Inicjatywa powołania komisji śledczej, która zajmie się wyłudzeniami VAT za poprzedniego rządu, zyskuje zwolenników. Temat wywołał wicepremier Mateusz Morawiecki. Dziś jest za nią także klub Kukiz’15, Nowoczesna, a nawet PO.

Opisywaliśmy ponadpartyjne porozumienie, które w 2008 r. doprowadziło do wyrzucenia z ustawy o podatku od towarów i usług 30-proc. sankcji w VAT i umożliwiło rozliczanie kwartalne wszystkim podmiotom. Na przykładzie Wojciecha Śliża pokazywaliśmy też, jak na przestrzeni lat zmieniało się myślenie o szczelności systemu podatkowego. W lutym 2017 r. Śliż dołączył do nowej ekipy w MF, która zajmuje się odbudową dochodów podatkowych. W 2008 r. doradzał zaś komisji „Przyjazne Państwo” usunięcie z przepisów sankcji.

Budżet nie stracił, firmy zyskały

Prawie dekadę temu posłów łączyła chęć ulżenia przedsiębiorcom (co przy okazji ośmieliło podatkowych wyłudzaczy). Dzieliły ich za to poglądy na temat tego, jak ograniczać skalę oszustw. Przykładem jest wprowadzanie przez koalicję PO–PSL odwróconego obciążenia podatkiem od towarów i usług (ang. reverse charge). To mechanizm, który przerzuca obowiązek rozliczania VAT ze sprzedawcy na nabywcę.

– W krytycznej sytuacji, w jakiej znalazł się polski VAT, wprowadzenie tego mechanizmu na szczególnie wrażliwe grupy towarowe było jedynym szybkim rozwiązaniem zapewniającym ochronę wpływów podatkowych przed przestępczością karuzelową – mówi Radosław Piekarz, doradca podatkowy i partner w kancelarii A&RT.

Opór wobec tego pomysłu w 2013 r. zgłaszał PiS. Wtedy odwrócone obciążenia miało objąć m.in. wyroby stalowe. O jego wprowadzenie apelowali m.in. dystrybutorzy stali, przedstawiciele branży paliwowej czy izba gospodarcza metali nieżelaznych. PiS opierał się wówczas na opinii prof. Witolda Modzelewskiego, w latach 1992–1996 wiceministra finansów odpowiedzialnego za przebudowę systemu podatkowego.

– Mamy ten list prof. Modzelewskiego oraz zainteresowanych podmiotów, które reprezentują poszczególne branże. W związku z dosyć mocnymi, fundamentalnymi tezami zawartymi zwłaszcza w opinii prof. Modzelewskiego wnoszę o to, żebyśmy uzyskali opinię Biura Analiz Sejmowych, ponieważ te tezy to nie są uwagi o charakterze, jak to się mówi, redakcyjnym, ale to jest podważenie sensowności tej regulacji, że tak powiem, co do zasady, co do fundamentów – mówił na posiedzeniu komisji Paweł Szałamacha, wówczas poseł PiS, później minister finansów. Rząd nie chciał zamawiać kolejnych opinii, wskazując, że wprowadzenie odwróconego VAT w 2011 r. na obrót złomem z 2011 r. zadziałało. Zaś objęcie mechanizmem kolejnych towarów – ze względu na skalę wyłudzeń – trzeba robić szybko.

Posłowie PiS obszernie referowali list, który poddawał w wątpliwość rządowe uzasadnienie. – Chciałem przypomnieć, prof. Modzelewski jest, było nie było, najwybitniejszym znawcą prawa podatkowego, przede wszystkim podatku od towarów i usług. Według jego ocen, pisze wprost: zamiast planowanych 126 mld zł wpływów z podatku, po wprowadzeniu tych zmian wpływy spadną do poziomu 106 mld zł. Wyraźnie dowodzi, że ta zmiana, to tak zwane odwrócone obciążenie, prowadzi do poważnych strat Skarbu Państwa. Zwłaszcza w obecnej sytuacji budżetowej wydaje mi się, że powinniśmy się głęboko zastanowić – wtórował wówczas poseł PiS, a obecnie członek Rady Polityki Pieniężnej prof. Jerzy Żyżyński.

Ale wprowadzenie reverse charge nie doprowadziło do załamania dochodów budżetowych.

– W żadnym wypadku nie można mówić, że mechanizm odwrotnego obciążenia zadziałał przeciwnie, niż zamierzał rząd, i doprowadził do kolejnego zmniejszenia wpływów z VAT, a co zdawali się sugerować i niektórzy eksperci, i posłowie. Jeżeli coś można zarzucić poprzedniemu rządowi, to zbyt wolne wprowadzanie mechanizmu do polskiego systemu prawnego. Jednak tu na przeszkodzie stał Sejm i Senat – przypomina Radosław Piekarz.

Szałamacha: „Nie było sprzeciwu z naszej strony”

Potwierdza to raport think tanku CASE, który wskazuje, że reverse charge na wyroby stalowe pozwolił zmniejszyć straty budżetu państwa o 424 mln zł i doprowadził do wzrostu dochodów firm o 500 mln zł. Eksperci CASE przyznają jednak, że przestępcy przerzucili się na inne kategorie towarów.

Paweł Szałamacha na posiedzeniu plenarnym Sejmu wskazywał też, że: „Odwrócony VAT niszczy fundament, a więc zmienia, że tak powiem, paradygmat podatku VAT-owskiego jako takiego, w związku z tym deklarowany cel Ministerstwa Finansów, czyli uszczelnianie systemu, likwidowanie luk aksjologicznych, całego tego zjawiska, patologii, nie zostanie spełniony, albo jest to sensowne, logiczne, zdroworozsądkowe rozwiązanie, w związku z tym dlaczego nie rozszerzyć go na inne grupy towarów bądź zgoła dokonać takiej zmiany systemowej po prostu w VAT? Skoro on doskonale eliminuje sferę patologii, to być może należy objąć nim wszystkie grupy towarowe”.

– Gdyby został wprowadzony w sposób generalny, wpływy z VAT byłyby odsunięte w czasie ze szkodą dla budżetu – wyjaśnia Piekarz.

Ostatecznie Szałamacha z sejmowej mównicy zapowiedział, że PiS jest za uszczelnieniem podatków, ale w tym przypadku wstrzyma się od głosu, „ważąc ryzyko proponowanych rozwiązań”. Tak samo zagłosowała Solidarna Polska i większość SLD. Za odrzuceniem projektu był Ruch Palikota, pięciu posłów SLD, dwóch z PiS, jeden z Solidarnej Polski oraz dwóch niezrzeszonych.

Spytaliśmy Pawła Szałamachę, dlaczego PiS oponował w 2013 r. przeciwko wprowadzeniu reverse charge. – Nie było żadnego sprzeciwu z naszej strony co do samej idei wprowadzenia VAT odwróconego. W 2013 r. pytaliśmy rząd o przedstawienie uzasadnienia wprowadzenia VAT odwróconego. O podanie argumentów przemawiających za tym rozwiązaniem, tym bardziej że prof. Modzelewski, osoba, która wprowadzała VAT w latach 90., wysłał list, w którym przestrzegał przed takim krokiem. W związku z brakiem odpowiedzi wstrzymaliśmy się od głosu – mówi nam były minister finansów, a obecnie członek zarządu NBP.

Kontrowersyjne, ale skuteczne rozwiązanie

Pierwszy raz do polskiego prawa wprowadzono odwrócone obciążenie VAT w 2011 r. Wtedy rozwiązanie dotyczyło handlu złomem i prawami do emisji CO2. Projekt już wtedy nie zyskał poparcia PiS. Sprzeciw był jednak motywowany przede wszystkim zapisami związanymi z VAT na przeładunki w portach morskich. Kilka miesięcy później kolejna nowelizacja przepisów doprecyzowująca listę towarów objętych mechanizmem reverse charge była poparta jednomyślnie. Podobnie jak wprowadzanie mechanizmu na elektronikę (m.in. telefony, smartfony, laptopy) w 2015 r. Te zmiany nie budziły już kontrowersji i zostały szybko uchwalone. Chociaż przedstawiciele PiS wciąż wątpili w skuteczność odwróconego VAT. Kilka miesięcy później przestali. Sam Paweł Szałamacha sięgnął zaś po reverse charge w 2016 r., gdy zasiadał w fotelu ministra finansów. Jeszcze zanim zwolnił go dla Mateusza Morawieckiego w resorcie powstała szeroka nowelizacja przepisów VAT. Zgodnie z nią mechanizm odwróconego obciążenia podatkiem został w 2017 r. rozszerzony o część usług budowlanych, procesory oraz niektóre metale szlachetne.

Eksperci wskazują jednak, że o ile mechanizm odwróconego VAT przyniósł dobre owoce, to nie jest wolny od wad.

– Po objęciu odwrotnym obciążeniem obrotu złomem, produktami stalowymi czy też elektroniką ograniczone zostały wyłudzenia w tych branżach. Nie zahamowało to jednak narastania wyłudzeń VAT. Przestępcy szybko przerzucali się na sprzedaż innych towarów, nieobjętych odwrotnym obciążeniem, takich jak np. olej roślinny, folia, warzywa. Ustawodawca rozszerzał katalog towarów objętych odwrotnym obciążeniem, przy czym zawsze był o dwa kroki za przestępcami – podkreśla Arkadiusz Łagowski, doradca podatkowy w Grant Thornton.

Jego zdaniem stosowanie odwrotnego obciążenia VAT na dłuższą metę nie jest właściwą drogą. Powinno dotyczyć jedynie miejsc, gdzie wyłudzenia są wyjątkowo wysokie, ale należy unikać wprowadzania go, jeśli istnieje ryzyko pogorszenia płynności danej branży. Taka sytuacja ma miejsce w tym roku w budowlance.