Danina od słodzonych napojów może wejść w życie dopiero od 2021 r. – ustalił DGP. Branża chce, by pomysł trafił do zamrażarki na dłużej
Najpierw ustawa spadła z porządku obrad Sejmu. Później minister w Kancelarii Premiera Łukasz Schreiber powiedział, że plan opodatkowania słodzonych napojów i tzw. małpek zostaje zamrożony. Oficjalne uzasadnienie tego ruchu wskazuje, że rząd nie chce nakładać na firmy – poturbowane obecnym kryzysem – dodatkowych obciążeń.
– Dzisiaj zakładamy, że podatek mógłby wejść w życie od 1 stycznia 2021 r., czyli pół roku później niż planowano – mówi nasze źródło z Ministerstwa Finansów. Podkreśla jednak, że oficjalna decyzja w tej sprawie jeszcze nie zapadła.
Reklama
Podobne głosy słychać z Ministerstwa Zdrowia, które najmocniej obstaje za podatkiem cukrowym.
– Być może w tym roku podatku w ogóle nie będzie – mówi jeden z urzędników resortu.

Reklama
– Są naciski, żeby to teraz przesunąć, ale to resort zdrowia podejmie ostateczną decyzję – mówi urzędnik z Narodowego Funduszu Zdrowia. Dla NFZ to byłaby zła wiadomość. Pieniądze z daniny miały być przeznaczone m.in. na walkę z cukrzycą. Rząd spodziewał się, że w skali roku do kasy państwa trafi około 3 mld zł. Oficjalnie cel wprowadzenia daniny od słodkich napojów nie był fiskalny, ale prozdrowotny. Nie byłaby to też duża pozycja dochodowa w budżecie, ale w najbliższych latach pieniądze będą potrzebne, bo publiczna kasa mocno oberwie przez obecny kryzys.
Opóźnienie daniny ma jednak drugie dno, które wcale nie wynika z koronawirusowego kryzysu. Uchwalenie ustawy tuż przed wyborami prezydenckimi mogłoby odbić się na notowaniach Andrzeja Dudy.
Teoretycznie prace nad podatkiem można byłoby więc odmrozić w drugiej połowie maja, tak aby wszedł w życie zgodnie z planem od 1 lipca. Ale na to się nie zanosi. – Po co mielibyśmy sobie strzelać w stopę i narażać na wzburzenie naszych wyborców. Z badań zawsze wynika, że drożyzna to jedna z głównych rzeczy, której się boją – argumentuje polityk PiS.
Do wzrostu cen dołożyłyby się pewnie – i tak nieuniknione w obecnym kryzysie – kolejne zwolnienia w branży spożywczej. Jeszcze przed wybuchem epidemii producenci wskazywali, że przez podatek 15 tys. osób straci zatrudnienie. Dzisiaj branża podaje, że ich obroty spadły o 25–30 proc., więc konsekwencje dla firm i ich pracowników byłyby dużo bardziej dotkliwe.
– Dlatego będziemy apelować o jego odroczenie przynajmniej do 2022 r. Jesteśmy w trakcie przygotowywania pisma w tej sprawie do minister rozwoju Jadwigi Emilewicz – mówi Andrzej Gantner, dyrektor generalny Polskiej Federacji Producentów Żywności.
Polska Organizacja Handlu i Dystrybucji jest zaskoczona pomysłem wejścia w życie podatku cukrowego od 1 stycznia 2021 r. – Mieliśmy informację, że prace nad ostatecznym rozwiązaniem zostały odroczone – mówi Renata Juszkiewicz, prezes POHiD. Dodaje, że jej organizacja będzie starała się zablokować obowiązywanie podatku od nowego roku.
– Dodatkowe obciążenie w sytuacji strat, jakie ponoszą przedsiębiorcy, jest najgorszym z możliwych rozwiązań. Prowadzi tylko w jedną stronę – mówi Juszkiewicz. Dodaje, że handel w związku z koronawirusem notuje spadek obrotów o 30 proc. w kategorii żywność (w innych, jak odzież i obuwie czy sprzęt RTV/AGD sięga on 70 proc.).
– Wejście podatku przełoży się na dalszy spadek obrotów sieci spożywczych, gdyż ceny wielu towarów wzrosną. To może przełożyć się na problemy z płynnością. Szczególnie, że koszty działalności rosną w związku z koniecznością zapewnienia bezpieczeństwa nie tylko pracownikom, ale i klientom – tłumaczy prezes POHiD.
Wśród producentów żywności niższe obroty wynikają z restrykcji, jakie wprowadził rząd i zamrożenia dużej części gospodarki.
– Zamówienia z sektora gastronomicznego i hotelowego zmalały o ponad 90 proc. Mniejsze zamówienia są też od sieci handlowych. Lawina bankructw wydaje się więc bardzo prawdopodobna. A podatku nie da się wziąć na siebie. Trzeba go przerzucić na konsumentów, co odbije się na popycie i koło się zamyka – dodaje Andrzej Gantner.
Zaznacza przy tym, że branża jest gotowa do rozmów na temat daniny, jej ostatecznego kształtu i czasu wejścia, który powinien nastąpić po tym, jak już będzie znana siła nabywcza konsumentów. Bo to, jak będzie kształtowała się od nowego roku, jest zdaniem branży spożywczej na razie wielką niewiadomą.
Przyjęcie ustawy tuż przed wyborami mogłoby zaszkodzić Andrzejowi Dudzie