Przepisy są niespójne i nieczytelne. Przedsiębiorcy gubią się w ich gąszczu i nie wiedzą, co mogą zaliczyć do kosztów uzyskania przychodu jako wydatek reprezentacyjny, a czego nie. Same izby skarbowe, zalewane setkami wniosków od przedsiębiorców żądających interpretacji przepisów, rozkładają ręce i przyznają: nie ma jednolitej interpretacji. To doprowadza do paradoksów.

Na przykład jeżeli firma zaprosi kontrahenta do siebie i w siedzibie zaserwuje mu kawę z ekspresu oraz ciastka, to będzie mogła zaliczyć taki poczęstunek do kosztów uzyskania przychodu. Ale już kawa i ciastko skonsumowane w kawiarni kosztem być nie mogą. – Wypada zatem zaprosić kontrahenta na spotkanie w parku i przynieść na nie kawę w termosie, nalaną z ekspresu w siedzibie firmy. Zgodnie z prawem tylko takie spotkanie biznesowe przedsiębiorca będzie mógł zaliczyć oficjalnie do kosztów jako wydatki reprezentacyjne – tłumaczy ironicznie Joanna Szlęzak-Matusewicz, kierownik Zespołu Analiz Podatkowych w Tax Care.

W żadnej ustawie nie ma jasno i czytelnie zdefiniowanego tego pojęcia reprezentacji. Organy podatkowe odwołują się jedynie do definicji słownikowej, zgodnie z którą reprezentacja to „okazałość, wystawność w czyimś sposobie życia, związana ze stanowiskiem, pozycją społeczną”. Zgodnie ze stanowiskiem organów podatkowych reprezentacja na gruncie podatkowym to „występowanie w imieniu firmy wiążące się z okazałością, w celu wywołania dobrego wrażenia”. I takich wydatków zaliczyć do kosztów nie można.

Pytanie, czym jest okazałość. Jednemu wystarczy kawa i ciastka, inny uzna, że klienta zdobędzie, dopiero gdy postawi mu trzydaniowy obiad z koniakiem i kawiorem. Na tym tle rodzi się konflikt interpretacyjny.

Obecnie osobiste spotkanie z klientem czy kontrahentem i omówienie z nim szczegółów kontraktu podczas służbowego lunchu jest oczywistością, narzędziem skuteczniejszym niż foldery reklamowe czy e-maile. Dlatego „DGP” i Tax Care postulują zliberalizowanie przepisów. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby wrócić do założeń przepisów sprzed 2007 r., kiedy reprezentacja stanowiła koszt podatkowy do wysokości limitu 0,25 proc. przychodów. Można by podwyższyć ten wskaźnik do 1 proc. Im więcej firma wyda na ugoszczenie partnerów biznesowych, tym więcej będą w stanie zapłacić za jej usługi czy produkty. Jej przychód wzrośnie, a tym samym więcej odda państwu. Znów okazałoby się, że na liberalizacji przepisów skorzystać mogą wszyscy.

Jutro w akcji „DGP” i Tax Care o dostępie firm do kredytu podatkowego