Robi tak, żeby nie umacniała się linia orzecznicza. Żeby światła dziennego nie ujrzał kolejny pozytywny dla przeciwnika wyrok najwyższego sądu. A może dla zyskania czasu, bo druga strona ma związane ręce aż do momentu zamknięcia sprawy przez najwyższy sąd. Ostatecznie sprawa kończy się umorzeniem postępowania po wycofaniu skargi. Brzmi to jak historia z thrillera sądowego amerykańskiej produkcji, ale rzeczywiście jest to strategia przyjęta ostatnio przez MF w sprawach interpretacji podatkowych.

W sprawach interpretacyjnych dotyczących oczywistych kwestii podatkowych (rozstrzygniętych wielokrotnie na rzecz podatnika) Ministerstwo Finansów po pozytywnym wyroku WSA składa skargę kasacyjną do NSA. Podatnik w tym czasie najczęściej nie stosuje interpretacji wynikającej z wyroku WSA lub nie występuje z wnioskiem o stwierdzenie nadpłaty, bo nie jest to wyrok prawomocny. Jeśli planował jakąś transakcję, to możliwe, że w ogóle jej nie przeprowadza albo na siłę zmienia jej kształt prawny. Podatnik czeka. A czas ucieka. Niezawarte transakcje zamykają możliwości biznesowe, niezgłoszone nadpłaty się przedawniają. Tuż przed rozprawą MF wycofuje skargę, NSA umarza postępowanie kasacyjne, a podatnik wygrywa sprawę (np. I FSK 487/09, I FSK 68/09, I FSK 1982/09, II FSK 2183/09), Ale straconego czasu nikt mu nie zwróci. Tak jak nikt nie przywróci utraconego zaufania do organów państwa.

Oczywiście organy podatkowe mają prawo do zaskarżania niekorzystnych dla nich wyroków WSA. Jednak korzystając ze swych uprawnień procesowych, organy powinny uwzględniać m.in. funkcje, jakie sprawują. Niedopuszczalna jest sytuacja, w której złożenie skargi kasacyjnej przez organ jedynie świadomie opóźnia realizację wynikających z przepisów prawa i powtórzonych przez sąd praw lub obowiązków.

Agnieszka Tałasiewicz, partner w Ernst & Young