Arkadiusz Małecki, właściciel małej firmy handlowej z Nowego Sącza, w styczniu 2009 r. sprowadził z Niemiec samochód ciężarowy. Wcześniej upewnił się w urzędzie skarbowym, że od tego typu będzie mógł odliczyć VAT w pełnej wysokości, a także że zwolniony zostanie z akcyzy. Tymczasem po roku do drzwi firmy Małeckiego zapukał zupełnie inny urząd – celny, i stwierdził, że jego auto, w myśl polskich przepisów, nie jest pojazdem ciężarowym i zażądał zapłacenia zaległej akcyzy wraz z odsetkami. Pokorne poddanie się temu żądaniu oznaczałoby, że właściciel firmy musiałby oddać państwu również VAT. Odwołania Małeckiego i dokumentacja sprawy na razie krążą między urzędami i trudno przewidywać, co się wydarzy.

– W przepisach podatkowych jest już taki bałagan, że samo państwo nie potrafi jednoznacznie ich interpretować. Ministerstwo Finansów jako urząd skarbowy do południa mówi, że wszystko jest w porządku, a po południu jako urząd celny stwierdza, że nie jest – komentuje Cezary Kaźmierczak ze Związku Przedsiębiorców i Pracodawców. Dodaje, że w przepisach o VAT jest mnóstwo absurdów, które prowadzą do nadużyć.

Mnogość odliczeń, kosztowny, opierający się na biurokracji sposób poboru podatku – wszystko to, jak obliczył dr Kamil Zubelewicz z Instytutu Studiów Politycznych PAN i Collegium Civitas – powoduje, że efektywna stawka VAT wynosi zaledwie 8 proc. Jak rozwiązać te problemy? Tak samo jak wszystkie inne – upraszczając system. Zdaniem samych przedsiębiorców należy np. znieść obowiązek zostawania VAT-owcem po przekroczeniu pewnego progu dochodów. Firmy powinny mieć swobodę wyboru co do sposobu rozliczeń, a na wszystkie artykuły bez wyjątku powinna obowiązywać ta sama stawka VAT (np. 20 proc.). Za to wszelkie inne podatki, przynamniej dla małych, jednoosobowych firm, zastąpić powinno się jednym, zryczałtowanym, zawierającym także podatek dochodowy i składki ZUS.