Wpływy dwukrotnie niższe od zakładanych i wejście w życie niemal pół roku później. To efekt korekty pomysłów na podatek handlowy
Dziennik Gazeta Prawna
Prawie pół roku trwały prace w rządzie nad podatkiem handlowym. Efekt to duża korekta rozwiązań, z którymi PiS wyszedł jeszcze w trakcie kampanii. Głównym celem było obciążenie daniną dużych sieci handlowych i przez to zwiększenie konkurencyjności mniejszych sklepów. Kolejnym – wpływy budżetowe, które niemal rok temu szacowano na nawet 3,5 mld zł rocznie. Projekt, który obecnie przyjął rząd, zakłada prawie dwukrotnie mniejsze wpływy dla państwa, mają one wynieść 1,9 mld zł rocznie. Jednak nowy podatek będzie można zaliczać w koszty, więc będzie zmniejszał CIT, dlatego faktycznie budżet ma zyskać na nowej daninie mniej, bo 1,5 mld zł rocznie. W tym roku ma to być jeszcze mniej, bo tylko 640 mln zł, gdyż będzie pobierany niepełne pół roku.
Reklama
Tak duża zmiana oczekiwanych skutków wynika m.in. ze zmiany stawek. W jednym z wariantów kampanijnego projektu były trzy: 0,5 proc., 1,5 proc. i 2 proc. podatku. A samo płacenie zaczynało się od obrotów na poziomie 700 tys. zł miesięcznie, tymczasem obecnie obciążenie zaczyna się od 1,7 mln zł miesięcznie, a stawki mają wynieść 0,8 proc. i 1,4 proc. przy 170 mln zł miesięcznie.

Reklama
Kilka miesięcy trwały konsultacje i próby godzenia różnych oczekiwań. Pierwsza rządowa wersja przedstawiona przez Ministerstwo Finansów już pod koniec stycznia została oprotestowana przez handlowców, w tym przez mały i średni krajowy handel, który teoretycznie nowa ustawa miała wspierać. Projekt nie tylko wprowadzał wyższe stawki za handel w weekendy, ale też opodatkowywał obroty uzyskiwane pod jedną marką. To ostatnie rozwiązanie uderzało m.in. w sieci franczyzowe skupiające małe firmy, niepowiązane ze sobą kapitałowo. I było jednym z bezpośrednich powodów, dla których handlowcy działający w takich sieciach przyszli protestować pod Sejm. Niepochlebne recenzje wystawili projektowi MF również koledzy z rządu, krytykując m.in. opodatkowanie sprzedaży przez internet.
To, co przyjął wczoraj rząd, to rozwiązanie kompromisowe. Ale ta wersja też ma kilka wad. Rezygnując z opodatkowania obrotów pod jedną marką i decydując się na zasadę, że bazą do wyliczania podatku będą przychody uzyskiwane pod jednym numerem NIP, zwolniono z niego sieci franczyzowe, ale jednocześnie i te, które działają w formule „jeden sklep – jedna spółka komandytowa”. Taki schemat wykorzystują m.in. duże zagraniczne sieci sprzedające sprzęt RTV-AGD. Posłowie rządzącego PiS już zapowiadają, że przyjrzą się sprawie w czasie prac nad projektem w parlamencie.
Dużo kontrowersji budzi również zwolnienie sprzedaży przez internet. Od początku przeciwny takiemu zwolnieniu był poseł Adam Abramowicz z PiS, przewodniczący Parlamentarnego Zespołu na rzecz Wspierania Przedsiębiorczości i Patriotyzmu Ekonomicznego. Jego zdaniem sprzedaż w sieci jest tylko jedną z form zamówienia towaru, zaś wiele sklepów używa obu kanałów dystrybucji równolegle, oferując towar w sklepie stacjonarnym, jak również w sieci. W obu przypadkach sprzedaż jest przecież ewidencjonowana, potwierdzona wydaniem paragonu z kasy i na dobrą sprawę nie powinno być żadnych formalnych przeszkód, by obrót uzyskiwany w sieci również opodatkować.
Jednak nawet jeśli w życie wejdzie wersja przyjęta przez rząd, to wcale nie musi oznaczać końca historii wprowadzania podatku handlowego. Warszawa będzie prawdopodobnie musiała tłumaczyć Brukseli, dlaczego zdecydowała się na wariant podatku progresywnego, który Komisja Europejska zdążyła już oprotestować przy okazji pierwszego projektu. Protestować w tej sprawie zamierzają duże sieci handlowe zrzeszone w Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji. KE może więc wymóc na polskim rządzie poważne zmiany w ustawie, zarzucając mu np. stosowanie niedozwolonej pomocy publicznej dzięki stosowaniu wysokiej kwoty wolnej w podatku.
W jakim kierunku mogłyby pójść zmiany? Ministerstwo Finansów od dawna analizowało wariant uzależnienia wielkości podatku od powierzchni handlowej. Opodatkowany miałby być metr kwadratowy powierzchni ponad ustalony próg. Przy czym rozważane są dwa scenariusze: w pierwszym trafiałby on – jako drugi rodzaj lokalnego podatku od nieruchomości – do samorządów. Proporcjonalnie pomniejszano by im za to ich udział we wpływach z PIT. Druga propozycja – trudniejsza do przeprowadzenia legislacyjnie – to bezpośredni udział w podatku od nieruchomości budżetu centralnego.
Podatek od handlu naliczany od powierzchni nie jest w Europie niczym nowym. Stosują go niektóre regiony w Hiszpanii (KE zgłaszała do nich zastrzeżenia po protestach organizacji handlowców) oraz Francja. Francuska wersja (tzw. tascom), niebudząca jak dotąd kontrowersji, to hybryda podatku obrotowego i quasi-podatku od nieruchomości. Są dwa limity: powierzchni (400 mkw.) i wielkości obrotu (460 tys. euro rocznie). Podstawą opodatkowania jest obrót na metr kwadratowy, przy czym do ustalenia stawek też są stosowane progi. ©?