Składka ma wzrosnąć o 2 pkt proc. po stronie pracodawców. To dodatkowy, nieplanowany koszt dla samorządów, już teraz borykających się z problemami finansowymi.

Andrzej Porawski, dyrektor biura Związku Miast Polskich, podaje przykład Kielc (200 tys. mieszkańców), które wzrost składki będzie kosztować 1 mln zł. A Kielce mają jeden z najniższych poziomów wydatków na administrację wśród miast na prawach powiatu.

Decyzje rządu spowodują konieczność cięcia wydatków oraz podniesienia podatków od nieruchomości czy środków transportowych. Problem w tym, że ich wysokość nie zależy od miast, ale od radnych. Ci mogą zablokować podwyżkę, nawet jeśli od kilku lat stawki nie były waloryzowane. Taka sytuacja spotkała ostatnio prezydenta Kielc.

W dodatku projekty budżetów na 2012 r., zgodnie z przepisami ustawy o finansach publicznych, samorządy musiały przesłać do rad miejskich oraz regionalnych izb obrachunkowych do 15 listopada, a więc przed expose premiera, w którym ogłosił on plan podwyżek składki.

Według dr. Michała Bitnera z Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego podwyższenie składki spowoduje spadek możliwości zadłużania się samorządów. To oznacza brak pieniędzy na inwestycje.

Z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że w 2010 r. jednostki samorządowe zatrudniały 255,7 tys. pracowników. Na pensje przeznaczono ok. 50 mld ze 180 mld zł, które samorządy wydały.