakupu pojazdów i paliwa, w grze są duże pieniądze i duże emocje zarówno po stronie przedsiębiorców, jak i fiskusa. I tylko szkoda, że sądy nie dały sygnału, jak należy tę sprawę rozstrzygnąć merytorycznie. To zaniechanie to marnotrawstwo czasu i pieniędzy. Nie miejmy bowiem złudzeń: o przecinkach i motocyklu jeszcze usłyszymy, a spór wróci na wokandę.