Wiktor Jarzębowski: Zakładam, że organy interpretacyjne nie będą czekały z przekazaniem skargi podatnika do WSA do ostatniego dnia, jeśli nie będą zamierzały zmienić swojego stanowiska.
Wiktor Jarzębowski, sędzia NSA, przewodniczący Wydziału Informacji Sądowej Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Łodzi / Dziennik Gazeta Prawna
Reklama
Ile zyskają podatnicy na wchodzącej dziś w życie likwidacji wezwania do usunięcia prawa?

Reklama
Jeśli chodzi o czas, to niedużo. Ok. 45 dni, może kilka dni więcej. Dotychczas było tak, że strona miała 14 dni na wezwanie organu interpretacyjnego do usunięcia naruszenia prawa. Potem czekała ok. 30 dni na odpowiedź organu i dopiero potem wnosiła skargę do wojewódzkiego sądu administracyjnego. Teraz podatnik od razu będzie składał skargę do WSA, ale organ wciąż będzie miał możliwość zmiany interpretacji w ciągu 30 dni.
Czy organy nie będą tego wykorzystywać i przesyłać skarg pod koniec 30-dniowego terminu?
Zakładam, że organy interpretacyjne nie będą czekały z przekazaniem skargi podatnika do WSA do ostatniego dnia, jeśli nie będą zamierzały zmienić swojego stanowiska. Bo niby czemu miałaby służyć taka zwłoka. Jak będzie w praktyce, dopiero się jednak okaże. Uchwała Naczelnego Sądu Administracyjnego z 27 czerwca 2016 r. (sygn. akt I FPS 1/16) pokazała, że podatnicy w ogóle nie muszą czekać ze złożeniem skargi na interpretację do sądu pierwszej instancji. Mogą wnieść ją nazajutrz po wezwaniu organu do usunięcia naruszenia prawa. W świetle tego, co wynika z uchwały, korzyści z likwidacji wezwania do usunięcia naruszenia prawa będą w zasadzie żadne.
Czy poza tą wątpliwą korzyścią są jeszcze inne?
Owszem, uproszczenie procedury zaskarżania interpretacji podatkowych. Dotychczas podatnik musiał przesłać wniosek do organu, organ mu odpowiadał, albo i nie. Następnie podatnik składał skargę do WSA. Od dzisiaj nie będzie już tej wymiany pism. Tym bardziej że zwykle nie przynosiła ona zamierzonych skutków. Problem brał się z tego, że w wezwaniach do usunięcia naruszenia prawa podatnicy posługiwali się tymi samymi argumentami, które podnieśli już we wniosku o wydanie interpretacji, a do tych argumentów organy zdążyły się już ustosunkować wydając akt, z którym podatnik się nie zgadzał.
Skoro tak, to czy pana zdaniem te 30 dni na zmianę stanowiska organów jest potrzebne?
Zdarzały się i wciąż będą się zdarzać sytuacje, w których organ jednak zmieni swoje stanowisko. Oczywiście są to wyjątkowe przypadki, ale organ interpretacyjny musi mieć taką możliwość.
Co się stanie, jeżeli podatnik, mimo pouczenia, wezwie organ do usunięcia naruszenia prawa?
Prawdopodobnie organ odpisze mu, żeby przeczytał pouczenie. Będzie z niego wynikać, że od 1 czerwca 2017 r. skargę na pisemną interpretację prawa podatkowego składa się od razu do wojewódzkiego sądu administracyjnego, za pośrednictwem dyrektora Krajowej Informacji Podatkowej. Jeśli taka odpowiedź dotrze do podatnika przed upływem 30 dni od daty doręczenia mu interpretacji, to zdąży on wnieść na nią skargę do sądu. Jeśli pismo przyjdzie później, to podatnik straci możliwość zaskarżenia interpretacji. Niedoczytanie pouczenia jest bowiem traktowane jako zawinione opóźnienie.
Jak pan ocenia poprzednią zmianę, która weszła w życia 15 sierpnia 2015 r., a polegała na sformalizowaniu zarzutów skargi do sądu na interpretację?
Oceniam tę zmianę pozytywnie. Wcześniej zdarzało się, że wojewódzkie sądy administracyjne miały trudności z odkodowaniem tego, o co podatnik pytał i co chciał uzyskać. Problem zniknął, odkąd skarga na interpretację do sądu pierwszej instancji musi opierać się na zarzucie: naruszenia przepisów postępowania, dopuszczenia się błędu wykładni lub niewłaściwej oceny co do zastosowania przepisu prawa materialnego.
Rozumiem, że to ułatwienie dla sądu, ale czy podatnicy poradzili sobie z tą zmianą?
Myślę, że nie mieli z nią większych problemów, choć to moje subiektywne odczucie. Nie przypominam sobie, aby na naradach wydziałowych czy konferencjach podnoszony był argument, że zmiana zasad wnoszenia skargi wprowadziła zbyt dużą trudność dla podatników. Zanim wprowadzono ten wymóg, większość podatników i tak korzystała z pomocy profesjonalnych pełnomocników przy sporządzaniu skarg na interpretacje do WSA.
Czy mimo to wprowadzenie wymogów formalnych ograniczyło napływ skarg na interpretacje do WSA?
Nie zauważyłem, żeby liczba skarg na interpretacje istotnie zmalała. Przynajmniej w WSA w Łodzi.
Co jeszcze należałoby zmienić, żeby usprawnić procedury w sprawach interpretacyjnych?
Głównym problemem jest liczba tego typu spraw. W moim przekonaniu problem bierze się z tego, że podatnicy mają zbyt dużą możliwość zadawania pytań organom. Często obserwujemy, że podatnik zadaje kilka pytań, przedstawia różne warianty odpowiedzi, a my mamy przeświadczenie, że wcale nie zamierza ich realizować. Uważam, że należałoby to zmienić. Nie odpowiem jednak na pytanie, jak sformułować przepisy, bo sam tego nie wiem.