Już tylko dziś przedsiębiorcy, którzy spierają się o opodatkowanie przychodów z wyemitowanych w przeszłości obligacji, mogą skorzystać z bonusa od MF.
Jeśli złożą zawiadomienie, że wycofują się ze sporu i zapłacą podatek według ryczałtowej stawki 3 proc., zapewnią sobie spokój. Alternatywą, w przypadku porażki, byłaby zapłata 20 proc. daniny.
Na abolicję pozwalają przepisy nowelizacji ustaw o PIT, CIT i ordynacji podatkowej z 23 października 2018 r. Zgodnie z jej art. 20 ust. 2 szansę na zakończenie sporu i zapłatę kompromisowych 3 proc. mają też podmioty, wobec których wszczęto – i nie zakończono – postępowanie podatkowe, kontrolę podatkową lub celno-skarbową. Ale muszą do końca stycznia (inni mają dwa miesiące więcej) złożyć zawiadomienie w US i wpłacić ryczałt za okres objęty kontrolą.
Reklama
– Przedsiębiorców zainteresowanych abolicją jest wielu, ale przed skorzystaniem z fiskalnego prezentu wstrzymują ich podatkowe pułapki – komentuje Michał Jagielski, starszy menedżer w dziale doradztwa podatkowo-prawnego w PwC. Abolicja – jak tłumaczy – obejmuje nieprzedawnione okresy rozliczeniowe, tj. lata 2014–2019. A większość sporów dotyczy lat wcześniejszych. Tym samym firma, która skorzysta z oferty resortu np. za rok 2014, uzna też racje urzędników za poprzednie lata. A to zwykle oznacza zapłatę 20, a nie 3 proc. daniny.
Problem mają głównie polscy emitenci euroobligacji. To głównie podmioty państwowe lub samorządowe, np. Koleje Mazowieckie, Energa SA czy PGNiG. Emitowały euroobligacje, kupowane zwykle przez spółki celowe z krajów, z którymi mamy korzystną umowę o unikaniu podwójnego opodatkowania (patrz: ramka).

Reklama
– Spory o opodatkowanie euroobligacji dotyczą dużych kwot i trwają od lat. Abolicja miała je zakończyć, ale w proponowanej wersji nie spełni tej roli. Resort musi jeszcze raz pochylić się nad regulacjami – ocenia Jagielski.
A na horyzoncie widać już kolejny problem. Obecnie przychody z euroobligacji wypłacane są już bezpośrednio do Luksemburga, co oznacza konieczność potrącenia 5 proc. podatku w Polsce. Te firmy nie spierają się o daninę z fiskusem i mają dwa miesiące więcej na zawiadomienie US, że chcą skorzystać z abolicji. Jeśli jednak wpłacą 3-proc. daninę, to będą mogły odzyskać z budżetu już zapłacone pieniądze (różnicę między stawką 3 a 5 proc.) – a nie o to fiskusowi chodziło. Resort finansów w odpowiedzi na nasze pytanie poinformował, że sporne kwestie zostaną omówione 4 lutego br. na spotkaniu konsultacyjnym, które ma pomóc w opracowaniu objaśnień do przepisów o podatku u źródła. Nieoficjalnie wiemy, że w MF nie ma zgody, jak pomóc emitentom euroobligacji chętnym do skorzystania z abolicji i czy objąć nią lata przed 2014 r.
– Zamiast sukcesu zapowiada się porażka. Biznes, aby skorzystać z abolicji, będzie musiał przyznać, że od zawsze był w błędzie. Żeby miała ona jakikolwiek sens, powinna obejmować cały okres trwania struktury – podsumowuje Michał Jagielski. ©℗
Jak działały umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania
Z takiej umowy wynikało, że firma nie musi przy wypłacie odsetek lub dyskonta za granicę potrącać podatku u źródła od dochodów z papierów. Najczęściej takie spółki celowe działały w Szwecji, która nie pobierała podatku od euroobligacji. Potem trafiały one do „rzeczywistego beneficjenta”, którym były np. fundusze z Luksemburga. W takim modelu zysk miały obie strony: polski podmiot otrzymywał kapitał nieobciążony dodatkowym podatkiem, a fundusz mógł zyskownie ulokować pieniądze. Mechanizm popsuł polski fiskus i błąd w umowie o unikaniu podwójnego opodatkowania ze Szwecją (poprawiony dopiero w listopadzie 2017 r. po naszych publikacjach). Przed 2017 r. w polskiej wersji umowy nie było klauzuli „uprawnionego odbiorcy”. Istniała ona natomiast w wersjach angielskiej (rozstrzygającej) i szwedzkiej. W efekcie przedsiębiorca wypłacający odsetki (np. od spłacanych euroobligacji) do Szwecji mógł argumentować, że niezależnie od tego, czy trafiają one do pośrednika, czy do faktycznego beneficjenta, może zgodnie z art. 11 umowy nie pobierać podatku u źródła. Fiskus uznawał inaczej i odwoływał się do nieobecnej w polskiej wersji umowy klauzuli, nakazując potrącenie 20 proc. podatku.