statystyki

Dopłaty do pensji, czyli wszystko, byle nie podwyżki podatków dla najbogatszych

autor: Piotr Wójcik21.07.2019, 16:00; Aktualizacja: 24.07.2019, 21:02
Świetnie, że liberalne centrum przestało powtarzać jedynie zaklęcia dogmatyków o uwalnianiu przedsiębiorczości i znoszeniu obciążeń, a sięgnęło do argumentów Edmunda Phelpsa, ekonomisty o dosyć otwartym umyśle. Szkoda tylko, że chodzi o pomysły głęboko osadzone w latach 90., które wyrażają klimat intelektualny tamtej epoki

Świetnie, że liberalne centrum przestało powtarzać jedynie zaklęcia dogmatyków o uwalnianiu przedsiębiorczości i znoszeniu obciążeń, a sięgnęło do argumentów Edmunda Phelpsa, ekonomisty o dosyć otwartym umyśle. Szkoda tylko, że chodzi o pomysły głęboko osadzone w latach 90., które wyrażają klimat intelektualny tamtej epokiźródło: ShutterStock

Gdy wolnorynkowy profesor ogłasza program redystrybucyjny wart 30 mld zł, wiesz, że coś się dzieje. Polscy liberałowie skręcili ostatnio w kierunku socjalnym, czego symbolem jest to, że program gospodarczy PO „Niższe podatki, wyższe płace” zaprezentował na konwencji prof. SGH Andrzej Rzońca.

Poza tradycyjnymi postulatami redukcji obciążeń fiskalnych i ułatwienia życia przedsiębiorcom pojawił się też pomysł co najmniej nietypowy dla tego środowiska: subwencjonowanie najniższych pensji. Jak można się było spodziewać, propozycja została szybko obśmiana w prawicowych mediach. Portal wPolityce.pl nawet nazwał prof. Rzońcę „sztukmistrzem” i zapewne nie był to komplement. Autorów programu gospodarczego PO zaskoczyć mógł jednak fakt, że pomysł dopłat do wynagrodzeń nie spotkał się też z akceptacją lewej strony sceny politycznej. Lider Lewicy Razem Adrian Zandberg napisał w „Super Expressie” wprost: „Jest to bardzo korzystne dla właścicieli firm i bardzo kosztowne dla państwa”. No ale jak to, Platforma chce rozdać biednym pracującym 30 mld zł, a ci dalej kręcą nosem? Tym lewakom normalnie nie da się dogodzić.

Po radę do noblisty

Jednym z kluczowych elementów programu „Niższe podatki, wyższa płaca” ma być tzw. premia za aktywność, którą otrzymają zarabiający mniej niż dwukrotność minimalnego wynagrodzenia, czyli obecnie nie więcej niż 4,5 tys. zł brutto. Nie jest jeszcze sprecyzowane, w jaki sposób ten bonus byłby wypłacany. Jedną z opcji jest comiesięczny zwrot części zapłaconych podatków i składek przez urząd skarbowy. Jeśli uwzględnić jeszcze inne rozwiązania zaproponowane przez PO, czyli powszechne obniżenie PIT i składek do 35 proc. kosztów pracy, to osoba pracująca za pensję minimalną dostałaby dodatkowe 600 zł. A zatem zgarnęłaby na rękę kwotę brutto przewidzianą w swojej umowie. Propozycja PO ma dotyczyć tylko umów o pracę, co według prof. Rzońcy przyczyni się do upowszechnienia etatów. Ekonomista Platformy wychodzi więc z założenia, że pracujący na umowach cywilnoprawnych sami wybrali taką formę zatrudnienia, a to co najmniej dyskusyjna teza.


Pozostało jeszcze 73% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny

Polecane

Reklama

Komentarze (2)

  • xyz(2019-07-21 22:13) Zgłoś naruszenie 30

    jednym słowem pomieszanie z poplątaniem. Można też dodać gruszki na wierzbie.

    Odpowiedz
  • Q(2019-07-22 06:39) Zgłoś naruszenie 10

    Desperaci z PO zrobią wszystko byle wrócić do koryta. O kosztach nikt nie mówi. Skąd wezmą 40 mld zł? Oczywiście od nas. A cwaniaki celowo obniżą pensje pracownikom żeby dostać dopłatę.

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Polecane