Ostatnio coraz częściej można spotkać reklamy kart płatniczych, przy których pojawia się informacja, że są one zwolnione z podatku. Oferowane karty są tzw. kartami przedpłaconymi (kartami podarunkowymi), czyli takimi, na których znajduje się już określona kwota pieniędzy. Osoba otrzymująca taką kartę może swobodnie je wydać. Pomysł jest taki, by karty takie pracodawcy kupowali jako bonusy dla swoich pracowników. W istocie karty te mają pełnić funkcję elektronicznych bonów towarowych. Bony towarowe przekazywane pracownikom jeszcze nie tak dawno zwolnione były z podatku. Teraz fiskus je opodatkowuje. Stąd ciągłe poszukiwanie czegoś, co mogłoby je zastąpić. Cały kłopot polega na tym, by znaleźć takie rozwiązanie, które dawałoby dodatkowy bonus w postaci zwolnienia tego świadczenia z PIT. I takim pomysłem mają być przedpłacane karty. Zdaniem firm je oferujących karty są zwolnione z podatku, bo znajdują się na nich środki pieniężne. A lipcowa nowelizacja ustawy o PIT zwolniła z tego podatku świadczenia pieniężne finansowane z zakładowego funduszu świadczeń socjalnych. Wystarczy zatem zakupić kartę ze środków tego funduszu, by móc przekazać ją pracownikowi bez żadnych konsekwencji podatkowych. Byle tylko kwota znajdująca się na karcie nie była wyższa niż 380 zł, twierdzą firmy sprzedające karty.

Bardziej ostrożni są eksperci podatkowi. Kłopot polega na tym, że środki z tego funduszu powinny finansować działalność socjalną zakładu. To, czy tak się dzieje, mogą badać przedstawiciele fiskusa. Gdy okaże się, że nie taki był cel zakupu kart, podatek trzeba będzie zapłacić.