Ponad 1,5 tys. decyzji podatkowych zostało uchylonych w 2011 r. Przedsiębiorcy otrzymali z powrotem prawie pół miliarda złotych.
Koszty wadliwych decyzji podatkowych* / DGP

Wojewódzkie sądy administracyjne i Naczelny Sąd Administracyjny (NSA) uchyliły łącznie w zeszłym roku 1554 decyzje organów podatkowych (skarbowych i celnych). W rezultacie podatnicy otrzymali zwrot nienależnie pobranych podatków w wysokości ponad 485 mln zł. Dodatkowo fiskus musiał wypłacić odsetki w wysokości 117 mln zł oraz pokryć koszty postępowań sądowych (2,68 mln zł). To łącznie daje 605 mln zł. Zdaniem ekspertów dane wskazują, że system mógłby działać lepiej, a nieprawidłowości mogłoby być mniej. Z drugiej strony widoczna jest poprawa. Dla porównania, w 2009 r. sądy uchyliły 2039 wadliwych decyzji, a do podatników wróciło ponad 1,5 mld zł.

Za dużo pomyłek

Reklama

– Nie jest istotne, ile pieniędzy zwrócono podatnikom. Ważne jest natomiast, ile razy źle zastosowano prawo. Ponad 1500 błędnych decyzji uchylonych przez sądy to bardzo dużo. Trzeba pamiętać, że każda z nich dotyczyła konkretnych ludzi, bardzo często przedsiębiorców, których firmy w wyniku działań urzędników zostały zagrożone, a niekiedy doprowadzone do upadłości – komentuje Tomasz Michalik, przewodniczący Krajowej Izby Doradców Podatkowych.

Eksperci podkreślają, że liczba uchylonych przez sądy decyzji nie pokazuje, ile naprawdę wadliwych rozstrzygnięć zapadło w urzędach.

Reklama

– Przecież wielu podatników nie odwołało się do sądu i zrezygnowało z walki, uznając, że lepiej zapłacić, niż toczyć spór i czekać na orzeczenie WSA czy NSA – podkreśla Ryszard Sowa, adwokat z kancelarii Olszewski, Tokarski i Wspólnicy. Specjaliści zgodnie też przyznają, że podatnicy walczą z organami podatkowymi zazwyczaj wtedy, gdy chodzi o znaczące kwoty. Drobnych przedsiębiorców po prostu nie stać na spory sądowe, a dużym firmom nie opłaca się bić o mało istotne roszczenia.

DGP

– Co prawda wydawanych jest mniej wadliwych decyzji, ale wyraźnie widać, że organy podatkowe wciąż nie wyciągają wystarczających wniosków z rozstrzygnięć sądowych w sprawach, które przegrywają – ocenia Tomasz Michalik.

– Należy też pamiętać, że postępowanie podatkowe jest dwuinstancyjne i administracja ma możliwość korygowania swoich błędów, zanim sprawa trafi do sądu. Wygląda więc na to, że weryfikacja decyzji w drugiej instancji nie przebiega tak, jak powinna – dodaje Ryszard Sowa. Eksperci oceniają też, że błędne decyzje podatkowe mają wymiar nie tylko finansowy, lecz także społeczny. Nie budują zaufania podatników do państwa. Tworzą niekorzystny klimat do prowadzenia działalności gospodarczej.

Jakie koszty dla budżetu

Artur Nowak, partner w kancelarii Domański Zakrzewski Palinka, zwraca jednak uwagę, że nie należy ulegać magii liczb. Tak naprawdę rzeczywiste koszty błędów urzędników, za które płacą wszyscy, to tylko koszty postępowań sądowych oraz odsetki, które fiskus musi wypłacić w związku z bezprawnym pobraniem podatku lub bezpodstawną odmową zwrotu nadpłaty.

– Nienależnie pobrane podatki, które wracają do podatników po negatywnym dla fiskusa wyroku WSA czy NSA, to kwoty, które nigdy nie powinny się znaleźć w budżecie. Trudno więc o nich mówić z pełnym przekonaniem, że to wydatki pokrywane przez ogół podatników – podkreśla Nowak. W 2011 r. rzeczywiste koszty wadliwych decyzji (koszty postępowań i odsetki) wyniosły więc ok. 120 mln zł.

Z kolei zdaniem Janusza Fiszera, partnera w PwC, docenta Uniwersytetu Warszawskiego, kwoty, które zwrócono podatnikom w 2011 r., nie są bardzo duże. – Dla każdego z nas, jako osób fizycznych, 605 mln zł to ogromna suma, ale z punktu widzenia budżetu to jedynie nieco większa kropla w morzu – podkreśla. Według danych Ministerstwa Finansów w 2011 r. do budżetu państwa z tytułu podatków wpłynęło 281,44 mld zł. 605 mln zł to 0,2 proc. tej kwoty.

– Trochę niepokojące jest jednak to, że rosną koszty obsługi przegranych postępowań, które z kolei dotyczyły sporów o znacznie mniejsze pieniądze niż przed dwoma laty – ocenia Mikołaj Goj, menedżer w Ernst & Young.



Błędy będą zawsze

Część ekspertów uważa, że urzędnicy pracują coraz lepiej. – Nie ma na świecie państwa, w którym organy podatkowe nie przegrywałyby żadnych sporów z podatnikami. Zawsze w jakimś procencie spraw zdarzają się pomyłki. Decyzje nie są wydawane przez superkomputery, lecz przez ludzi, a ludzie się mylą – zwraca uwagę Janusz Fiszer. – Liczba wadliwych decyzji podatkowych systematycznie się zmniejsza. W urzędach pracują coraz lepsi specjaliści, którzy popełniają mniej błędów. Kiedyś było tak, że 1/3 spraw rozstrzygana była przez sądy administracyjne na korzyść podatników, teraz ten odsetek maleje. Również system urzędowych interpretacji prawa podatkowego sprzyja zmniejszaniu liczby spraw spornych. Takie interpretacje wydawane są tylko przez cztery izby skarbowe, a nie – jak to było kiedyś – przez wiele izb i urzędów skarbowych. Konsekwencją jest zauważalnie większa spójność i lepszy poziom merytoryczny interpretacji – podsumowuje Janusz Fiszer.

Zanim zacznie się spór

Jednak mimo wszystko urzędnicy powinni, zdaniem Artura Nowaka, w trosce o gr0sz publiczny za każdym razem przeprowadzać rzetelną i wnikliwą analizę szans w sporze podatkowym. Każdy taki spór jest bowiem kosztowny dla stron, angażuje czas i pieniądze.

– Z mojej wieloletniej praktyki wynika, że jeśli chodzi o podatników, taka analiza jest robiona w 90 proc. przypadków. Organy podatkowe powinny brać przykład z przedsiębiorców. Sporów byłoby mniej. Urzędnicy nie powinni też uparcie popełniać tych samych błędów, bo odbywa się to ze szkodą dla ich autorytetu. Przykładem takich niezrozumiałych zachowań jest to, że pomimo wcześniejszych wielokrotnych wyroków WSA i NSA uznających prawo do odsetek za opóźniony zwrot podatku organy podatkowe jeszcze przez kilka lat brnęły w spory sądowe w tym zakresie – mówi Artur Nowak.

Joanna Nowicka, redaktor DGP, radca prawny

Spory podatkowo-językowe

Minister finansów za pośrednictwem organów podatkowych walczy jak lew o każdą złotówkę z naszych, podatników, pieniędzy – także w sądach. Furtkę do różnego rodzaju interpretacji i nadinterpretacji daje urzędnikom nieprecyzyjne prawo. Poza wszystkim jest ono wadliwe m.in. z tak na pozór błahego powodu, jak brak w ustawach stosownych definicji. Często dałoby się uniknąć problemów (i sporów), gdyby przepisy jasno wyjaśniały znaczenie kluczowych pojęć, które w nich występują (pierwszy przykład z brzegu – pojęcie znaku z art. 21 ust. 1 pkt 67 ustawy o PIT). Niestety tak nie jest. Urzędnicy stają się więc specjalistami od językoznawstwa. Nie zawsze dobrymi – o czym świadczą wyroki sądów. W 2011 r. koszt przegranych postępowań i wypłaconych w związku z tym przez fiskusa odsetek wyniósł blisko 120 mln zł, a jest to i tak o wiele mniej niż w latach wcześniejszych. Może warto by temu zaradzić i przy okazji kolejnych nowelizacji, zamiast skupiać się na likwidacji już i tak nielicznych ulg i przywilejów, zadbać o uzupełnienie przepisów o brakujące elementy?