Dane o wykonaniu budżetu po dwóch miesiącach pokazały, że rządowi będzie bardzo trudno osiągnąć zamierzone wpływy. Z podatków pośrednich na koniec lutego do kasy państwa wpłynęło niespełna 28,5 mld zł. To aż o 6,5 mld zł mniej niż rok wcześniej. W sumie budżet otrzymał 42,8 mld zł – 14,3 proc. rocznego planu. Z drugiej strony pieniądze wydawane są zgodnie z harmonogramem. Deficyt wyniósł już 21,6 mld zł, czyli aż 61 proc. kwoty zaplanowanej na cały rok.

– Te informacje mnie nie zaskakują. Wiemy, co się dzieje w gospodarce i jakie prognozy przyjmował rząd. Wydaje się, że Ministerstwo Finansów też jest świadome sytuacji, dochodzą z niego sygnały o możliwej nowelizacji budżetu – mówi Paweł Radwański, ekonomista Raiffeisen Polbank. Jego zdaniem w tym roku budżetowi zabraknie 20 mld zł, a rewizja planu finansowego państwa jest bardzo prawdopodobna. Grzegorz Ogonek, ekonomista ING Banku, szacuje ubytek na 18 mld zł. Jego zdaniem zawini niższy wpływ z VAT – a to przez wolniejszy od zakładanego przez rząd wzrost gospodarczy i niską inflację. Nowelizacja jego zdaniem wcale nie jest przesądzona, bo wystarczy, że rząd uczyni z ZUS zakład emerytalny wypłacający emerytury z OFE. FUS otrzymałby w ten sposób istotny zastrzyk kapitału, dzięki czemu jego deficyt – częściowo pokrywany dotacją z budżetu – zmniejszyłby się.

W nowelizację nie wierzy Tomasz Kaczor, ekonomista Banku Gospodarstwa Krajowego. – Dochody zapisane w budżecie to prognoza, która nie musi być zrealizowana, a wydatki to nieprzekraczalny limit. Czyli można tyle wydać, ale przecież wcale nie trzeba – mówi. Jak to wygląda w praktyce, pokazało MF, publikując szacunkowe wykonanie budżetu za 2012 r., co stało się dopiero w piątek. Z dokumentu wynika, że dochody zrealizowano w 98 proc., za to wydatki w 96,7 proc.

Resort trzyma fason i twierdzi, że nie ma ryzyka przekroczenia w całym roku deficytu zaplanowanego w ustawie budżetowej – 35,56 mld zł. Wiceminister finansów Hanna Majszczyk w komunikacie rozesłanym mediom przypomniała, że wysoki deficyt na początku roku to zjawisko typowe, a w kolejnych miesiącach sytuacja się odwraca. Poinformowała, że w tym roku zadziałało kilka dodatkowych czynników, które miały na to wpływ. Na przykład zmiana terminów płatności niektórych wydatków. Przykład to dopłaty dla rolników wypłacane w styczniu, a nie pod koniec poprzedniego roku budżetowego. Poza tym MF przyspieszyło wpłatę składki do budżetu UE.

Na temat niższych wpływów z podatków pośrednich wiceminister się nie wypowiedziała. Tymczasem to one stanowią główny punkt zapalny w budżecie. Rząd założył, że PKB wzrośnie w tym roku o 2,2 proc. Niemal nikt już nie wierzy w tę prognozę. Według ostatniej projekcji NBP wzrost w 2013 r. może wynieść 1,3 proc. Problem stanowić będzie wolniejszy wzrost cen, co bezpośrednio uderzy w dochody z VAT. MF zakładało, że średnio w roku inflacja wyniesie 2,7 proc. Ekonomiści – 1,1–1,5 proc.