statystyki

Przywileje podatkowe twórców: Dowartościowanie elit czy zbiorowe oszustwo

autor: prof. Jerzy Cieślik15.06.2018, 06:56; Aktualizacja: 15.06.2018, 07:46
pianino, fortepian, muzyka poważna

pianino, fortepian, muzyka poważnaźródło: ShutterStock

Coraz częściej zwracamy uwagę na dylematy etyczno-moralne związane z naszym systemem podatkowym. Czy słuszne jest zabieranie, poprzez dodatkowe podatki, bogatym i dawanie biednym? A jeśli tak, to czy przeznaczać te pieniądze na program 500+, czy może na poprawę warunków życia osób niepełnosprawnych i ich opiekunów. Bo na wszystko nie wystarczy.

Tymczasem całkowicie poza zainteresowaniem opinii publicznej są nie mniejsze wątpliwości natury etyczno-moralnej związane z inną regulacją podatkową, która znajduje się w ostatniej fazie procedowania przez Sejm i Senat i wkrótce trafi na biurko prezydenta. Chodzi o rozszerzenie przywileju dla twórców związanego z możliwością skorzystania z 50 proc. ryczałtu na koszty uzyskania przychodu.

Fundamentalną zasadą prawa podatkowego jest możliwość odliczenia kosztów od uzyskanego przychodu – opodatkowaniu podlega dochód wynikający z tego pomniejszenia. Oczywiście fiskus wymaga, by koszty były udokumentowane i faktycznie związane z osiągniętym przychodem. Twórcy, jeszcze w latach 20. XX w., zostali objęci systemem ryczałtowym. Jego modelowym adresatem był malarz, który musiał wynająć pracownię, zakupić sztalugi, farby i pędzle, a do tego nie miał głowy do prowadzenia rachunków. By uprościć rozliczenie podatku, przyjęto systemowe założenie, że jego koszty stanowią 50 proc. przychodu, co nie wymagało dalszego udokumentowania. Jeśli zatem artysta sprzedał obraz za 6 tys. zł, to podstawą opodatkowania było 3 tys. zł.

Ryczałt na nieistniejące koszty

Ta logika obowiązuje do dziś, a twórcy z lubością powołują się na historyczne korzenie rozwiązania, choć ma ono niewiele wspólnego ze współczesnymi realiami. Kilkadziesiąt lat temu z 50-proc. ryczałtu korzystały elitarne grupy twórców, tymczasem – według danych Ministerstwa Finansów – w 2015 r. z tego przywileju skorzystało aż 456 tys. osób. Co więcej, znaczna ich część prowadziła działalność uznaną przez fiskusa za twórczą w ramach stosunku pracy, choć przecież w takim wypadku wszelkie dodatkowe koszty ponosi pracodawca. Szczególnie wątpliwa w wymiarze etyczno-moralnym jest sytuacja, gdy np. naukowcy uzyskują grant na prowadzone badania, który pokrywa wszystkie koszty – także zakupu aparatury, literatury, wyjazdów na konferencje itp. A mimo to wynagrodzenia członków zespołu badawczego są opodatkowane z uwzględnieniem 50-proc. ryczałtu na koszty.


Pozostało jeszcze 68% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 97,90 zł
Zamów abonament

Mam kod promocyjny

Polecane

Reklama

Komentarze (1)

  • 007KAL(2018-07-04 13:46) Zgłoś naruszenie 00

    Mam podejrzenia dlaczego powyższy artykuł ukazał się w tym czasie, ale dlaczego jest tak mało profesjonalny to jest dla mnie zagadka. Podatki powinny być sprawiedliwe i proste. Moim zdaniem w Polsce nie są sprawiedliwe i nie są proste. (Dla mnie) kwota wolna od podatku ma wartość zero, koszty uzyskania przychodu, które mogę wpisać do PIT nie mają nic wspólnego z realnymi kosztami, które ponoszę, aby uzyskać przychód. Podany w artykule przykład naliczania 50% kosztów uzyskania przychodu w sytuacji, gdy - konkretny przypadek - pracownicy uczelni realizują grant ma drugie dno. Pozyskany przez pracowników uczelni grant z zasady jest pomniejszony o 60-70% przez naliczenie kosztów przez uczelnię. Nagle sale są bardzo cenne, nagle jest cała tabelka kosztów wydziałowych, ogólnouczelnianych, bo uczelnia musi z czegoś żyć, a z nieba (ministerstwa) kapie mało a rektorzy i dziekani nie mają pojęcia o racjonalnym gospodarowaniu i mają bardzo duże rodziny, które lubią pracować w administracji centralnej uczalni, która "nic nie musi". Aby jednak tym, co grant muszą zrobić się chciało jest furtka - 50% kosztów uzyskania przychodu. Małe brutto, relatywnie duże netto a przy okazji ... pożyczka z emerytury. 50% koszty uzyskania przychodu liczone ryczałtem były do pierwszego kwartału 2018 roku standardem dla etatowej pracy naukowców i dydaktycznych. Już nie są i dlatego duża większość dostaje płacę na poziomie 3700 zł na rękę, czyli mniej 350-400 zł niż wcześniej. Patrząc kieszenią to jest nie całe dwa razy więcej niż płaca minimalna, więc zamiast dyskutować (Panie Redaktorze) o kosztach warto zacząć dyskutować o dochodach netto i przyczynach. Poprzedni Jaśnie Nami Rządzący zamiast dawać podwyżki naukowcom pozwalali im na oświadczanie, że mają prawo do 50% kosztów uzyskania od 30%, 50%, a później 90% płacy brutto (części pracowniczej). Teraz można było to zabrać jednym e-listem rektora, bo dostał inną interpretację przepisów przygotowaną przez 75-zastępcę sekretarza w MF, a co więcj można (jak się będzie chciało), że oświadczenie były .....

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Polecane