statystyki

Kilometrówka w ogóle nie jest przychodem

autor: Łukasz Zalewski03.04.2018, 07:14; Aktualizacja: 03.04.2018, 08:30
Bank uważał, że kwoty, jakie wypłaca pracownikom, nie są dla nich przychodem, a już na pewno nie przychodem ze stosunku pracy.

Bank uważał, że kwoty, jakie wypłaca pracownikom, nie są dla nich przychodem, a już na pewno nie przychodem ze stosunku pracy.źródło: ShutterStock

Zwrot za korzystanie przez pracowników z własnych aut jest jedynie refundacją kosztów, a nie wynagrodzeniem za świadczenie pracy – uznał WSA w Warszawie.

Sprawa dotyczyła banku, który ma placówki na terenie całego kraju. Zleca on pracownikom zadania w regionach, mają je wpisane do umowy o pracę. Zwykle jest to kilka sąsiadujących miejscowości. Do wykonywania zadań pracownicy wykorzystują własne samochody. Bank zawiera z nimi umowy o korzystanie z nich. Ponieważ jazdy lokalne nie wykraczają poza teren wpisany do umowy o pracę, nie są to podróże służbowe. W zamian pracownicy dostają zwrot kosztów obliczany kilometrówką – liczbę przejechanych kilometrów w ciągu miesiąca mnoży się przez stawkę wynikającą z rozporządzenia ministra infrastruktury z 25 marca 2002 r. ws. kilometrówki (Dz.U. z 2002 r., nr 27 poz. 271).

Spór dotyczył tego, czy wypłata przez bank kwoty odpowiadającej kilometrówce za używanie pojazdu prywatnego w jazdach lokalnych oznacza, że pracownik ma przychód i czy w związku z tym bank powinien pobierać zaliczki na PIT od tej wypłaty.


Pozostało jeszcze 60% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Reklama

Komentarze (1)

  • j.(2018-04-03 22:00) Zgłoś naruszenie 20

    Do dziś byłem przekonany, że tzw. "Kilometrówka" i ryczałt za jazdy lokalne to dwa różne przypadki (na terenie miasta płacimy ryczałt za jazdy lokalne, a poza miastem wg stawki za km). A teraz... nic już nie rozumiem. Zresztą zasady rozliczania kosztów samochodów w biznesie są nie od dziś niejasne i budzą wiele wątpliwości (np. czy wysyłając pracownika w jednorazową podróż zawsze trzeba z nim podpisywać "umowę cywilnoprawną", czy musi do rozliczenia delegacji dołączać "ewidencję przebiegu pojazdu", nawet jeśli z druku polecenia wyjazdu służbowego dokładnie wynika gdzie i po co jechał, po jaką cholerę jeszcze się różnicuje stawkę dla samochodów o pojemności silnika do 900 cm³ i powyżej, skoro już chyba prawie nie ma aut poniżej 900 cm³, a taka regulacja powoduje, że trzeba tę pojemność każdorazowo podawać, czy pomimo posiadania tej ewidencji, umowy i jeszcze stosu innych papierów do każdej delegacji, powinien może także załączyć f-rę za zakup paliwa itp. itd.) Ej.... gdyby w czasach Wokulskiego obowiązywały takie regulacje, to biedak musiałby, zamiast robić dobre interesy z Suzinem, ślęczeć nad papierami dokumentującymi koszty używania służbowej furmanki, tudzież często gęsto pisywać do jakiejś carskiej "izby skarbowej"; o wydanie kolejnej interpretacji, a to o rozliczanie kosztu owsa dla konia, a to o koszt podkucia konia, albo skorzystania z usług weterynarza, a to o rozliczania wynagrodzenia furmana Wysockiego itd., a już podatkową tragedią byłoby, jeśli sam by się kazał zawieźć Wysockiemu tą firmową furmanką na randkę do panny Łęckiej. Ale... wiecie co?... Wtedy by chyba sprzedał ten cały sklep i... spalił wszystkie lalki!

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Polecane