Chodzi o pismo Drugiego Urzędu Skarbowego w Częstochowie, ale niewykluczone, że takich wezwań jest więcej.

Jest skierowane do przedsiębiorców, którzy płacą 19-proc. podatek. Może więc chodzić zarówno o podatników, którzy wybrali liniowy PIT, jak i o osoby prawne, które płacą 19 proc. CIT (pismo tego nie precyzuje).

Adresaci mają trzy dni na złożenie wyjaśnień. W korespondencji brak jest podstawy prawnej. Fiskus uzasadnia jedynie, że ma na celu „ochronę legalnego biznesu i zasad uczciwej konkurencji”. Dodaje, że chodzi o „weryfikację prawidłowości i rzetelności wywiązywania się z obowiązku naliczania i wpłat zaliczek na podatek dochodowy”.

Zastrzega też, że reakcja przedsiębiorcy na pismo będzie „monitorowana”.

Język prosty, ale groźny

Czytelnik DGP, który otrzymał takie pismo, nie kryje zaskoczenia.

– W pierwszej chwili myślałem, że chodzi o zwykłą pomyłkę. Dlaczego urzędnicy żądają ode mnie danych, które sami mogą znaleźć w swoim dziale rachunkowości? Czemu to wszystko ma służyć? – pyta.

Koniec kredytowania

Fiskus zainteresował się nagle zaliczkami na podatek dochodowy, bo nie widzi na bieżąco deklaracji „zaliczkowych”. Zostały one zlikwidowane już w 2007 r.

Przedsiębiorcy obliczają co miesiąc (lub co kwartał) zaliczki na PIT i CIT i wpłacają je do urzędu skarbowego, ale fiskus nie wie, od jakiej podstawy zaliczka została obliczona i czy jest poprawna. Sumę wpłat poznaje dopiero w następnym roku, w rozliczeniu rocznym.

W założeniu był to ukłon w stronę przedsiębiorców, którym chciano oszczędzić biurokracji. W ślad za tym pojawiły się jednak inne skutki.

Niektórzy przedsiębiorcy wykorzystują obecny brak deklaracji, by kredytować się na koszt budżetu państwa. – Wykorzystując opóźnioną reakcję fiskusa na brak wpłaty w terminie, przesuwają zapłatę zaliczki do US na następne miesiące. Zamiast tego wolą np. opłacić zobowiązania wobec kontrahenta czy pracowników – mówi Przemysław Antas, radca prawny i doradca podatkowy w Antas Tax.

Ekspert zgadza się z tym, że w trakcie roku urzędnikom trudno jest ustalić, czy przedsiębiorca terminowo wywiązuje się ze swoich obowiązków wobec fiskusa.

– W każdym urzędzie skarbowym jest dział rachunkowości, w którym znajdą się dane o wpłatach, ale bez deklaracji zaliczkowej trudno wyciągnąć z nich odpowiednie wnioski – potwierdza Przemysław Antas.

Problem znany jest od lat. Skąd więc nagłe zainteresowanie nim fiskusa?

Przemysław Antas przypuszcza, że urzędnicy skonfrontowali brak zaliczek z danymi z jednolitych plików kontrolnych oraz informacjami z ZUS. Na tej podstawie wysnuli wniosek, że nie są one na bieżąco wpłacane.

Stąd wezwanie w piśmie do „niezwłocznego podjęcia działań zmierzających do realizacji tychże obowiązków i dokonania wpłat zaliczek za każdy nieuregulowany okres rozliczeniowy”.

Co więcej, fiskus oczekuje, że zaległe zaliczki zostaną wpłacone za każdy miesiąc/kwartał oddzielnie. Chce więc widzieć, kto od kiedy i na jaką kwotę zalega.

Bez nieuchronnej kary

Teoretycznie za niewpłacanie podatku (w tym zaliczek) w terminie przedsiębiorcom grozi odpowiedzialność karna (na podstawie art. 57 kodeksu karnego skarbowego).

Zgodnie jednak z art. 57 par. 2 k.k.s., jeśli sprawa w ogóle trafi do sądu, to ten może odstąpić od wymierzenia kary, gdy przedsiębiorca wpłacił podatek przed rozpoczęciem postępowania w sprawie o wykroczenie skarbowe.

– W praktyce więc do tej pory główną sankcją dla kredytującej się firmy była wpłata odsetek od spóźnionej zaliczki – zauważa Przemysław Antas.

Pismo behawioralne

Nieoficjalnie przedstawiciele Krajowej Administracji Skarbowej uspokajają, że nie należy wpadać w popłoch. Zapewniają, że pismo nie ma związku z kontrolą, czynnościami sprawdzającymi ani jakimkolwiek innym, formalnym postępowaniem. Dlatego brak jest w nim wskazania podstawy prawnej.

Ma być to podobno kolejna już odsłona wysyłki tzw. pism behawioralnych, czyli projektu rozpoczętego kilka lat temu przez skarbówkę we współpracy z Bankiem Światowym.

Z założenia pismo behawioralne powinno być napisane prostym, zrozumiałym językiem. Badania realizowane przez Bank Światowy udowadniały, że dłużnik, który otrzyma tak zredagowane pismo, chętniej rozliczy się z zaległego podatku.

Musi być podstawa

Pismo Drugiego Urzędu Skarbowego w Częstochowie nie jest jednak napisane ani prostym, ani zrozumiałym językiem. Ma też inne wady.

– Niezależnie od tego, jak je nazwiemy, powinna być w nim wskazana podstawa prawna do przekazania „szczegółowych rozliczeń” – komentuje Michał Majczyna, doradca podatkowy współpracujący z MVP TAX.

Jego zdaniem taką podstawą nie może być stwierdzenie o „ochronie legalnego biznesu i zasad uczciwej konkurencji”.

– Wprawdzie są to wartości jak najbardziej pożądane, ale nie mogą być wyłączną podstawą prawną dla działań organów w praworządnym państwie. Fiskus powinien działać na podstawie przepisów prawa, a nie wyłącznie w oparciu o reprezentowane wartości – mówi ekspert.

Zdaniem Przemysława Antasa lepszym wyjściem niż wysyłka pism byłoby odwrócenie zmiany z 2007 r. i przywrócenie obowiązku wysyłania deklaracji zaliczkowych.

– W praktyce do tego właśnie sprowadzają się wyjaśnienia, których żąda urząd skarbowy. Same deklaracje w dobie funkcjonowania jednolitych plików kontrolnych wcale też nie musiałyby wiązać się z dużą biurokracją – uważa ekspert.

Lepiej nieformalnie

Według Michała Majczyny prowadzenie korespondencji w tak nieformalny sposób może być po prostu wygodne dla skarbówki. Co innego formalne procedury, takie jak czynności sprawdzające, postępowanie podatkowe czy kontrola – te mogą być stosowane jedynie w określonych sytuacjach i przewidują określone gwarancje procesowe dla strony, czyli dla podatnika.

– Stosowanie nieformalnych i nieprzewidzianych w przepisach metod weryfikacji rozliczeń podatnika może więc godzić w zasady ochronne przewidziane w ordynacji podatkowej czy przepisach ustawy – Prawo przedsiębiorców (t.j. Dz.U. z 2019 r. poz. 1292 ze zm.) – uważa Michał Majczyna.

Jego zdaniem w ten sposób mogą być omijane np. ograniczenia w zakresie kontroli. Jakie? – Na przykład te dotyczące równoczesnego podejmowania i prowadzenia więcej niż jednej kontroli czy limitu czasu ich trwania w jednym roku kalendarzowym – mówi ekspert.

Co dalej

W ocenie Jarosława Ziółkowskiego, doradcy podatkowego w Independent Tax Advisers, wysyłane obecnie pisma przypominają te z połowy 2018 r., gdy wzywano firmy do wytłumaczenia się ze spadku dochodów w 2017 r. (w porównaniu z 2016 r.).

Urzędy skarbowe tłumaczyły wtedy, że to efekt „nowego, przyjaznego podejścia” do podatnika, a dokumenty są wysyłane głównie z uwagi na to, że przedsiębiorcy występowali o zwrot dużych kwot z budżetu państwa.

– Po przeczytaniu najnowszego pisma muszę jednak przyznać, że urząd, który nakazuje w ciągu trzech dni złożyć wyjaśnienia w sprawie danych, które sam posiada i nie przywołuje przy tym podstawy prawnej, wcale nie musi kojarzyć się z przyjaznym podejściem – komentuje Jarosław Ziółkowski.

Jest ciekaw, w jaki sposób będą działać urzędy, jeśli podatnicy nie odpowiedzą na tak sformułowane pisma.

– Dopisek o „monitorowaniu” reakcji może sugerować, że następnym krokiem będzie wszczęcie oficjalnej procedury, czyli np. czynności sprawdzających – uważa ekspert.

Aby dostać najtańszy kredyt nie można być w wieku ponad 30 lat