Polska dość późno zidentyfikowała problem zorganizowanego wyłudzenia VAT. To oraz zła organizacja służb stworzyły dla przestępców raj.
Reklama
Odwrócony VAT i solidarna odpowiedzialność podatników to podstawowe narzędzia w zwalczaniu wyłudzeń podatku od towarów i usług, jakie stosowano w Europie już pod koniec poprzedniej dekady. Polski rząd również po nie sięgał, ale z opóźnieniem w stosunku do innych dużych gospodarek. Skutkiem był import metod przestępczych przetestowanych wcześniej na innych rynkach.
Najlepsze przykłady to obrót złomem i stalą. Proceder fikcyjnego handlu złomem prasa opisywała jeszcze przed 2010 r. W czerwcu 2010 r. doszło do spektakularnych aresztowań przeprowadzonych przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego. To konkretne uderzenie wymierzono w grupę, której udało się wyłudzić 120 mln zł. Ale dopiero we wrześniu 2010 r. powstał rządowy projekt przepisów mających zapobiegać procederowi. Po wielu perypetiach ustawa weszła w życie 1 lipca następnego roku.
Podczas gdy Polska trudziła się z wprowadzeniem reverse chargé na złom, takie rozwiązanie od kilku lat stosowały inne kraje. W tym tak duże gospodarki jak Francja, ale też państwa ościenne, np. Słowacja. Cztery lata wcześniej wprowadzili je Austriacy, niewiele później Węgrzy. Już od 2004 r. odwrócony VAT na złom mieli Hiszpanie, od 2005 r. Słoweńcy, od 2006 r. Portugalczycy, a rok po nich po reverse chargé w obrocie złomem sięgnęli Włosi i Grecy. Choć z drugiej strony trzeba przyznać, że równocześnie z Polską tę metodę zwalczania karuzel zastosowali Niemcy i Czesi.

Reklama
Dziennik Gazeta Prawna
Niemcy dużo wcześniej za to wprowadzili odwrócony VAT na telefony komórkowe – w 2011 r. To w naturalny sposób skłoniło przestępców do szukania innych rynków, na których karuzele mogłyby działać bez przeszkód. I tak trafili m.in. do Polski. Narodowy Bank Polski jeszcze w statystykach bilansu płatniczego za II kwartał 2015 r. odnotowywał rosnące znaczenie wyrobów przemysłu elektronicznego w eksporcie, w szczególności komputerów i telefonów komórkowych. Ale już w danych za lipiec tłumaczył silny spadek eksportu mocnym hamowaniem sprzedaży telefonów za granicę. Jaki mógł być powód? Od 1 lipca 2015 r. Polska wzorem innych państw wprowadziła odwrócony VAT na komórki. Niewiele później objął on całą elektronikę. Nasi zachodni sąsiedzi zrobili to rok wcześniej.
Jednak nie tylko zapóźnienia w „gaszeniu pożarów”, czym w istocie było wprowadzanie takich rozwiązań jak reverse chargé, czy solidarna odpowiedzialność stanowiły podatny grunt dla przestępczości podatkowej w Polsce. Eksperci ONZ-owskiej agendy UN Global Compact w raportach o szarej strefie w Polsce wymieniają całą listę win. I jakość prawa wcale nie znalazła się na pierwszym miejscu. UN Global Compact jako jeden z poważnych powodów panoszenia się podatkowych przestępców wymieniał organizację służb. Do 2017 r. nawet służb fiskalnych było kilka (kontrola skarbowa, w tym wywiad skarbowy, Służba Celna, generalny inspektor informacji finansowej, który miał wykrywać pranie brudnych pieniędzy), a ich współpraca z organami ścigania pozostawiała wiele do życzenia. W raporcie z 2016 r. UN Global Compact zwracał uwagę, że nie chodzi tylko o wolę współpracy między służbami, ale też o to, że żadna z nich nie ma pełnego instrumentarium do zwalczania nadużyć w podatkach. Na przykład wywiad skarbowy ma dostęp do tajemnicy skarbowej i ograniczony dostęp do tajemnicy bankowej, ale jego agenci nie mogą przeprowadzać prowokacji. Mogą to robić ABW i policja – ale one z kolei nie mają dostępu do tajemnicy skarbowej oraz wglądu w bankowe konta. Taki wgląd ma GIIF – ale jemu nie wolno prowadzić działań operacyjnych i procesowych.
Innym słabym punktem była praktyka wymiaru sprawiedliwości. Chodziło o sposób kwalifikowania przestępstw skarbowych. Autorzy raportu UN Global Compact podawali przykład odkażania alkoholu etylowego i jego późniejszą sprzedaż z podrobionymi znakami akcyzy. Można to było ścigać aż z sześciu paragrafów z pięciu różnych ustaw. Jeśli sprawą zajmie się prokurator i napisze akt oskarżenia na podstawie kodeksu karnego, przestępcy grozi za to osiem lat więzienia. Ale ściganie go na podstawie kodeksu karno-skarbowego może się skończyć znacznie łagodniejszą karą – do dwóch lat więzienia. Albo grzywną. Praktyka była taka, że prokuratura nie miała wprawy w ściganiu najbardziej poważnych przestępstw, typu międzynarodowe karuzele VAT. Według danych UN Global w 2015 r. tylko 28 proc. takich spraw kończyło się oskarżeniem. Aż 35 proc. prokuratorzy umorzyli, w przypadku kolejnych 35 proc. sprawę zawieszono.