Sprawa dotyczyła popularnej sieci dyskontów, które oprócz towarów spożywczych sezonowo handlują też innym asortymentem. Problem polegał na tym, że sklepy korzystały z prostego systemu księgowego, który stwarzał ograniczenia w dokumentowaniu nazw towarów na paragonach fiskalnych. W związku z tym zapytały fiskusa, czy przyjęte przez nie sposoby są prawidłowe.

Pierwszy polegał na tym, że klient, który kupował np. suszarkę do włosów, miał ją nabitą na paragonie w ramach grupy „suszarki, lokówki, prostownice”. Drugi sposób sprowadzał się do tego, że ten, kto kupował np. siekierkę, miał ją na paragonie pod nazwą ogólną, np. młotki albo narzędzia.

Spółka zastrzegła, że ten sposób jest stosowany wyłącznie do towarów objętych tą samą ceną i stawką VAT, a klient przecież sam doskonale wie, który towar kupił.

Na takie dokumentowanie nie zgodził się dyrektor Izby Skarbowej w Poznaniu. Przypomniał, że paragon musi zawierać nazwę towaru lub usługi pozwalającą na ich jednoznaczną identyfikację (zgodnie z par. 8 ust. 1 pkt 6 rozporządzenia MF w sprawie kas rejestrujących, Dz.U. z 2013 r. poz. 363). – Nazwa towaru na paragonie powinna oznaczać nazwę jednostkową, a nie określoną grupę asortymentową – stwierdził fiskus.

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Poznaniu stanął po stronie sprzedawcy. Uznał, że stosowane przez niego sposoby dokumentowania sprzedaży towarów są dopuszczalne.

Jednak Naczelny Sąd Administracyjny był innego zdania. Sędzia Bożena Dziełak podkreśliła, że paragon ma umożliwiać nie tylko identyfikację ceny czy stawki VAT, ale i nazwę wykonanej usługi lub sprzedanego towaru.