W jednej z ostatnich sond GP przeprowadzonych wśród internautów, (www.gazetaprawna.pl/sondy/), na pytanie czy planując inwestycje giełdowe oparłbyś się na sprawozdaniu finansowym firmy, w którą chcesz zainwestować, niespełna 40 proc. głosujących odpowiedziała twierdząco. Wyciąganie wniosków z analizy sprawozdania finansowego, to jeden z głównych elementów analizy fundamentalnej w inwestycjach kapitałowych obok analizy wskaźników makroekonomicznych oraz sytuacji w danej branży, czy sektorze.

Rzetelność sprawozdań

Bilanse, rachunki zysków i strat, przepływy pieniężne, czy niejednolite zasady rachunkowości stosowane przez spółki, to informacje, które nie raz potrafiły skutecznie zniekształcić rzeczywistą ekonomiczną wartość i siłę rynkową emitenta. Jeśli uwzględnić przy tym, co jakiś czas pojawiające się informacje o manipulacjach zapisami księgowymi w celu zatajenia rzeczywistej kondycji finansowej spółki, to trudno się dziwić, że tak niewielu inwestorów ocenia za rzetelne prezentowane sprawozdania – wyniki innej sondy GP pokazały, że ponad 90 proc. internautów nie wierzy informacjom zawartym w sprawozdaniach i komunikatach spółek giełdowych.

Na te wyniki trzeba przyjąć jednak dużą poprawkę, bowiem inwestorzy zazwyczaj nie zachowują się racjonalnie i nie kierują się fundamentami, lecz emocjami. Dynamika zmian wyceny nawet mocnych i dobrze zarządzanych spółek w ostatnich kilkunastu miesiącach była porównywalna z wycenami spółek „śmieciowych” – źle zarządzanych i nieefektywnie alokujących kapitał akcjonariuszy. Obserwowane w ostatnich kilkunastu miesiącach szczyt hossy, czy dołek bessy (o ile już nastąpił) to tylko skrajne sytuacje, kiedy zachowania rynku są całkowicie oderwane od czynników fundamentalnych.

Równanie do średniej

Czy zatem analiza fundamentalna przestaje mieć znaczenie? A może też Warrena Buffetta – giełdowego geniusza, którego podstawowym narzędziem analitycznym jest właśnie analiza fundamentalna, należy uznać za naiwniaka? Bynajmniej, nikt tak jak on nie potrafi przecież równie skutecznie identyfikować perspektywicznych spółek. Pod koniec zeszłego roku, gdy rynek ogarnęła panika, on spokojnie budował portfel inwestycyjny z amerykańskich spółek, z pełną świadomością tego, że na atrakcyjne stopy zwrotu będzie musiał czekać nawet kilka lat.

Po raz kolejny wiedział jednak co robi – pokaźne zyski, dzięki „mini hossie”, przyszły już po pierwszym kwartale tego roku. Dzięki żelaznej strategii inwestycyjnej, świadomości cyklów koniunkturalnych i giełdowej intuicji ten wielki inwestor od kilkudziesięciu lat wybiera z rynku prawdziwe perły inwestycyjne. Ta giełdowa intuicja przejawia się jednak w tym, że tak naprawdę wycena rynku nigdy nie powinna być aż za nadto oderwana od średniej – tj. od pewnego stanu równowagi, co dotyczy zarówno trendu wzrostowego, jak i spadkowego. To dlatego jego słynna giełdowa maksyma, kupuj gdy inni sprzedają, sprzedawaj, gdy inni kupują, tak często się sprawdza.

Kontrola emocji

Dlaczego zatem większość indywidualnych inwestorów nie osiąga na giełdzie spektakularnych wyników, a wręcz przeciwnie, ponosi straty? Można by powiedzieć, że nie potrafią tak skutecznie identyfikować atrakcyjnych spółek. To też, ale przede wszystkim nie potrafią określić długiego horyzontu inwestycyjnego, nie są cierpliwi ani konsekwentni w swoich decyzjach – działają krótkoterminowo i oczekują szybkiego zysku. A przecież rynek akcji to rynek transferu pieniędzy od aktywnych do cierpliwych.

Mózg każdego człowieka jest jednak tak skonstruowany, że najsilniejsze bodźce emocjonalne generowane są przez wizje szybkiego i łatwego zysku. To dlatego z taką łatwością i często bez głębszego zastanowienia ludzie wpłacają pieniądze na lokaty. Oczekiwanie nawet niewielkiego, ale natychmiastowego zysku jest silniejsze, aniżeli oczekiwanie na wysokie zyski w przyszłości – w dodatku niekoniecznie pewne.

Warren Buffett z całą pewnością doświadcza jednak takich samych emocji, jak pozostali inwestorzy – pod względem emocjonalnym, jest człowiekiem jak każdy inny. W przeciwieństwie jednak do przeciętnego inwestora nauczył się rozpoznawać i kontrolować emocje, a przede wszystkim odpowiednio wcześniej je korygować. To jednak nie wszystko, bowiem, poprzez swój holding inwestycyjny, może pozwolić sobie na inwestowanie środkami, które są tylko i wyłącznie do tego przeznaczone. Inwestor indywidualny, z reguły nie ma takiej możliwości – ryzykuje własnymi, zaoszczędzonymi pieniędzmi. Ryzyko ich utraty jest tak paraliżujące, że na rynku inwestorzy często zachowują się w sposób paniczny.