Wiele przedsiębiorstw z zasady stosuje długie terminy płatności – z różnych powodów. Przykładowo słyną z tego sieci handlowe, zwłaszcza hiper- i supermarkety, wykorzystujące przewagę nad dostawcami. Takie terminy często stosują w rozliczeniach firmy z grup kapitałowych, w ten sposób finansując się nawzajem. Długo nie płacą – z powodu trudnej sytuacji finansowej – szpitale.

Zgodnie z nowymi przepisami (ustawa z 16 listopada 2012 r. o redukcji niektórych obciążeń administracyjnych w gospodarce; Dz.U. z 2012 r., poz. 1342) dłużnik, który przyjął terminy zapłaty dłuższe niż 60 dni i nie uregulował należności w terminie 90 dni, będzie musiał obowiązkowo skorygować (pomniejszyć) koszty uzyskania przychodów, a więc uiścić wyższy podatek. Dopiero po zapłacie należności będzie mógł ponownie zwiększyć koszty. Co w takiej sytuacji z przedsiębiorcami, którzy z zasady stosują np. 180-dniowe lub dłuższe terminy płatności?

Sieci handlowe sobie poradzą

– Sam fakt posiadania terminów płatności powyżej 90 dni nie oznacza problemów związanych z obowiązkową korektą kosztów uzyskania przychodów – uspokaja Piotr Liss, doradca podatkowy i partner w KZWS Poland RSM. – Zgodnie z nową zasadą wydatek trzeba będzie wyksięgować dopiero 90. dnia od dnia zaliczenia go do kosztów podatkowych, a nie od daty zakupu towarów – wyjaśnia.

Dodaje, że firmy handlowe zaliczają wydatki na zakup towarów w koszty uzyskania przychodów z datą ich sprzedaży przez siebie, a nie zakupu. Jeśli zatem towar zostanie sprzedany po kilku miesiącach od nabycia, ale faktura zostanie zapłacona w terminie krótszym – licząc od momentu sprzedaży – niż 90 dni, to korekty dokonywać nie będzie trzeba.

Przykładowo hipermarket, który ustala z dostawcami terminy płatności wynoszące 120 dni, musi im zapłacić w tym terminie. Jeśli jednak sprzeda towar np. po 130 dniach od nabycia, to – jak mówi Piotr Liss – wydatek na zakup towaru zostanie zaliczony w koszty podatkowe w dacie sprzedaży. Termin na obowiązkowe skorygowanie kosztów będzie biegł zatem dopiero od 130. dnia, licząc od momentu nabycia. A zatem hipermarket miałby obowiązek skorygowania kosztów dopiero w sytuacji, gdyby nie zapłacił dostawcy po 220 dniach od nabycia towaru.

Piotr Liss uważa więc, że zmiana w ustawach o PIT i CIT nie dotknie w znaczący sposób firm handlowych, chyba że obrót towarowy jest w ich przypadku szybszy (krótszy) niż terminy płatności.

– Niestety, oznacza to znaczną ilość obowiązków dokumentacyjnych, gdyż w magazynie będą towary, za które zapłacono, i takie, za które nie zapłacono. Trzeba będzie wiedzieć, które z nich sprzedaje się w danym momencie – stwierdza ekspert KZWS.

Jak mówią nam dostawcy z branży wydawniczej, terminy zapłaty sięgające 180 dni stosuje np. największa sieć handlowa Empik. Monika Marianowicz, rzecznik prasowy Empiku, twierdzi jednak, że ustawa deregulacyjna nie będzie miała większego zastosowania w przypadku firmy, ponieważ jej terminy płatności odzwierciedlają rotację zapasów, czyli to, po jakim czasie firma sprzedaje towar klientowi końcowemu. Jest to więc sytuacja podobna do tej z podanego wyżej przykładu z hipermarketem.

– Warto podkreślić, że produkty z oferty Empiku są stosunkowo wolnorotujące w porównaniu na przykład z produktami branży FMCG. Terminy płatności wynikają właśnie z dłuższego okresu życia produktu na półce (do jego sprzedaży/przejścia przez kasę) – wyjaśnia Monika Marianowicz.

Odnosząc się do zmian w CIT, przyznaje ona, że w rachunku wyników (w kosztach – red.) spółki zakup towaru od dostawców pojawia się w czasie zgodnym z faktycznym dokonaniem płatności przez Empik. A zatem spółka nie będzie musiała korygować kosztów uzyskania przychodów.