– Minister finansów co roku ogłaszałby stawki maksymalne podatku do nieruchomości gruntowych według stawek dla konkretnych obszarów statystycznych. W zależności od przyjętych przedziałów generowanego PKB mogłoby być ich kilka – tłumaczy Danuta Kamińska, skarbnik Katowic.

Wyjaśnia, że tam, gdzie poziom PKB na mieszkańca jest najwyższy, stawki podatku do nieruchomości gruntowych byłyby najwyższe. W miejscowościach, gdzie poziom PKB jest najniższy, stawki byłyby odpowiednio niższe. Gminy i miasta miałyby w dalszym ciągu możliwość uchwalania stawek niższych niż maksymalne w zależności od przyjętej polityki danej gminy.

– Po zmianach zaproponowanych przez UMP stawki byłyby bardziej sprawiedliwe społecznie – uważa Danuta Kamińska.

Jak policzyli eksperci korporacji, dzisiaj właściciele gruntów w ekstremalnych przypadkach, na terenach uboższych gmin mogą płacić podatek w wysokości nawet do 1 proc. wartości nieruchomości, a na terenach bogatszych miast w wysokości tylko 0,008 proc. wartości. Istnieje więc bardzo duża rozbieżność w poziomie obciążeń podatkowych.

– A co z nieruchomościami, które nie są własnością podatników, ale są w użytkowaniu wieczystym – zastanawia się Danuta Kamińska.

Dodaje, że opłaty za użytkowanie wieczyste są naliczane od wartości nieruchomości, które są aktualizowane sukcesywnie w zależności do posiadanych środków, a ponadto użytkownicy wieczyści też płacą podatek do nieruchomości.

Zdaniem Dariusza M. Malinowskiego, doradcy podatkowego, uzależnienie podatku od nieruchomości od PKB na mieszkańca nie jest dobrym pomysłem. Nie można przyjąć, że przykładowo w województwie świętokrzyskim mieszkają sami biedni ludzie, a w Warszawie sami zamożni, i opodatkować ich w zależności od średnich dochodów.

Produkt krajowy brutto (PKB) stanowi jeden z podstawowych mierników dochodu narodowego

Wartość gruntu jest skorelowana z PKB – im większy PKB, tym wartość gruntu większa.