Chodzi o projekt zmian w unijnej dyrektywie 2013/34 w sprawie rocznych sprawozdań finansowych, skonsolidowanych sprawozdań finansowych i powiązanych sprawozdań niektórych rodzajów jednostek. Dokument opublikowany jeszcze w 2016 r. był jednym z priorytetów odchodzącej Komisji Europejskiej, która w pełnej jawności rozliczeń światowych koncernów widziała remedium na serię podatkowych skandali, która wstrząsnęła Unią Europejską (np. Luxleaks, Swissleaks etc.). Zgodnie z projektem największe koncerny (o rocznych skonsolidowanych przychodach wyższych niż 750 mln euro) musiałyby publikować na swoich stronach internetowych raporty podające kwoty podatków zapłaconych w poszczególnych krajach. Taki dokument byłby jawny przez następne pięć lat.

Koncerny ujawniałyby też, ilu zatrudniają pracowników, swój obrót netto (do niego wliczałyby się wyniki podmiotów zależnych), dochód lub stratę przed opodatkowaniem, kwotę wyliczonego podatku (bez podatku odroczonego i ewentualnych kwot spornych z fiskusem).

Europosłowie poparli zmiany w dyrektywie jeszcze w 2017 r., ale nadal nie zostały one przyjęte przez Radę Unii Europejskiej (ECOFIN, czyli unijnych ministrów finansów).

Europarlamentarzyści nie porzucili jednak projektu i wezwali fińską prezydencję UE do jak najszybszego powrotu do prac nad jawnością rozliczeń koncernów. Zaapelowali, by projekt stał się unijnym priorytetem. Podczas debaty pojawiały się głosy, że skoro Unia nie jest w stanie poradzić sobie z wyzwaniami fiskalnymi na własnym terytorium, to nie będzie też wiarygodna, promując zmiany na arenie światowej.

Parlament Europejski ma nadzieję, że ujawnienie rozliczeń koncernów z fiskusem mogłoby przełożyć się na znaczące ograniczenie luki w poborze CIT, która na terenie UE może wynosić nawet 70 mln euro rocznie.