Od 2019 r. zmienił się termin zawiadamiania o wyborze zaliczki uproszczonej na PIT i CIT. W praktyce daje to szansę obniżenia wpłacanych kwot nawet w trakcie roku, choć teoretycznie przepisy na to nie pozwalają. Pytanie, jak podejdą do tego organy podatkowe.

Ciekawe, co na to fiskus

Zasadą jest, że przedsiębiorcy płacą zaliczki na PIT i CIT co miesiąc od uzyskanego w tym czasie dochodu. Przepisy przewidują jednak odstępstwa od tej reguły. Niektórzy podatnicy (mali oraz rozpoczynający działalność gospodarczą) mogą regulować zaliczki raz na kwartał. Można też wybrać uproszczoną formę. Polega ona na tym, że zaliczki płaci się nie na podstawie bieżących wyników, lecz dochodu sprzed dwóch, a nawet trzech lat. Tę metodę – jak zastrzegają ustawa z 26 lipca 1991 r. o podatku dochodowym od osób fizycznych (t.j. Dz.U. z 2018 r. poz. 1509 ze zm.; dalej: ustawa o PIT) i ustawa z 15 lutego 1992 r. o podatku dochodowym od osób prawnych (t.j. Dz.U. z 2018 r. poz. 1036 ze zm.; dalej: ustawa o CIT) – wybiera się z góry na cały rok. Ale począwszy od 2019 r. o wyborze informuje się dopiero po zakończeniu roku – w składanym zeznaniu. Nieuchronnie rodzi się więc pytanie – co w sytuacji, gdy podatnik pomyli się w wyliczeniu zaliczki? Czy jeżeli błąd wykryje np. w marcu, czerwcu bądź w październiku, to odbierze mu to prawo do uproszczonej formy? Jeśli nie, mogłoby to prowadzić do wniosku, że w trakcie roku można zmienić tryb rozliczania się z fiskusem z bieżących dochodów. A stąd już prosta droga do swobodnego ustalania wysokości zaliczek – w zależności od aktualnych możliwości płatniczych firmy. Paradoksalnie na taką elastyczność nie pozwala wybór zaliczki kwartalnej, choć tu akurat przepisy wydają się dużo bardziej liberalne.