To, co zostanie rozstrzygnięte w sprawie z interpretacji indywidualnych, rzadko wraca do nas w formie decyzji wymiarowych. Sądzę, że to kolejny przywilej obywatelski, od którego trudno byłoby teraz odejść - prof. dr hab. Marek Zirk-Sadowski, prezes Naczelnego Sądu Administracyjnego.

Co Pan sądzi o pomyśle Ministerstwa Finansów, żeby obywatel, który dostanie decyzję administracyjną I instancji, nie odwoływał się do organu II instancji, tylko od razu miał ją skarżyć do sądu?

Coś takiego zrobili ostatnio Austriacy, skracając drogę postępowania administracyjnego. Nie jestem przeciw, ale uważam, że to wymagałoby totalnej reformy całego postępowania administracyjnego. Rozumiem, że za tym pomysłem kryje się plan przyspieszenia całego postępowania. I coś w tym jest. Uważam jednak, że należałoby zacząć od całościowej reformy. Austriacy zrobili to tak, że zlikwidowali II instancję, a za te pieniądze wprowadzili I instancję sądową, której – w przeciwieństwie do nas – nie mieli. Stała więc za tym pewna koncepcja i ją zrealizowano.

Czy sądy administracyjne są przygotowane na większy wpływ skarg? Bo taki chyba mógłby być efekt likwidacji II instancji?

Sądy generalnie muszą być przygotowane na zwiększenie liczby skarg, choćby na skutek ustawy 500 plus. Sądzimy, że znacznie zwiększy ona liczbę skarg do sądów administracyjnych. A mamy już pewne doświadczenia ze sprawami w zakresie pomocy społecznej i wiemy, że z reguły strony skarżą się w nich do końca, łącznie ze skargą kasacyjną.

Wracam więc do pytania: czy sądy sobie z tym poradzą?

Sądy wojewódzkie są dobrze przygotowane. Bardziej skomplikowana jest kwestia NSA. Sądzę, że w przyszłości wymagałoby to zmiany koncepcji składania skarg kasacyjnych. Utrzymanie tak szerokiej – jak to nazywam – „obywatelskiej koncepcji sądu administracyjnego II instancji” byłoby dość trudne.