Osoba, która zdecydowałaby się na kupno ekologicznego auta, nie musiałaby płacić akcyzy. Ekopojazd byłby natomiast objęty nowym podatkiem. Jego wysokość zależałaby m.in. od parametrów ekologicznych, np. emisji CO2. Oznacza to, że np. auta napędzane tylko elektrycznie mogłyby być z podatku zwolnione. Innych szczegółów na razie nie znamy.

Takie propozycje zawiera dokument opracowany przez Ministerstwo Gospodarki, który jest na etapie konsultacji wewnątrzresortowych. W konsultacjach tych nie uczestniczy jeszcze Ministerstwo Finansów. A to właśnie ten resort będzie odpowiedzialny za wdrożenie nowego systemu opodatkowania.

– Podatek akcyzowy od samochodów jest dopuszczalnym podatkiem konsumpcyjnym. Dlatego wydaje się, że niższe opodatkowanie aut z napędem elektrycznym jest możliwe – stwierdza Izabela Prokofi, menedżer w kancelarii Domański Zakrzewski Palinka.

Naszą rozmówczynię dziwi jednak promowanie tylko samochodów napędzanych elektrycznie. Są one drogie (cena zaczyna się od 100 tys. zł) i jest ich niewiele. Zastanawia się, dlaczego wsparciem podatkowym nie objąć np. samochodów napędzanych biopaliwami.

Resort gospodarki chce także wprowadzić inne udogodnienia dla kierowców. Kierowcy samochodów napędzanych elektrycznie dostaliby możliwość korzystania z buspasów oraz byliby zwolnieni z opłat parkingowych w centrach dużych miast.