Reklama
Do końca 2020 r. przepisy o CIT nakazywały – dla celów sporządzania lokalnej dokumentacji cen transferowych – badać bezpośrednie relacje podatnika z powiązanym kontrahentem z raju podatkowego. Od 1 stycznia br. trzeba również sprawdzać rozliczenia tego kontrahenta w rajach podatkowych. Skąd ta zmiana, czy przepisy obowiązujące do końca 2020 r. nie spełniały swojej roli? Czy były w tym zakresie jakieś nadużycia?
Nie było takich sygnałów ani podstaw, żeby tak sądzić. Również podczas kontrolowania transakcji między podmiotami powiązanymi nikt nie zgłaszał nadużyć w tym zakresie. Moim zdaniem jednak już wcześniej obowiązujące przepisy nie spełniały swojego celu, bo były nadmierne. W praktyce jednak były akceptowane przez rynek, bo były proste do stosowania. Jeśli podatnik dokonywał transakcji z podmiotem powiązanym z raju podatkowego, to ponosił tego konsekwencje i musiał sporządzać dokumentację cen transferowych, czyli udowodnić, że transakcja przebiegła na warunkach rynkowych. Oznaczało to, że już wtedy podatnik musiał udowadniać, że nie jest wielbłądem i że kierując się przesłankami biznesowymi, wybrał najlepszą ofertę. Podatnik miał jednak wybór: czy dokonać takiej transakcji i sporządzić dokumentację cen transferowych, czy jej nie dokonywać, unikając tym samym obowiązku.
Czy zmiany wprowadzone od 1 stycznia br., nakazujące sporządzać dokumentację cen transferowych w sytuacji, gdy kontrahent podatnika (również niepowiązany z nim) dokonał zakupu w raju były konsultowane?
Zmiany zostały wprowadzone szybko, było bardzo mało czasu na konsultacje. Uważam natomiast, że są one bardziej rewolucyjne niż nowelizacja w zakresie cen transferowych z 2017 r. Nakazują one poświęcać mnóstwo energii, czasu i środków na sporządzanie dokumentacji w tak absurdalnych sytuacjach, jak opisane w artykule DGP „Podatkowy absurd za kawę w raju”. Przepisy zawierają bowiem automatyczne domniemanie co do rozliczenia z rajem podatkowym. To absurd, bo przecież nie chodzi o sprzedaż np. cementu, samochodu, elektroniki (o wartości 0,5 mln zł rocznie) do raju, ale kontrahentowi np. z Niemiec, z Francji czy z Polski, i to niekoniecznie powiązanemu z podatnikiem. Z definicji takie transakcje są rynkowe, bo nikomu nie zależy na zaniżaniu cen. Zgadzamy się, że walka z rajami powinna mieć miejsce, ale nie w tak absurdalny sposób, jak to zrobiono. Wprowadzono instrumenty, które są nieadekwatne do celów. A jak wiadomo, cel nie uświęca środków.
fot. Bruno Fidrych/Materiały prasowe
Ewelina Stamblewska-Urbaniak, szefowa zespołu cen transferowych CRIDO
Czy chce pani przez to powiedzieć, że podatnik ponosi konsekwencje działań podjętych przez kontrahenta?
Niestety tak. Co więcej, kontrahentowi, który kupił przykładowo kawę na lotnisku w raju podatkowym (np. w Hongkongu czy Monako) nie stawia się takich wymogów, jak podatnikowi, który sprzedaje mu towary. Kontrahent musiałby sporządzić dokumentację dopiero, gdyby jego płatności do raju przekroczyły 100 tys. zł rocznie. Natomiast podatnik musi ją sporządzić niezależnie od tego, czy jego kontrahent kupi w raju wspomnianą kawę za 1 dolara bądź 1 euro czy przeprowadzi milionową transakcję. Innymi słowy, na podmiot, którego nic z rajem bezpośrednio nie łączy, nakładane są większe obowiązki niż na kontrahenta, który zapłacił w raju.
Jakie konsekwencje grożą za brak dokumentacji cen transferowych?
Grożą za to kary. Z drugiej strony ciężko będzie organom podatkowym udowodnić, że transakcja z niepowiązanym kontrahentem miała charakter nierynkowy. W relacji z podmiotami niepowiązanymi trudno wyobrazić sobie sytuację zaniżania cen, takie transakcje z reguły są rynkowe. Nowy wymóg jest więc nikomu niepotrzebną papierologią.
Dodajmy, że został wprowadzony w samym środku pandemii koronawirusa.
Jaka była zatem intencja Ministerstwa Finansów?
W zeszłym roku na forum Unii Europejskiej pojawiła się informacja, że Polska będzie walczyć z rajami podatkowymi. Obrazowo można powiedzieć, że zapowiedziano wycięcie chorej tkanki z organizmu. W praktyce niestety zmiany poszły w tym kierunku, że ucierpiała głównie zdrowa tkanka, czyli uczciwe firmy, a nie została usunięta chora. Mogę się jedynie domyślać, że zamysłem MF było zmotywowanie podatników do unikania współpracy z podmiotami dokonującymi rozliczeń w rajach podatkowych. Prawda jest jednak taka, że praktyka gospodarcza jest dużo bardziej złożona i wiele instytucji finansowych oraz innych podmiotów, np. handlujących elektroniką, ma kontakty z Hongkongiem. Podatnik często nie jest w stanie ani kontrolować rozliczeń swojego kontrahenta, ani im zapobiec.
Czy przygotowany już projekt objaśnień podatkowych ministra finansów nie łagodzi tych wymagań?
Niestety nie, mimo że były takie oczekiwania. Projekt objaśnień niestety potwierdza, że przy jakimkolwiek rozliczeniu kontrahenta z rajem trzeba będzie sporządzić dokumentację cen transferowych.
Ministerstwo sugeruje w projekcie objaśnień zbieranie oświadczeń od kontrahentów, że nie dokonywali oni transakcji z rajem…
Taki wymóg nie wynika z przepisów. W mojej ocenie projekt objaśnień rozszerza obowiązki podatników ponad to, co wynika z ustawy. Ponadto, nawet gdy podatnik uzyska takie oświadczenie, to i tak musi zweryfikować, czy kontrahent go nie oszukał. Proszę sobie wyobrazić sytuację podatników, którzy mają tysiące kontrahentów. W świetle projektu objaśnień mieliby oni zbierać oświadczenia i badać, czy kontrahenci nie dokonywali rozliczeń w rajach podatkowych, choćby nawet o wartości 1 dolara czy 1 euro.
Jakie widzi pani zatem rozwiązanie tego problemu?
Moim zdaniem art. 11o ust. 1a i ust. 1b ustawy o CIT powinny zostać uchylone, ewentualnie ich stosowanie powinno być zawieszone do momentu wypracowania nowych, lepszych rozwiązań. Podobne działania Ministerstwo Finansów podjęło już kilkakrotnie w odniesieniu do nowelizacji przepisów o podatku u źródła. Jeśli natomiast przepisy o dokumentacji cen transferowych nie zostałyby zmienione, to wszyscy oczekują bardziej racjonalnego podejścia fiskusa w interpretacjach i w finalnej wersji objaśnień podatkowych.
Rozmawiał Łukasz Zalewski