Zamieszanie w unijnych portach, a w skrajnych przypadkach nawet zatrzymanie towaru na granicy – takie mogą być skutki wyjaśnień Komisji Europejskiej w sprawie ustalania wartości celnej towarów.
Chodzi o wytyczne KE z 17 września 2020 r. do obowiązujących od początku 2016 r. przepisów unijnego kodeksu celnego, czyli rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady UE nr 952/2013 z 9 października 2013 r. oraz powiązanego z nim rozporządzenia wykonawczego nr 2015/2447 z 24 listopada 2015 r.
Reklama

Wartość celna

Reklama
Prawidłowe ustalenie wartości celnej towaru jest istotne, bo od tego zależy, ile cła i podatków powinien zapłacić importer.
Zasadniczo podstawą do określenia wartości celnej towaru z importu jest wartość transakcyjna, czyli wartość ostatniej sprzedaży towaru eksportowanego do Unii Europejskiej, czyli sprzedaży, która nastąpiła tuż przed wprowadzeniem tych towarów na terytorium UE (art. 128 wspomnianego rozporządzenia nr 2015/2447).
W uproszczeniu jest nią cena wykazana na fakturze i zapłacona wraz z wszelkimi kosztami dodatkowymi (np. prowizje czy wydatki na transport). Wynika to z art. 70 i art. 71 unijnego kodeksu celnego (UKC).

Transakcyjna, czyli jaka

W 2016 r. Bruksela opublikowała wytyczne, które miały wyjaśnić, jak rozumieć i stosować te przepisy. Jednak już po dwóch latach je zmieniła.
– Nowe wytyczne nie zostały jednak opublikowane, a poszczególne kraje zaczęły stosować własne, krajowe podejście do rozliczania importu, co oczywiście nie ułatwiło życia importerom – wyjaśnia Marta Kolbusz-Nowak, menedżer w dziale doradztwa podatkowego EY.
Problem dotyczy głównie sprzedaży lokalnej, czyli sprzedaży w łańcuchu dostaw pomiędzy podmiotami unijnymi.
Przykładowo Polska, Austria, Niemcy, Dania, Belgia, Irlandia, Włochy i Hiszpania przyjęły, że sprzedaż pomiędzy podmiotami z UE może stanowić podstawę do określenia wartości celnej importu. Inaczej uznały Holandia i Wielka Brytania.
Marta Kolbusz-Nowak tłumaczy na przykładzie skutki tej odmiennej praktyki. Załóżmy, że transakcje sprzedaży obejmują trzy strony:
  • producenta towaru spoza UE,
  • unijnego pośrednika,
  • importera towaru.
Trzeba więc ustalić, która faktura powinna być wykorzystana do określenia wartości celnej. Czy ta wystawiona dla sprzedaży między producentem i unijnym pośrednikiem, czy między pośrednikiem a importerem?
Ekspertka wyjaśnia, że możliwe są dwa scenariusze.
W pierwszym sprzedaż między podmiotami z UE (lokalna) jest podstawą do określenia wartości celnej, a więc znaczenie ma faktura wystawiona przez pośrednika. To zazwyczaj wiąże się z wyższą wartością celną importowanego towaru, a więc z większym cłem i VAT do zapłaty.
W drugim scenariuszu decydująca jest faktura wystawiona przez pozaunijnego producenta, bo sprzedaż lokalna nie ma znaczenia dla rozliczenia importu.
– Problem polega na tym, że często importer nie ma szans na pozyskanie faktury wystawionej przez producenta (np. gdy strony transakcji nie są ze sobą powiązane). A bez takiego dokumentu nie może prawidłowo określić wartości celnej towaru – wskazuje Marta Kolbusz-Nowak.

Główne wskazówki

Sytuacja zmieniła się ponownie wraz z najnowszymi wytycznymi, które 17 września br. opublikowała Komisja Europejska. W ocenie ekspertki EY kluczowe są trzy punkty tego dokumentu.
Po pierwsze, według nowych wytycznych sprzedaż lokalna może być podstawą do ustalenia wartości celnej metodą wartości transakcyjnej. W praktyce możemy mieć więc do czynienia z dwoma wskazanymi scenariuszami.
– Może się więc okazać, że w przypadku transakcji z udziałem pośrednika istotny będzie nie zakup towaru przez importera od pośrednika, ale sprzedaż przez eksportera do pośrednika.
Co więc powinien zrobić importer, gdy nie może ustalić wartości celnej na podstawie swojej transakcji zakupu od pośrednika?
– Powinien posiadać fakturę innego uczestnika transakcji (co często jest niestety niewykonalne) albo ustalić wartość celną importowanego towaru na podstawie innej metody – wyjaśnia ekspertka EY.
Dodaje, że określanie wartości celnej inną metodą niż transakcyjna może przysporzyć wielu problemów.
– Dotychczas większość importów odbywa się z zastosowaniem metody transakcyjnej (w uproszczeniu – na podstawie faktury). Zastosowanie innej metody należy odpowiednio uzasadnić i udokumentować, co może być czasochłonne i wymagać od importera wiedzy i zaangażowania. To wszystko może prowadzić nawet do zatrzymania towarów w porcie lub na granicy – do wyjaśnienia sytuacji.
Po drugie, jak podkreśla ekspertka, zgodnie z najnowszymi wytycznymi KE podstawowym dokumentem dokumentującym sprzedaż powinna być jednak faktura. – Importer, który nie ma faktury, naraża się na zatrzymanie towaru do wyjaśnienia – mówi Marta Kolbusz-Nowak. Zwraca uwagę, że w dzisiejszej praktyce rynkowej często zdarza się import na podstawie np. faktur proforma czy innych dokumentów. Wytyczne KE stawiają to pod znakiem zapytania.
Po trzecie, Bruksela określiła, że zakup towaru w składzie celnym na terytorium UE nie może być podstawą do określenia wartości celnej przy imporcie (chyba że zakup ten nie był poprzedzony żadną inną transakcją, która mogłaby stanowić eksport do UE).
– Problem polega na tym, że nabywca towaru w składzie celnym często nie wie i nie ma dostępu do wiedzy o tym, czy kupowany towar był wcześniej przedmiotem transakcji, która powinna być uznana za eksport do UE (czyli powinna być podstawą do określenia wartości celnej metodą transakcyjną). To znów może oznaczać problem z dopełnieniem wszelkich formalności importowych – podsumowuje Marta Kolbusz-Nowak. ©℗