HANDEL Obroty 10 największych firm handlujących artykułami spożywczymi są trzy razy większe niż 30 sklepów z branży RTV i budowlano-remontowej
Resort finansów i politycy PiS nigdy nie ukrywali, że zasadniczym celem wprowadzenia podatku handlowego jest zwiększenie konkurencyjności drobnych polskich sklepikarzy wobec zagranicznych potentatów. Zaproponowana w poniedziałek konstrukcja daniny powoduje jednak, że rozłożenie podatku będzie nierównomierne.
Na pewno największym płatnikiem zostanie właściciel dyskontów Biedronka, których sprzedaż zbliżyła się w zeszłym roku do 40 mld zł. Gdyby cały ten wynik był obłożony nową daniną, to Geronimo Martins Polska oddałby fiskusowi około 0,5 mld zł. Jak wynika z naszych wyliczeń (wykonanych na podstawie raportu Euro-netu, obejmującego wyniki sprzedaży największych sklepów w 2014 r.), gdyby przed dwoma laty istniał podatek handlowy, to 20 największych firm w branży spożywczej mogłoby odprowadzić z jego tytułu nawet 1,7 mld zł. Tyle że to wynik wyśrubowany, który trudno będzie osiągnąć, bo np. firmy oparte na franczyzie podatku nie zapłacą. Na tej zasadzie druga pod względem obrotów po Jeronimo Martins firma – czyli Eurocash – w zasadzie nie zostanie objęta podatkiem jako właściciel sieci franczyzowych, takich jak Delikatesy Centrum czy Lewiatan. Jej obroty to ponad 60 proc. obrotów Biedronki. Po odliczeniu z podatku firm opartych na franczyzie wyliczony przez nas podatek spada do nieco ponad miliarda złotych. Ale zapewne nawet ta wielkość będzie zawyżona. Rozmawialiśmy z jedną z zagranicznych sieci handlowych i wyliczony przez nią podatek był mniej więcej o jedną trzecią niższy niż wyliczony przez nas na podstawie danych o sprzedaży. Dlatego że część obrotów wynika ze sprzedaży na faktury lub trafia do franczyzobiorców danej sieci.