Wszystkie kontrole spółek audytorskich będzie prowadzić Polska Agencja Nadzoru Audytowego - mówiła podczas debaty Joanna Dadacz z resortu finansów. Niektórzy uczestnicy uważają jednak, że część zadań nadzorczych powinna zostać w samorządzie biegłych rewidentów
Komisja Nadzoru Audytowego, czyli organ nadzoru publicznego przy ministrze finansów, działa od 2009 r. Została wprowadzona po głośnej sprawie Enronu, aby zapobiegać nieprawidłowościom w badaniu sprawozdań finansowych. KNA nie spełniła jednak pokładanych w niej nadziei, o czym świadczy ubiegłoroczna afera GetBacku. Ministerstwo Finansów zaproponowało stworzenie nowego organu – Polskiej Agencji Nadzoru Audytowego. Czy faktycznie jest to potrzebne? Czy nie wystarczy usprawnić działań KNA?
Joanna Dadacz Nie podzielam tezy, że KNA nie spełniła pokładanych w niej nadziei. System nadzoru publicznego ewoluuje od momentu jego utworzenia. Stąd chociażby zmiany, które weszły w życie w lipcu 2017 r. Dzięki nim kontrole nad badaniami jednostek zainteresowania publicznego (JZP – m.in. banków, spółek giełdowych) sprawuje dziś KNA. Zanim jednak ten organ powstał – a było to dekadę temu – rozważane były różne koncepcje: czy wprowadzić jeden organ, który zajmie się wszystkimi kontrolami, czy zlecać niektóre działania samorządowi. Przyjęto drugi model. Jednym z czynników, które o tym przesądziły, były koszty. Nad różnymi rozwiązaniami zastanawialiśmy się też później – przy zmianie wprowadzanej w 2017 r. Wtedy jednak również nie zdecydowano się na przeniesienie całości kontroli wszystkich badań do wyodrębnionego organu. Zmieniło się to w 2018 r. po aferze z GetBackiem, która pokazała, że nadzór publiczny nad usługami był niewystarczający, nie tylko w odniesieniu do JZP.