zaloguj się do e-DGP
statystyki

Na leasingu można podwójnie stracić

skomentuj

Przedsiębiorca, który ma kłopoty finansowe i nie ma środków na zapłatę rat leasingowych, może stracić podwójnie. Spóźnienie z zapłatą raty za przedmiot leasingu, np. maszynę niezbędną w prowadzonej firmie, oznacza rozwiązanie umowy z leasingodawcą. To często jest równoznaczne z koniecznością zwrotu leasingowanego przedmiotu. Ale na tym straty się nie kończą

Publikacja: 12 lipca 2011, 03:00 Aktualizacja: 17 lipca 2011, 10:44

 Leasingodawca za rozwiązanie umowy zażąda zapłaty odszkodowania. Takiej kary fiskus nie pozwala zaś zaliczyć do kosztów uzyskania przychodu firmy (nie są one kosztem podatkowym).

Termin dodatkowy

Andrzej Sugajski, dyrektor generalny Związku Polskiego Leasingu, tłumaczy, w jakiej formule możliwe jest wypowiedzenie umowy, gdy firma będąca leasingobiorcą nie płaci w terminie rat. Zwraca uwagę, że zgodnie z kodeksem cywilnym, jeżeli korzystający dopuszcza się zwłoki z zapłatą co najmniej jednej raty, finansujący powinien wyznaczyć na piśmie korzystającemu termin dodatkowy do zapłacenia zaległości. Równocześnie powinien zagrozić, że w razie bezskutecznego upływu wyznaczonego terminu wypowie umowę leasingu ze skutkiem natychmiastowym.

– Strony umowy mogą uzgodnić dłuższy termin niż ten, który został określony w kodeksie cywilnym – zaznacza Andrzej Sugajski.

Nasz rozmówca ostrzega, że w przypadku wypowiedzenia umowy finansujący (leasingodawca) może żądać od korzystającego natychmiastowego zapłacenia wszystkich przewidzianych w umowie, a niezapłaconych rat. Pomniejsza się je wówczas o korzyści, jakie finansujący uzyskał wskutek ich zapłaty przed umówionym terminem rozwiązania umowy leasingu.

– Dopiero gdy nie będą spełnione te warunki, leasingobiorca może argumentować, że wypowiedzenie umowy leasingu nastąpiło niezgodnie z prawem. Wszelkie postanowienia umowne mniej korzystne dla leasingodawcy są nieważne – podpowiada Marek Malinowski, doradca podatkowy w Taxplan.

Przychód leasingodawcy

Umowy leasingowe zawierają zazwyczaj zapisy gwarantujące finansującemu (leasingodawca) odszkodowanie na wypadek przedterminowego rozwiązania umowy. Dotyczy to także przypadku, gdy jest to skutkiem opóźnieniem w spłacie rat leasingowych przez leasingobiorcę. Anna Fierek, konsultant w TPA Horwath, tłumaczy, że takie odszkodowanie jest dla leasingodawcy opodatkowanym przychodem.

Marek Malinowski, dodaje, że leasingodawca powinien zaliczyć je do przychodów na zasadach kasowych. Potwierdził to NSA w wyroku z 30 maja 2006 r. (sygn. akt II FSK 699/05).

– Oznacza to, że przychód dla celów podatkowych powstaje nie w momencie wystawienia noty obciążeniowej, lecz dopiero w chwili rzeczywistej zapłaty odszkodowania – wyjaśnia Grzegorz Proksa, konsultant w PwC, biuro w Krakowie.

Fiskus: nie ma kosztów

Załóżmy, że doszło do realizacji najgorszego scenariusza, czyli rozwiązania umowy leasingu i zapłaty przez firmę odszkodowania. Wydawać by się mogło, że skoro takie odszkodowanie jest przychodem leasingodawcy, to będzie kosztem podatkowym u drugiej strony, czyli przedsiębiorcy. Niestety tak nie jest. Anna Fierek, zwraca uwagę, że organy podatkowe konsekwentnie odmawiają leasingobiorcom możliwości zaliczenia zapłaconego odszkodowania do kosztów uzyskania przychodów.

Grzegorz Proksa tłumaczy, że dzieje się tak dlatego, że wydatek ten nie pozostaje w związku z osiąganymi przez leasingobiorcę przychodami. Trudno także przyjąć, iż jego poniesienie wpływa na zachowanie źródła przychodów. Kosztem zaś są takie wydatki, które albo służą osiąganiu przychodów, albo też zabezpieczeniu źródła tych przychodów.

– W istocie zapłata odszkodowania jest bezpośrednim następstwem nadwątlenia źródła przychodów na skutek utraty przedmiotu leasingu – stwierdza Grzegorz Proksa.

Stąd nie ma możliwości zaliczenia odszkodowania do kosztów podatkowych. Ale tylko wtedy gdy rozwiązanie umowy następuje z winy leasingobiorcy. Zdaniem eksperta, inna byłaby kwalifikacja podatkowa odszkodowania, gdyby zostało ono zapłacone przez leasingobiorcę na skutek rozwiązania przez niego niekorzystnej ekonomicznie dla jego firmy umowy leasingu. Wówczas można by je zaliczyć do kosztów podatkowych. Rozwiązanie umowy miałoby bowiem na celu ochronę źródła przychodów przed stratami.

Podobnego zdania jest Anna Fierek, która podkreśla, że rozwiązanie umowy leasingu zazwyczaj spowodowane jest konkretną przyczyną i stanowi odpowiedź na zmianę sytuacji w otoczeniu gospodarczym.

– Z tego też względu decyzja o rozwiązaniu umowy może posiadać cechy decyzji służącej utrzymaniu lub zabezpieczeniu źródła przychodów firmy – podpowiada Anny Fierek. Potwierdził to również WSA w Łodzi w wyroku z 10 lutego 2010 r. (sygn. akt I SA/Łd 1059/09).

Na szczęście w wyniku przedterminowego zakończenia umowy podatnik nie jest zobowiązany do korekty dotychczas zaliczonych do kosztów podatkowych opłaconych rat leasingowych. Nadal są one kosztem.

Komentarze: 3

  • 1: a z IP: 83.4.218.* (2011-07-12 17:15)

    Leasing, to potworek wymyślony, żeby ktoś miał na czym kręcić lody, a opłaca się tylko dlatego, że do tej przedziwnej konstrukcji (ni to nabycie, ni to dzierżawa) stworzono preferencje podatkowe. A już leasing dla konsumentów, którzy sobie nie mogą nic wrzucić w koszty, to tego w ogóle nie rozumiem, zresztą tak samo, jak tzw. życia na kredyt. Podobnie nie rozumiem, dlaczego, jesli już się bierze kredyt, to nie bezposrednio w banku, tylko przez jakieś dziwne instytucje pośredniczące, króre dodatkowo zarabiają. Dziwny jest ten kapitalizm.

  • 2: przedsiębiorca z IP: 77.254.213.* (2011-07-14 00:46)

    jest dobra recepta: olać leasing i kredyt i rozwijać się 'za swoje'. Wbrew pozorom można.

  • 3: konsument z IP: 83.22.198.* (2011-07-16 12:25)

    Tym światem niestety rządzą ci, którzy mają forsę, czyli banki i przeróżne "parabanki", a także tzw. firmy leasingowe. To dla nich konstruuje się przeróżne hybrydowe instytucje, takie jak ten cały "leasing" i tworzy dla czegoś takiego specjalne przepisy podatkowe, to w ich interesie jest, żeby ludzie się zadłużali i kupowali na kredyt także to, co im nie jest potrzebne. Dlatego, tak jak napisał "przedsiębiorca", najlepiej olać hałaśliwe reklamy i nie żyć na kredyt, jesli to nie jest niezbędnie potrzebne. Dotyczy to zresztą zarówno konsumentów, jak i przedsiębiorców. Jeśli mnie na coś nie stać, to tego nie kupuję! Nie biorę kredytu pod hasłem: "Jakoś to będzie". Podobnie firmę, jak się okazuje, można rozwijać nie dając zarobić tym, którzy nawet diabłu daliby chętnie kredycik...

Twój komentarz
Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut.

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Serwis Księgowy Gazety Prawnej poleca

Hipoteka obniży podatek

zobacz więcej

Zapisz się na bezpłatny newsletter Gazety Prawnej

Sonda:

Czy uważasz, że pożyczka od dewelopera to dobre rozwiązanie?

Wyszukaj w Encyklopedii

Galerie zdjęć

Twarze Biznesu

Zapisz się na bezpłatny newsletter