Z początkiem 1983 r. weszła w życie ustawa o urzędzie ministra finansów oraz urzędach i izbach skarbowych. W tym roku administracja podatkowa obchodzi więc 30-lecie istnienia. Jakie były początki?

Administracja podatkowa istniała przed 1 stycznia 1983 r., ale w poprzednim systemie politycznym miała ograniczone zadania i funkcje. Inna nie była zresztą potrzebna w gospodarce centralnie sterowanej. Dopiero w latach 80., gdy rozpoczęto reformy i wprowadzono pierwsze podatki od jednostek gospodarki uspołecznionej (1982 r.), dostrzeżono potrzebę utworzenia administracji podatkowej i przyjęto model sprzed II wojny, przenosząc tamte doświadczenia na grunt współczesny.

To był szczególny czas. W 1982 r. uchwalono ustawę o przedsiębiorstwach drobnej wytwórczości. Pod koniec lat 80. – ustawę o spółkach z udziałem kapitału zagranicznego, a przede wszystkim ustawę ministra Mieczysława Wilczka o prowadzeniu działalności gospodarczej, która opierała się na zasadzie: co niezabronione, to dozwolone. To była bardzo liberalna ustawa. Dziś już jej nie ma, bo zastąpiła ją ustawa o swobodzie działalności gospodarczej, ale obecnym przepisom daleko do swobody z końca lat 80.

Na początku lat 90. uchwalono ustawę o kontroli skarbowej. Głównym celem była pomoc urzędom skarbowym, które miały obsługiwać podatników, a UKS – przyglądać się trudnym i podejrzanym transakcjom. W tamtym czasie wszyscy uczyliśmy się prawa gospodarczego. Tu, trzeba przyznać, pozytywną rolę odegrało Ministerstwo Finansów.

Uczyło?

Uczyło, ale samo też było uczone. Weszły nowe podatki (PIT, VAT, akcyza). Zmieniało się ogólne prawo podatkowe, uchwalono ordynację podatkową, wprowadzono identyfikację podatkową (NIP). Urzędnicy MF uczestniczyli w licznych kursach organizowanych m.in. przez OECD, by poznać nowoczesny system podatkowy i zasady funkcjonowania administracji skarbowej. Sami stawali się trenerami, by następnie uczyć urzędników administracji terenowej.

Z jakim skutkiem?

Dobrym. Wtedy ministerstwo nie uchylało się od merytorycznej pomocy urzędom i izbom skarbowym oraz urzędom kontroli skarbowej. Obok szkoleń dokonywało interpretacji przepisów podatkowych, co bez szczególnych procedur administracyjnych pozwalało na w miarę jednolitą wykładnię prawa w stosunku do wszystkich podatników, którzy znajdowali się w podobnej sytuacji prawno-podatkowej. Niektórzy te wykładnie określali listami pasterskimi albo gorzej – prawem powielaczowym. Moim zdaniem to zaangażowanie ministerstwa spełniło swoją funkcję edukacyjną. Pamiętajmy, że wtedy nie było internetu czy rzeszy doradców podatkowych, a publicystyka podatkowa raczkowała.

Po około 10 latach od wprowadzenia nowego systemu zaczęły się pojawiać pierwsze formy optymalizacji podatkowych z wykorzystaniem różnych jurysdykcji międzynarodowych do zmniejszenia nadmiernego polskiego fiskalizmu. Bo podatki bezpośrednie w Polsce były wtedy stosunkowo wysokie w odniesieniu do poziomu bogactwa naszego państwa i obywateli. Powstawały firmy pomagające zmniejszać ciężary podatkowe zgodnie z prawem, ale także organizacje przestępcze, które wyłudzały podatki. Polscy przedsiębiorcy poznali karuzele podatkowe w VAT i inne formy obchodzenia przepisów prawa. Ta edukacja była bardzo szybka, a wielkiego przyśpieszenia doznała po wejściu Polski do UE. Sprzyjała temu niska jakość prawa podatkowego.

W którym momencie administracja odeszła od wzorców międzywojennych?

Myślę, że był to przełom wieków. Tego momentu nie można jednoznacznie określić, ale stało się to wtedy, kiedy polityka, w różnych formach, zaczęła mocniej ingerować w działania administracji podatkowej. Mam tu na myśli m.in. świadome lub nieświadome tworzenie luk w prawie. Od początku tego wieku wyraźnie pogorszyły się zasady funkcjonowania rzeszy urzędników. To efekt wpływów politycznych, błędów systemowych, w tym braku kompleksowej, sieciowej informatyzacji systemu podatkowego. To sprawia, że administracja podatkowa nie jest tak efektywna, jak mogłaby być przy jej dużym potencjale intelektualnym.

Czy nie należałoby jej oderwać od ministra finansów?

Myślę, że byłoby to z pożytkiem dla Polski.

Czy tak jest też na Zachodzie?

W „starej” Europie to reguła. Są różne systemy, ale w wielu państwach administracja podatkowa jest oderwana od polityki.

Celem administracji podatkowej jest ściąganie podatków zgodnie z literą i duchem prawa. Politycy powinni skupić się na tworzeniu dobrego prawa podatkowego, które nigdy nie będzie proste, bo życie gospodarcze nie jest proste, ale może być przewidywalne i względnie stabilne. Jeśli przepis jest niejasny, żaden urzędnik skarbowy nie dokona interpretacji celowościowej korzystnej dla podatnika, bo nie chce być o godzinie 6.00 wyprowadzony z mieszkania przez służby specjalne pod zarzutem korupcji. Wielu urzędników zrzuca więc z siebie odpowiedzialność lub przenosi ją na inny organ. Tymczasem chodzi o to, żebyśmy mieli do czynienia z państwem, które jest bezwzględne dla złodziei i oszustów, ale które jest przyjazne dla przedsiębiorców mających przecież prawo do pomyłek. Nie może być tak, że podatnik spóźni się ze złożeniem deklaracji zerowej o jeden dzień i jest poddawany karze, podczas gdy szara strefa ma się całkiem dobrze.